[b]Znany publicysta[/b] i żydożerca Adolf Neuwert-Nowaczyński podczas literackiego bankietu wzniósł toast na cześć Juliana Tuwima:
– Nie ma literatury polskiej bez Adama Mickiewicza, nie ma Adama Mickiewicza bez „Pana Tadeusza”, nie ma „Pana Tadeusza” bez Jankiela… Niech żyje Tuwim!
Poeta odpowiedział:
– Nie ma literatury polskiej bez Adama Mickiewicza, nie ma Adama Mickiewicza bez „Pana Tadeusza”, nie ma „Pana Tadeusza” bez Jankiela, nie ma Jankiela bez cymbałów… Niech żyje Nowaczyński!
[b]W szkole berlińskiej[/b] po dojściu Hitlera do władzy nauczyciel ze swastyką na ramieniu zapisuje uczniów. Wszystkie imiona brzmią, jak przystało na germańską rasę: Baldwin, Helmut, Knut. W końcu podnosi się mały chłopiec o mocno zakrzywionym nosie.
– A ciebie jak wołają, Żydku? – pyta drwiąco wychowawca.
– Pan się, panie nauczycielu, uśmiejesz: Adolf.
[b]Potaż, wspólnik Torczynera[/b], zapałał gwałtownym afektem do jego urodziwej małżonki Adeli. Ona jednak nie zamierzała łamać ślubnej przysięgi. Jej opór przełamało dopiero 2 tysiące złotych.
– Czy był tu Potaż? – mąż po powrocie z podróży rzuca zaskakujące pytanie.
– Tttak… – jąka się Adela.
– Aj, aj, aj, jaki porządny człowiek. Rano pożyczył ode mnie 2 tysiące złotych i przyrzekł, że odda tobie wieczorem. No i dotrzymał słowa.
[i](na podst. Horacy Safrin „Przy szabasowych świecach”, Łódź 1963)[/i]