Jerozolima. Nowa biografia starego miasta

Każdy z nas ma swoją Jerozolimę. Własne niebiańsko idealne miejsce, własne miasto radości. Kulminację nadziei i ucieleśnienie marzeń. Prawdziwy dom, w którym będziemy żyć w zgodzie z ludzkością i siłami wyższymi, w komforcie pewności i pewności komfortu. Tylko, proszę, nie pomylcie swojej Jerozolimy z tą prawdziwą, ponieważ ta prawdziwa jest teraz w nie najlepszym stanie.

Publikacja: 28.03.2024 21:00

Jerozolima jest miastem świętym dla trzech religii: judaizmu, islamu i chrześcijaństwa. Na zdjęciu w

Jerozolima jest miastem świętym dla trzech religii: judaizmu, islamu i chrześcijaństwa. Na zdjęciu widoczne są m.in. Ściana Płaczu i Kopuła na Skale

Foto: Adobe Stock

– W ogóle nie postrzegam Jerozolimy jako świętej. Czym zresztą jest świętość? Czujesz, że Stare Miasto jest najbardziej stresogennym miejscem na całym świecie. Za tym murem znajdziesz tak wielu agresywnych, niespokojnych ludzi. To miało być święte miasto, miasto miłości i dzielenia się, ale szczerze mówiąc, ja tego nie widzę – tak odpowiedziała mi przyjaciółka z Jerozolimy Amoun Sleem, gdy spytałem ją, co oznacza mieszkanie w świętym mieście. Ale potem dodała: – Jestem związana ze Starym Miastem w sposób wykraczający poza politykę i to, co ludzie czują. Nie mogę tego zmienić. Kocham je.

Tak samo napisała w swoim pamiętniku: „Nie ma nic piękniejszego od mojego domu – Jerozolimy. Mój poranny spacer po Starym Mieście ma w sobie coś magicznego”.

Czytaj więcej

Rycerz, władca i kronikarz

„...tak trudno zrozumieć Jerozolimę”

W Jerozolimie znajdziemy tego więcej, tego przyciągania i odpychania, gorąca i zimna. Przywilejem posiadania i przynależności jest krytykowanie, lekceważenie czy nawet nienawiść, ale jednocześnie miłość. Pewien przyjaciel powiedział mi, że zdaje sobie sprawę, iż jerozolimskie historie, na których wyrósł, są fikcją, ale nadal umarłby w obronie kamieni, które je zrodziły. To tylko część tego, co sprawia, że tak trudno zrozumieć Jerozolimę. Nieuchronnie pojawia się też rozdźwięk między tym, jak dana osoba przeżywa swoje miasto każdego dnia, a tym, jak może przekazać owo doświadczenie swoim rówieśnikom oraz osobom wtajemniczonym, nie mówiąc już o osobach postronnych – takich jak ja.

Oto słowa Johna Tleela, jerozolimskiego autora, zmarłego w 2018 roku: „Tylko mieszkając wewnątrz Starego Miasta, zamkniętego jego murami, można naprawdę poznać Jerozolimę. Wraz z jej wąskimi uliczkami zaczynasz odczuwać jej siłę. Zmieniają cię jej kaplice i święte miejsca, zostajesz ochrzczony przez miasto z kamienia. Ale nie jest łatwo być mieszkańcem Jerozolimy. Wzdłuż radości biegnie i ciernista ścieżka. Wielcy stają się małymi wewnątrz Starego Miasta. Nie wiesz, jak traktować Jerozolimę. Większość podchodzi do niej jak do miasta. A to nie jest miasto. To nie Londyn, nie Nowy Jork, nie Paryż. To osoba. Jerozolima jest żywą osobą. Oddychającą, mówiącą, walczącą. To nie jest miasto. Każda minuta w Jerozolimie jest wyjątkowa. Daje ci nowe życie. W każdej minucie stajesz się nową osobą”.

Skała, otoczona zabudowaniami Świątyni, stała się w judaizmie kamieniem węgielnym, łącznikiem między ziemią a niebem, źródłem stworzenia i centrum świata, pod którym szalały wody potopu.

