Dlatego ich protesty wzbudza nawet używanie słowa przesiedlenie zamiast wysiedlenie (zaznaczające przymus).

Ta kwestia, a także sprawa łączenia rodzin są jednymi z tematów dyskusji podczas I Zjazdu Niemcoznawców, który zakończy się dziś we Wrocławiu (rozpoczął się w niedzielę).

– Należy precyzyjnie rozgraniczać terminy: ucieczka, wypędzenie, wysiedlenie, przesiedlenie czy łączenie rodzin – zauważył prof. Włodzimierz Borodziej z Uniwersytetu Warszawskiego podczas jednego z kilkunastu paneli dyskusyjnych.

– Mogłoby to uspokoić emocjonalną dyskusję – stwierdziła Katarzyna Stokłosa z Technische Universität Dresden. – Pojednanie to temat medialnie wciąż mniej fascynujący niż rozbieżności w naszych stosunkach.

Naukowcy zgodzili się, że zdominowanie polsko-niemieckiej debaty kwestiami wypędzeń czy też przesiedleń to w dużej mierze konsekwencja „wykreowania” Eriki Steinbach, szefowej Związku Wypędzonych, głównie przez polskie media.

Na kongresie swój dorobek prezentuje ok. 250 naukowców, nie tylko historycy, ale też m.in. politolodzy, ekonomiści, socjolodzy, teologowie, kulturoznawcy. Poza Polakami i Niemcami są goście z Francji, Kanady, Izraela i Ukrainy. Pracują w ramach kilkunastu sekcji tematycznych.

Jaki jest cel spotkania? Badacze mają się przede wszystkim zastanowić nad tym, w jaki sposób prezentować polski punkt widzenia na Niemcy tamtejszej opinii publicznej.

– Tak wypracowany pogląd, który jesteśmy w stanie skutecznie przedstawić naszym sąsiadom, ma ogromne znaczenie zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych pomiędzy naszymi krajami – mówił „Rz” przed rozpoczęciem zjazdu prof. Krzysztof Ruchniewicz, niemcoznawca z Centrum Willy Brandta, organizatora kongresu.

[i]Kongresowi patronuje „Rzeczpospolita”. [/i]