20 stycznia 1951 roku agenci Urzędu Bezpieczeństwa aresztowali biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka. Do kierowania akcją wyznaczono jednego z asów bezpieki Józefa Światłę.
Budynek kurii kieleckiej został zajęty rankiem przez funkcjonariuszy z Warszawy. Nikt nie mógł opuścić gmachu aż do późnego wieczoru, gdy zakończono rewizję, a biskupa wywieziono do warszawskiej katowni na Rakowieckiej. Nic dziwnego, szło o sprawę najwyższej wagi. Kierownictwo UB wybrało hierarchę na ofiarę w procesie pokazowym, który miał wykazać rzekomy udział duchowieństwa w akcjach wywiadowczych służb USA. Przez kolejne dwa lata i osiem miesięcy bp Kaczmarek był poddawany nieludzkim torturom. Oprócz okrutnego bicia i obrzucania go wyzwiskami męczono brakiem snu i niszczono psychikę zastrzykami powodującymi zmianę świadomości i utratę pamięci. Odizolowany od innych więźniów i wyniszczony dochodzeniem, przyznał się do sfabrykowanych zarzutów. Potwierdził to podczas procesu, który się zaczął 14 września 1953 r. przed sądem wojskowym w Warszawie.