Dziesięć tysięcy metafor próbowało uchwycić istotę Jerozolimy. Warstwy cebuli to popularne wyobrażenie – nie tylko dlatego, że przywołuje na myśl kolejne warstwy historii, które można znaleźć zakopane pod każdą ulicą. Mustafa Abu Sway, profesor studiów islamskich, powiedział mi, że korzyścią z mieszkania tutaj jest „posiadanie właściwej wtyczki. Pozwala ci ona podłączyć się bezpośrednio do źródła energii”. Podoba mi się także to, co stwierdził inny przyjaciel, pisarz Yuval Ben-Ami. Nazwał on Jerozolimę „miastem zamrożonej chwili”. Ładnie pokazuje to ideę, wedle której wszystko, co widzisz, jest zaledwie migawką. Każdy maleńki krzyż spośród setek wyrytych w kamiennych ścianach bazyliki Grobu Świętego mówi o życiu pojedynczego pielgrzyma w chwili przybycia do celu. A jeśli – jak od dawna podejrzewano – maleńkie krzyżyki pochodzą z epoki krzyżowców (ostatnie badania wskazują, że mogą być wcześniejsze), to mówią one również o momencie podboju, zastygłym w kamieniu pod wpływem miecza rycerza-pielgrzyma.

Inny przykład: zwieńczenie Kopuły na Skale nie zawsze było złote. Od 1022 do 1959 roku – przez dziewięćset trzydzieści siedem lat – kopułę budowli pokrywał ciemnoszary ołów. Następnie odnowiono ją przy użyciu arkuszy anodyzowanego aluminium, które wyglądały na złote, zanim w 1993 roku ponownie pokryto ją miedzianymi panelami powleczonymi dwumikronową warstwą prawdziwego złota. W ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci w naszym przesyconym obrazami świecie złota kopuła stała się symbolem Jerozolimy. Złota kopuła, tak często przedstawiana na tle przenikliwie błękitnego nieba, oznacza Jerozolimę. Potwierdza istnienie islamskiej Jerozolimy. A wręcz wspaniale reprezentuje sam islam. Teraz jest nie do pomyślenia, że kiedykolwiek była szara czy że kiedykolwiek do tej szarości mogłaby wrócić. Złota kopuła to kolejna zamrożona chwila ukazująca rolę tego budynku na przełomie XX i XXI wieku, na styku religii i geopolityki. Tak więc pomysł z zamrożoną chwilą jest dobry. Ale nie idzie wystarczająco daleko. Pod powierzchnią kryje się coś jeszcze, coś bardziej prowokacyjnego. Wydaje mi się, że podstawowa prawda o dzisiejszej Jerozolimie to poszarpana dyslokacja między pozorami a rzeczywistością. Cokolwiek tu widzisz, nie jest tym, co dzieje się naprawdę.

Czytaj więcej

Krucjaty – szaleństwo, które się opłaciło

„...do wszystkiego dodawałem Jerozolimę”

Przez całe życie kumin kojarzył mi się z moją pierwszą podróżą do Jerozolimy. Nie mogę dokonać w pełni świadomego porównania – byłem wtedy tylko dzieckiem – ale przypuszczam, że miasto, które zobaczyłem w 1980 roku, bardzo różniło się od dzisiejszego. To, co mam w pamięci z tamtych czasów, to rozproszone wrażenia: gładkie płyty chodnikowe pod stopami, pstrokate kolory i tkaniny zawieszone wysoko nad głową w wąskich alejkach, mój ojciec robiący coś, o czym dzisiaj nawet by nie marzył – wymieniający pieniądze w należącej do Palestyńczyka budce w Bramie Damasceńskiej. I zapachy. Tak wiele zapachów. Słodkie rzeczy. Spalone. Gnijące. Mydło do prania. Gorący chleb. Nowa skóra. Zapachy, o których nic nie wiedziałem.

