- Do śmierci tych ludzi doszło ponad 50 lat temu. Sprawa dla nas jest przedawniona, dlatego podjęliśmy decyzję o umorzeniu tego postępowania - tłumaczy "Rzeczpospolitej" Paweł Wierzchołowski, szef mokotowskiej prokuratury.
Było o nim głośno w mediach w połowie lipca. Ekipa IPN z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem prowadziła swoje prace na cmentarzu przy kościele św. Katarzyny. Wykopano wówczas cztery szkielety oraz pojedyncze kości kilkunastu osób.
I te właśnie szczątki zostały zabezpieczone jeszcze na cmentarzu przez policję. Zrobiono to na polecenie prokuratury, która tłumaczyła, że otrzymała z Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu zawiadomienie, z którego wynikało, że na terenie cmentarza ujawniono cztery ludzkie szkielety. Szczątki znajdowały się poza oficjalnie stworzonymi grobami, w związku z czym istniało podejrzenie, że osoby te nie zmarły w sposób naturalny.
Z zawiadomienia złożonego przez IPN w prokuraturze wynikało, że w toku prac archeologicznych nie ustalono tożsamości tych ofiar ani też nie określono czasu i okoliczności zgonu, dlatego prokuratura na Mokotowie wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci czterech nieustalonych osób.
Powołano biegłych mających ustalić czas i przyczynę zgonu osób, których szczątki znaleziono. Działania IPN ostro oceniały wówczas przez środowiska patriotyczne i PiS .
– To tragiczne, że odbiera się sprawę historykowi IPN, który zajmuje się ekshumacjami od samego początku – tłumaczył Tadeusz Płużański z Fundacji Łączka.
Jego zdaniem cała ta sprawa to próba zablokowania kolejnych ekshumacji i całego projektu badawczego. – To może oznaczać, że nie będzie więcej ekshumacji w żadnym miejscu w Polsce – mówi Płużański.
A stołeczny PiS wystąpił nawet ze specjalnym pismem w tej sprawie do Andrzeja Seremeta, prokuratora generalnego. – Akcja prokuratury stoi w sprzeczności z zasadą badań naukowych – twierdził Maciej Wąsik szef PiS, w Radzie Warszawy.
W czasie prokuratorskiego śledztwa okazało się też, że na zabezpieczonych szkieletach nie znaleziono żadnych śladów wskazujących na urazy mechaniczne i nagłą śmierć.
Już po badaniach, jeszcze we wrześniu mokotowscy śledczy chcieli oddać szczątki. Jednak IPN ich nie chciał i odesłał sprawę do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (ROPWiM). Ta przez wiele tygodni zwlekała z odpowiedzią. Ostatecznie zdecydowała się szczątki przejąć.
Mokotowska prokuratura o umorzeniu postępowania powiadomiła IPN. Czy on dalej będzie badał tożsamość zmarłych i sposób w jaki zmarli? Zapytaliśmy o to w piątek mailem rzecznika IPN. Nie dostaliśmy odpowiedzi.