Stowarzyszenie Memoriał przekazało IPN kopie sowieckich meldunków z lipca 1945 r. dotyczących tzw. obławy augustowskiej, które pochodzą z archiwum rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa - poinformował prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr łukasz Kamiński.

Jego zdaniem materiały mają duże znaczenie dla dalszych losów polskiego śledztwa w sprawie tej zbrodni. - To dowód, że mord na Polakach był zbrodnią przeciw ludzkości - podkreślał.

W trakcie obławy augustowskiej przeprowadzonej już po zakończeniu II wojny światowej w lipcu 1945 r. przez NKWD i Armię Czerwoną w nieznanych okolicznościach zginęło 600 Polaków. Do tej pory nieznane jest miejsce ich pochówku.

Z przekazanego IPN meldunku naczelnika Głównego Zarządu Kontrwywiadu Smiersz gen. Wiktora Abakumowa do szefa NKWD ławrientija Berii z 21 lipca 1945 r. wynika, że w trakcie operacji wojskowej w celu "likwidacji band w lasach augustowskich" przeprowadzonej przez 50. Armię 3. Frontu Białoruskiego Sowieci skonfiskowali broń i amunicję od członków polskiego podziemia niepodległościowego. Abakumow proponował Berii następujące rozwiązanie: "Wszystkich ujawnionych bandytów, w liczbie 562 ludzi, zlikwidować".

- Jeżeli istnieją dokumenty mówiące o planowaniu tej zbrodni, to muszą istnieć też dokumenty raportujące jej wykonanie - mówi "Rz" prokurator Zbigniew Kulikowski z IPN.

Śledczy z Instytutu będą się domagać od Rosjan przekazania innych dokumentów. Już w ubiegłym roku dwukrotnie zwracali się do nich o pomoc prawną. Do tej pory nie uzyskali odpowiedzi.

- Rosjanie powinni przeprowadzić własne śledztwo w tej sprawie. Nie możemy ich jednak do tego zmusić - podkreśla prokurator.

Z żądaniem wszczęcia śledztwa chcą się za to zwrócić do Rosjan rodziny ofiar. Jeśli Rosja odmówi, planują złożenie skargi do Trybunału w Strasburgu. Przekonują, że każdy dokument, który potwierdza, że doszło do zbrodni przeciw ludzkości, może sprawić, że Trybunał zajmie się sprawą.

- Te dokumenty powiększają naszą wiedzę na temat obławy augustowskiej, ale nie dają odpowiedzi na kluczowe pytania - mówi "Rz" prof. Krzysztof Jasiewicz, historyk i sowietolog. - Archiwalia, których potrzebujemy, to pełna lista nazwisk zamordowanych Polaków oraz dokumenty dotyczące miejsca pochówku - dodaje. Właśnie na wskazaniu tego miejsca najbardziej zależy rodzinom zgładzonych. Według jednej z wersji Polacy zostali pogrzebani na terytorium Białorusi, według innej w sąsiednich Prusach (obecnie obwód kaliningradzki).

Dokumenty, które by to wyjaśniły, znajdują się jednak w zamkniętych na głucho moskiewskich archiwach. - Nie ma mowy o tym, żeby te papiery się "zgubiły", jak próbuje wmówić nam Moskwa - mówi prof. Jasiewicz.

Według niego, dopóki w Moskwie nie dokona się zmiana reżimu, dopóty nie ma co liczyć na otwarcie archiwów. Dokumenty możemy jedynie dostawać od przychylnie nastawionych wobec Polski opozycyjnych organizacji pozarządowych, takich jak Memoriał.