Dopiero po latach, w czasach, gdy kupowanie i używanie przypraw stało się powszechniejsze także dla nas, rodziny z przedmieść Londynu, potrafiłem nazwać ten ziemisty zapach, który przez lata wypełniał moją głowę Jerozolimą. A więc to było to. Kumin. Tak jak wtedy, tak i  teraz kumin i  jego karmazynowobrązowy zapach dawnego ciepła przenosił mnie mentalnie do otoczonego murami Starego Miasta Jerozolimy, między tłum łokci na skrzyżowaniach migoczących, odurzających, zadaszonych uliczek, gdzie suk al-Bazar, czyli targ na ulicy Dawida, skręca w lewo w suk al-Lahhamin (Targ Rzeźników), podczas gdy wiele mniejszych targowisk wdziera się z  obu stron, a  główna alejka zbiega w  dół, tworząc tarik Bab as-Silsila, czyli ulicę Bramy Łańcucha prowadzącą do świętych miejsc. Wszystko było na tym skrzyżowaniu: złoto, tkaniny, pieniądze, świeży chleb, owoce i mięso, skóry, kozieradki, perfumy, upał, pot, kolor, nowe twarze, nowe języki, nowi ludzie, nowe sposoby bycia. Obserwowałem, ale nie rozumiałem. Nie wiedziałem, jak wielu rzeczy nie wiem. To właśnie był kumin.

Na Górze Oliwnej pielgrzymi oddawali cześć skale, na której znajduje się odcisk stopy Jezusa pozostawiony w momencie jego wniebowstąpienia.

Przez lata dodawałem do wszystkiego kumin. Ale tak naprawdę do wszystkiego dodawałem Jerozolimę.

„Jerozolima nie powinna istnieć...”

Mam na myśli to, że na tym terenie w ogóle nie powinno być miasta. Ponieważ nie jesteśmy budowniczymi miast, trudno nam pojąć, że w czasach, kiedy Jerozolima powstawała, jeśli ktoś miałby wytypować przestrzeń do życia, nie wybrałby tego miejsca. Źródła wody są zbyt odległe, znajdują się w głębokich dolinach lub bardzo daleko. Grzbiety wzgórz – nie najwyższe w okolicy – są w groźny sposób przeoczone. W pobliżu nie przebiegają główne szlaki handlowe. Wszystko nie tak. A jednak tu jest. „Wiedza nie rozwiewa tajemnic”, napisała Nan Shepherd.

Czytaj więcej

Jerozolimski węzeł gordyjski

Kiedy faraonowie przeklinali „Rosalimum” w tekstach powstałych dziesięciolecia przed 1900 rokiem przed naszą erą i dekady po nim, możliwe, że przeklinali właśnie Jerozolimę. Nie wiemy. Ale Jerozolima – prawdopodobnie nazwana tak na cześć Szalema, boga zachodzącego słońca – z pewnością była już w tym miejscu w momencie, gdy jej władca Abdi-Heba pisał do faraona Echnatona, a więc w 1330 roku przed naszą erą. Później, około 1000 roku przed naszą erą, według jednej z podstawowych tradycji judaizmu coś szczególnego w Jerozolimie skłoniło Dawida, być może władcę Judy, regionu położonego na południu, do zajęcia tego miasta oraz twierdzy Syjon, kontrolowanej wówczas przez Jebusytów.

Wydaje się, że Jebusyci – naród albo może tylko rodzina, tego nie wiem – oraz cały Kanaan, jak nazywano ten kraj w  owych czasach, mogli już wtedy czcić Jerozolimę jako centrum świata. Możliwe, że chcieli tu mieszkać pomimo niedostatków logistycznych z powodu energii duchowej. W każdym razie, gdy Salomon, syn Dawida, wybudował Świątynię na jednym z  kamienistych szczytów Jerozolimy, prawdopodobnie włączył wcześniej istniejące formy kultu Jebusytów (czyli Kananejczyków) do swoich nowych izraelickich obrzędów. Skała znajdująca się na wierzchołku, otoczona zabudowaniami Świątyni, stała się w  judaizmie – nazwanym tak na cześć Judy – kamieniem węgielnym, łącznikiem między ziemią a niebem, źródłem stworzenia i centrum świata, pod którym szalały wody potopu. To tam Bóg zebrał pył, z którego uformował Adama. To tam, według tradycji judaizmu, Abraham przeznaczył na ofiarę swojego syna Izaaka.

