Śledztwo przeciwko komendantowi wojewódzkiemu Milicji Obywatelskiej Lechowi K. I jego zastępcom: Mieczysławowi B. i Janowi K., prowadził szczeciński oddział Instytutu Pamięci Narodowej.
Prokurator zarzucił im, że między 12 a 17 grudnia 1981 r. doprowadzili do bezprawnego zatrzymania 74 opozycjonistów z "Solidarności", m.in. z Gorzowa Wielkopolskiego Barlinka, Deszczna, Międzyrzecza i Strzelec Krajeńskich.
– W tych dniach nie istniały akty prawne, na mocy których zatrzymania były możliwe. Formalnie dekret o stanie wojennym zaczął obowiązywać 17 grudnia, gdy opublikowano go w Dzienniku Ustaw – mówi prokurator Andrzej Pozorski (stan wojenny władze ogłosiły 13 grudnia).
– Stosowaliśmy prawo, które nie było opublikowane. Wykonywaliśmy rozkaz, nie zastanawiając się nad tym – powiedział śledczym Jan K.
Funkcjonariusze MO i SB przyjeżdżali po działaczy "S" najczęściej w nocy, wyważali drzwi, gdy nie chciano ich wpuścić do mieszkania. Część zatrzymywanych bito.
Według Pozorskiego listy internowanych sporządzono w komendach wojewódzkich już w lutym 1981 r.
Jesienią do komend dotarł pakiet projektów aktów prawnych dotyczących stanu wojennego, na po dstawie których mieli działać milicjanci. Były to m.in. wspomniany dekret, przepisy o cenzurze czy kontroli rozmów telefonicznych. Miejsca na daty, od których miały obowiązywać, pozostawiono puste.
Żaden z byłych milicjantów nie przyznał się do winy, były komendant Lech K. odmówił odpowiedzi na pytania. Grozi im do dziesięciu lat więzienia.