Podczas przedstawienia autorów szopki Wieniawa zarekomendował Antoniego Słonimskiego następująco: „To jest nasz komunista”. Słonimski uważający się podówczas za anarcho-syndykalistę zaczął tłumaczyć naczelnikowi państwa tę zasadniczą, jego zdaniem, różnicę. Wspominał, że na to „Piłsudski machnął ręką i powiedział:
– Panie, co mi pan głowę zawraca, syn doktora?
– Ja mówię „tak”.
– Niecała 4?
– Ja mówię: „Niecała 6”.
– Znowu pan głowę zawraca, najpierw 4, a potem 6.
Piłsudski miał rację, bo przeprowadziliśmy się z czwartego pod szósty”.
Józef Piłsudski, wytrawny konspirator, doskonale pamiętał adresy, gdzie przebywał w swoim „podziemnym” okresie. A tę anegdotę Antoni Słonimski przywoływał często i chętnie, świadczyć miała bowiem o jego piłsudczykowskich sympatiach. Wiarygodność poety pozostawiała jednak, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia.
Oto w 1951 r., ledwie wrócił z Londynu na stałe do kraju, tak w wierszu „przywitał wieś polską”:
Kraju zboża i wierszy,
Witaj, ziemio życzliwa!
W dziejach naszych raz pierwszy
Wolna i sprawiedliwa.
„Raz pierwszy”, zatem „za sanacji” była niewola, rządy krwiopijców i kryptofaszyzm. Niebawem zwróci się do „braci z Rzymu i Salem”, by patrzyli na Wschód, skąd idą dla nich „dni radosne”, rozmarzy się o świecie bez wyzysku, „o który walczył Lenin”, opluje Miłosza, który wybierze wolność, a pozostających na emigracji poetów-przyjaciół wezwie do powrotu. Nie zdzierży tego Marian Hemar, mówiąc o twórcy „Alarmu”: „Cóż za szmata/ Pod pozorami literata”. A dalej napisze tak:
Patrzcież na tego Słonimskiego –
To on, sympatyk lewicowiec
Od Saint Simona i Steckiego,
Były Beckowiec i ludowiec,
Co „lubił lud, lecz w lemoniadzie”
(Jak kiedyś pisał w swej „Paradzie”)
I były Mikołajczykowiec,
Adiutant Kota i praporszczyk,
Były kosynier i liberał,
Były Piłsudczyk. I Sikorszczyk,
(W pamięci-m sobie to zachował,
Jak nam w Londynie imponował,
Jak tutaj z dumą w krąg spozierał,
Bąkając głosem swym niedbałym:
„Dziś jem śniadanie z Jenerałem”...
Mówił „jenerał”, nie „generał”,
Przez jot, bo brzmiała mu ta jota
Z napoleońska i z Or-Ota) –
Wczoraj ziemiańsko-cukierniczy,
Dzisiaj włościańsko-robotniczy.
Przechrzta co tydzień, na wyścigi,
Co z wszystkich sobie wziął religii
Jedną religię: Oportunizm –
Dziś się obrzezał na komunizm.
Po latach stalinowskich stał się Słonimski heroldem odnowy, podjął działania opozycyjne („List 34”), jego obywatelską postawę i nonkonformizm wysławiali pod niebiosa Konwicki z Międzyrzeckim czy Marian Brandys pospołu z Adamem Michnikiem (przez pewien czas sekretarzem Słonimskiego). Stary poeta odnosił się zaś do Kanta: „Prawo moralne we mnie, a niebo gwiaździste/ Nade mną. Cóż, gdy prawo przemocą hańbione”. „Byłeś, poeto – pisał Jan Marx – wśród hańbiących to prawo, więc przystoi ci milczenie raczej niż upominanie się o nie”.
Wśród skamadrytów byli piłsudczycy wielkiej wierności: Jan Lechoń i Kazimierz Wierzyński. Byli też Tuwim i Słonimski. Cytowany już Marian Hemar w innym swoim wierszu („Rozmowa z rodakiem”), nawiązując do przyjęcia przez Wieniawę oferty gen. Sikorskiego, by ten został ambasadorem na Kubie, pisał:
Pan zgrzyta na Wieniawę?
Pan stoi „na straży schedy”,
Pan piłsudczyk... ciekawe...
Pan piłsudczyk? Od kiedy!?
Przypadek Słonimskiego pokazuje, że zasadne było też pytanie: Do kiedy?
Krzysztof Masłoń krytyk literacki, dziennikarz „Rzeczpospolitej”