Bez znaczenia wydawało się więc, że miasto nie miało rzeki, wartości strategicznej ani zasobów naturalnych przekładających się na bogactwo handlowe.

Świątynia została zniszczona w 586 roku przed naszą erą, później odbudowana, a następnie ponownie zniszczona w  70 roku naszej ery. Do tego czasu pierwsi chrześcijanie poznali żydowskie tradycje skupione wokół Skały, ale założycielski dramat ich wiary rozgrywał się pięćset metrów na zachód, na kamienistym wzgórzu znanym jako Golgota (a później jako Kalwaria). Kilometr dalej na wschód, na Górze Oliwnej, pielgrzymi oddawali cześć skale, na której znajduje się odcisk stopy Jezusa pozostawiony w momencie jego wniebowstąpienia. W  czasach chrześcijaństwa Jerozolima pozostała centrum świata, ale dwukrotne zburzenie Świątyni było oczywistym dowodem na niezadowolenie Boga z Żydów. Nauki Chrystusa zapowiadały zmianę paradygmatu i nowe otwarcie w dziejach ludzkości.

„Pierwsi muzułmanie...”

Pierwsi muzułmanie także znali tradycje żydowskie i chrześcijańskie. Już wtedy Jerozolima stanowiła dla nich miejsce o ogromnym znaczeniu. To tutaj żyli i modlili się prorocy Abraham, Dawid, Salomon oraz Jezus. Z Mekką łączyła ją isra, nocna podróż proroka Mahometa. Ibn Abbas, kuzyn Mahometa, powiedział: „W Jerozolimie nie ma jednego centymetra, gdzie nie modliłby się prorok lub nie stał anioł”. Kamień węgielny nabrał nowego znaczenia – teraz znajduje się na nim odcisk stopy Mahometa z czasów jego wstąpienia do nieba, kiedy to otrzymał od Boga polecenie, aby modlić się pięć razy dziennie.

Czytaj więcej

Kiedy umarła Jerozolima

Pod nim rozpościerała się otchłań chaosu, źródło rajskich rzek. W islamie Skała była centralnym punktem koranicznego miejsca, meczetu Al-Aksa, zbudowanego, jak wierzą niektórzy, przez pierwszego człowieka, Adama, i odbudowanego przez Salomona. Nad Skałą i wokół niej nowi muzułmańscy władcy Jerozolimy zaprojektowali architektoniczne przywołanie podstawowej roli miasta jako miejsca, w którym odbędzie się sąd ostateczny – ośmiokątny budynek, jak boski tron, ze złotą kopułą, z której biło na cały świat przesłanie islamu. Esplanada wokół tej nowej Kopuły na Skale była miejscem, gdzie dusze zmarłych zbierały się, aby usłyszeć, jak archanioł Israfil dmie w trąbę, ogłaszając koniec świata. Nadeszła pora, by to islam zasygnalizował zmianę paradygmatu i nowe otwarcie w dziejach ludzkości. Tak jak we wcześniejszych tradycjach, istniała Jerozolima fizyczna oraz moralna, duchowa; stare, „zepsute” przesłanie i nowe, klarowne. Bez znaczenia wydawało się więc, że miasto nie miało rzeki, wartości strategicznej ani zasobów naturalnych przekładających się na bogactwo handlowe. Miało Boga. (...)

„To miasto utraciło swój czar...”

W 1965 roku, gdy granica międzynarodowa przebiegała przez środek Jerozolimy – a raczej, gdy Jerozolima składała się z dwóch miast znajdujących się w dwóch państwach – przyjechał do niej król, aby otworzyć hotel. Zachowało się zdjęcie z tego wydarzenia, ukazujące Husajna I z Jordanii, zaledwie dwudziestodziewięcioletniego, kroczącego przez lobby nowego eleganckiego hotelu St George, z uśmiechem równie niedopasowanym, co jego garnitur, zapięty i z wąskimi klapami.

Wnętrze Bazyliki Grobu Pańskiego – najważniejszej świątyni chrześcijańskiej w Jerozolimie

Wnętrze Bazyliki Grobu Pańskiego – najważniejszej świątyni chrześcijańskiej w Jerozolimie

Adobe Stock

– Wiesz, był taki czas, że gdy coś się działo, to działo się tutaj. – Księgarz i impresario literacki Mahmud Muna pochyla się nad kasą, rzucając cień na monografię autorstwa palestyńskiego artysty. – Umm Kulsum, Fajruz oraz Abd al-Wahhab, wszyscy oni najpierw przybyli do Jerozolimy – mówi, wymieniając trzy wielkie gwiazdy arabskiej muzyki XX wieku. – To miasto utraciło swój czar.

Ma na myśli Nakbę (słowo to po arabsku oznacza katastrofę), wysiedlenie i stratę towarzyszące wojnie i deklaracji niepodległości Państwa Izrael w 1948 roku, kiedy to zniszczono palestyńskie społeczeństwo. W innej wojnie w 1967 roku – czy może, precyzyjniej rzecz ujmując, podczas innej części tej samej wojny – Izrael pokonał Jordanię i stał się wojskowym okupantem Wschodniej Jerozolimy. Obszar ten obejmuje Stare Miasto, otoczone szesnastowiecznymi murami, w którym znajdują się najważniejsze święte miejsca dla chrześcijan, muzułmanów i żydów. Izrael wyznaczył nowe granice Wschodniej Jerozolimy, a następnie przyłączył ją do państwa izraelskiego, przesuwając centrum miejskiej energii na zachód, marginalizując jej palestyński charakter i rozszerzając żydowską obecność oraz swój wpływ, zwłaszcza w obrębie Starego Miasta. Około trzystu siedemdziesięciu tysięcy Palestyńczyków we Wschodniej Jerozolimie nadal nazywa się jedynie lokatorami, a nawet pozbawia ich tego statusu, jeśli regularnie nie dostarczają dowodu na to, że „centrum ich życia” znajduje się w mieście.

W ciągu kilkudziesięciu lat od czasu wizyty króla Husajna I we Wschodniej Jerozolimie nie otworzono ani jednego międzynarodowego hotelu.

Tak jak Zachodnia Jerozolima przed 1967 rokiem była ograniczona przez jordańską granicę, tak Wschodnią Jerozolimę od tego czasu ograniczają pierścienie izraelskich osiedli, nielegalnych według prawa międzynarodowego, otaczające miasto razem z tym, co eufemistycznie jest nazywane barierą bezpieczeństwa, ośmiometrowym betonowym murem biegnącym przez przedmieścia. Mur fizycznie i psychologicznie odcina palestyńską Jerozolimę od jej wiejskiego zaplecza oraz izoluje mieszkańców Jerozolimy od reszty palestyńskiego społeczeństwa i palestyńskiej gospodarki. W ciągu kilkudziesięciu lat od czasu wizyty króla Husajna I we Wschodniej Jerozolimie nie otworzono ani jednego międzynarodowego hotelu. Turyści niemal bez wyjątku wjeżdżają do Jerozolimy od strony Izraela. Z dwunastu tysięcy pokoi hotelowych blisko jedenaście tysięcy jest zlokalizowanych po zachodniej stronie. Ta proporcja, dziewięćdziesiąt do dziesięciu, znajduje odzwierciedlenie w profilach marketingowych ministerstw turystyki – izraelskiego i palestyńskiego – oraz we względnej widoczności rządowych i pozarządowych przekazów w mediach tradycyjnych i społecznościowych. Zarówno lokalnie, jak i globalnie dominuje jedna narracja o Jerozolimie.

U podstaw tego stanu rzeczy leży inwazja Wielkiej Brytanii na Palestynę w 1917 roku, która położyła kres ponad dwunastowiecznemu panowaniu muzułmanów w Jerozolimie, przerwanemu wcześniej tylko raz na osiemdziesiąt osiem lat w XII wieku przez Królestwo Jerozolimskie założone przez krzyżowców. Brytyjskie rządy kolonialne przedkładały ambicje palestyńskich społeczności żydowskich nad dążenia wszystkich innych grup. Jerozolima nie zawsze stanowiła grę o  sumie zerowej, ale Brytyjczycy taką ją uczynili w  naszych czasach. Jerozolima oddaliła się od Arabów i muzułmanów na całym świecie – tak jak kiedyś od żydów. Stała się symbolem tęsknoty, silniejszym w  wyobraźni niż w  rzeczywistości. Większość z  nich nie może nawet jej odwiedzić. Ci, którzy nie mają obywatelstwa izraelskiego, muszą najpierw ubiegać się o wizę na wjazd do Izraela; a jeśli już ją otrzymają, muszą stawić czoła przesłuchaniom urzędników granicznych, którzy często i tak odmawiają wjazdu. Nawet Palestyńczycy mieszkający na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy nie mogą wjechać do Jerozolimy bez izraelskiego pozwolenia, które rzadko jest wydawane.

Czytaj więcej

Polscy joannici dawniej i dziś

„Wszędzie zobaczysz izraelskich żołnierzy...”

– Na Starym Mieście panuje dziwna energia – powiedział mi Baszar Murad, muzyk mieszkający za murami, we Wschodniej Jerozolimie. – To piękne miejsce, ale jeśli tam pójdziesz, wszędzie zobaczysz izraelskich żołnierzy, stojących z bronią w  ręku, a gdy zechcesz zwiedzić Al-Aksę, zostaniesz przez nich przesłuchany na wejściu, potraktują cię jak kryminalistę. To sprawia, że w ogóle nie chce ci się tam iść.

Są też prowokatorzy. Ekstremistyczne elementy syjonistycznej prawicy religijnej – tak w Izraelu, jak i gdzie indziej, zarówno żydowskie, jak i działające wśród ewangelicznych chrześcijan – głoszą ideę zrównania z ziemią Kopuły na Skale i zastąpienia ją Trzecią Świątynią, jako preludium do powrotu mesjasza lub w połączeniu z nim. Przez ponad pięćdziesiąt lat nieuczciwi rabini ośmielali się urzeczywistniać te fantazje, odprawiając nielegalne nabożeństwa, budując koalicje fanatyków oraz wystawiając na Starym Mieście makiety obrazujące to, jak nowa świątynia mogłaby wyglądać.

Izraelski wywiad wykorzystuje technologię satelitarną do śledzenia ruchu poszczególnych smartfonów na ulicach, a drony monitorują ich aktywność z powietrza.

„Wojna 1967 roku przekształciła Jerozolimę z obiektu najszlachetniejszych dążeń ludzi do świętości w plac zabaw dla piromanów”, napisał ponuro jeden z izraelskich prawników zajmujących się prawami człowieka.

Gdyby obszar w obrębie jerozolimskich murów był niezależnym miastem, byłby jednym z dwudziestu najbardziej inwigilowanych miast na świecie, porównywalnym z Dubajem i Urumczi, chińską stolicą Ujgurów. Izraelska policja w zdalnym centrum kontroli monitoruje sieć czterystu kamer CCTV, obserwujących przez całą dobę każdą ulicę i alejkę Starego Miasta. W niektórych miejscach kamery są zamontowane co dwadzieścia metrów. Sprawia to, że Palestyńczycy, którzy tam mieszkają i pracują, a także wszyscy turyści i odwiedzający są poddawani straszliwej kontroli. Izraelski wywiad wykorzystuje technologię satelitarną do śledzenia ruchu poszczególnych smartfonów na ulicach, a drony monitorują ich aktywność z powietrza. W 2019 roku amerykańska stacja NBC podała, że oprogramowanie do rozpoznawania twarzy jest wykorzystywane do śledzenia osób we Wschodniej Jerozolimie, ale izraelska policja temu zaprzeczyła.

Czytaj więcej

ONZ: Izrael stosuje głód jako broń? To może być zbrodnia wojenna

Według aktualnych szacunków liczba mieszkańców Starego Miasta wynosi około trzydziestu pięciu tysięcy lub nieco więcej, z czego ponad dziewięćdziesiąt procent stanowią Palestyńczycy. Około dwóch trzecich z  nich nie ukończyło trzydziestego roku życia.

Okupacja izraelska pogłębia ubóstwo, pogarsza stan zdrowia psychicznego, nasila nadużywanie alkoholu i narkotyków oraz potęguje inne problemy społeczne, w tym przeludnienie. W  niektórych dzielnicach Starego Miasta na jeden dunam przypada więcej ludzi niż w najgęściej zaludnionych dzielnicach Karaczi, Hongkongu czy Nairobi. Jednak chociaż ideologiczne organizacje żydowskich osadników nękają mieszkańców Starego Miasta ofertami opiewającymi na miliony dolarów (często za pośrednictwem zwodniczo życzliwych pośredników) za każdą nieruchomość, dużą lub małą, dzięki której mogliby wzmocnić swoją obecność, większość ludzi jest zdecydowana pozostać na miejscu.

Jerozolima była obskurnym miastem… Zjednoczone siły przeszłości i przyszłości były tak silne, że miasto prawie nie miało teraźniejszości.

Thomas Edward Lawrence

W przewodniku Baedekera z 1876 roku napisano: „Tylko cierpliwie wnikając pod nowoczesną powłokę śmieci i zgnilizny, która zasłania święte miejsca, podróżnik może w końcu uświadomić sobie obraz starożytnej Jerozolimy”. Pięćdziesiąt lat później Thomas Edward Lawrence ujął to nieco lepiej: „Jerozolima była obskurnym miastem… Zjednoczone siły przeszłości i przyszłości były tak silne, że miasto prawie nie miało teraźniejszości. Jego mieszkańcy, z rzadkimi wyjątkami, byli pozbawieni charakteru jak służba hotelowa, żyjąca z tłumu przejeżdżających gości”.

Sto lat po Lawrensie nadal znajdą się tacy, którzy bardziej od ludzi cenią kamienie. Często widzi się to w Jerozolimie, kiedy turyści (nie mówiąc już o władzach) traktują mieszkańców miasta nie tylko jak kogoś mało znaczącego wobec ich celów, lecz także jak przeszkodę w realizacji planów, godną jedynie pogardy i odrzucenia. Pewnego popołudnia pisarz George Hintlian tak mi opisał swoich współmieszkańców w Jerozolimie: „Blask w  ich oczach zgasł. Można określić, jaki panuje tu nastrój, po opuszczonych ramionach ludzi”.

Czytaj więcej

Fenicjanie. Starożytni globaliści

Sancta Sanctorum, Grób Pański i Studnia Dusz

Oto opowieść o murach i przestrzeni, którą one otaczają.

Żydowską Świątynię zaprojektowano jako ciąg koncentrycznych dziedzińców. Po przebudowie dokonanej przez Heroda najbardziej wysunięty na zewnątrz, nazwany Dziedzińcem Pogan, był dostępny dla wszystkich. Kolejnym był Dziedziniec Kobiet, przeznaczony wyłącznie dla żydów. Stamtąd tylko żydowscy mężczyźni mogli wejść na Dziedziniec Izraelitów. Na wewnętrznym Dziedzińcu Kapłanów mieścił się sam budynek świątyni, którego westybul prowadził do świętej komnaty. Z tyłu tejże znajdował się trzon całego kompleksu, bogato zdobione Sancta Sanctorum, Święte Świętych, miejsce przechowywania Arki Przymierza, skrzyni, z której Bóg przemawiał do Mojżesza, zawierającej kamienne tablice z Dekalogiem. Tylko jeden człowiek, najwyższy kapłan, mógł wejść do Sancta Sanctorum, i to tylko w jeden dzień w roku, w Jom Kippur, Dzień Pojednania. Ale Arka zniknęła, może podczas zniszczenia świątyni Salomona w 586 roku przed naszą erą. W czasach Heroda Sancta Sanctorum stało puste już od ponad pięciuset lat. Niczego w nim nie było. Zapamiętaj ten obraz.

Do bazyliki Grobu Świętego prowadzą dwie bramy, otwierające się z ulicy na zamknięty dziedziniec. Z tego miejsca wierni wchodzą do świątyni, przechodzą przez dziedziniec do centralnej rotundy znanej jako Anastasis (Rezurekcja). Tutaj pod wielką kopułą stoi edykuł, niewielki budynek w budynku, w samym centrum całego kompleksu. Wewnątrz niego kaplica przedsionkowa prowadzi do najświętszego z miejsc, zawierającego grób Jezusa. Odkąd Syn Boży zwyciężył śmierć, zmartwychwstając na trzeci dzień, grób pozostaje pusty.

Czytaj więcej

Nawiedzenie grobu Jezusa. Nie o teatr chodziło

Na terenie Haram asz-Szarif, czyli zespołu meczetu Al-Aksa, znajduje się obecnie dziesięć bram otwierających się z okolicznych ulic na zamkniętą esplanadę na szczycie wzgórza. Po wejściu na ten ogrodzony teren wierni wchodzą na kolejną platformę wyznaczoną przez wolnostojące arkady. Na szczycie platformy wznosi się błyszcząca, zdobiona Kopuła na Skale. Wejście do tego budynku prowadzi najpierw przez wewnętrzne krużganki otaczające samą odsłoniętą Skałę, Kamień Węgielny, miejsce styku ziemi i  nieba oraz punkt, z którego Mahomet wzniósł się na audiencję u Boga. Schody z wewnętrznych krużganków prowadzą do najświętszego ze wszystkich miejsc – Studni Dusz, gdzie dusze zmarłych oczekują na sąd ostateczny. Oprócz niszy wskazującej kierunek modlitwy, grota jest pusta.

Te trzy miejsca: Sancta Sanctorum, Grób Pański oraz – w mniejszym stopniu – Studnia Dusz, są fundamentalne dla wiary i praktyki w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie. Jerozolima jest miastem murów, bram i kamieni, ułożonych w koncentryczne warstwy. Ich otoczenie, jak pisał Hisham Matar o Sienie, „nie tyle odpycha, ile intensyfikuje” wewnętrzną jerozolimskość. Mijamy mury, przechodzimy przez bramy, dotykamy kamieni. Wyznaczamy sobie drogę z zewnętrznych dziedzińców naszego codziennego świata na wewnętrzne dziedzińce tego, co najświętsze, najbardziej jerozolimskie. Kiedy już uczyniliśmy wystarczająco dużo, aby uzyskać dostęp, kiedy już wszystkie bariery zostały usunięte, a każda brama otwarta, docieramy, wzruszeni, oszołomieni, do pomieszczenia, w którym nie ma nic. Przeniknięcie do samego serca tajemnicy prowadzi nas do nas samych, w pustej przestrzeni. Spotkanie z tym, co niewidzialne i niematerialne – z tym, co niewysłowione – jest powodem istnienia tego miasta. Cokolwiek tu widać, nie jest tym, co dzieje się naprawdę. (...)

Matthew Tellerm „Jerozolima. Nowa biografia starego miasta”

Matthew Tellerm „Jerozolima. Nowa biografia starego miasta”

Znak Koncept

Fragment książki Matthew Tellera „Jerozolima. Nowa biografia starego miasta”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Koncept. Śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji

Historia
Śledczy bada zbrodnię wojenną Wehrmachtu w Łaskarzewie
Historia
Niemcy oddają depozyty więźniów zatrzymanych w czasie powstania warszawskiego
Historia
Kto mordował Żydów w miejscowości Tuczyn
Historia
Polacy odnawiają zabytki za granicą. Nie tylko w Ukrainie
Historia
Krzyż pański z wielkanocną datą