Jak Winston Churchill i George Patton olali Niemcy

To historia o czynach, które jedni oceniają jako nieprzyzwoite, a inni jako przykład nietuzinkowości i pragmatyzmu dwóch wielkich postaci z czasów II wojny światowej.

Publikacja: 21.03.2024 21:00

Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill przekracza Ren na moście Baileya 26 marca 1945 r. w towa

Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill przekracza Ren na moście Baileya 26 marca 1945 r. w towarzystwie marszałka polnego Alana Brooke’a, marszałka polnego Bernarda Montgomery’ego i amerykańskiego generała porucznika Williama Simpsona. Była to kolejna wizyta Churchilla na linii frontu w towarzystwie tych osób. Było to też jego drugie przejście przez tę największą niemiecką rzekę. Pierwszy raz przeprawił się dzień wcześniej na pontonie. Prawdopodobnie wtedy po raz drugi demonstracyjnie oddał mocz do Renu

Foto: Pictorial Press Ltd / Alamy Stock Photo/be&w

Było to prawdopodobnie pod wieczór 24 marca 1945 r. Tego dnia amerykańska 5. Dywizja Piechoty XII Korpusu rozpoczęła przeprawę przez Ren w pobliżu Oppenheim, napotykając niewielki opór ze strony Niemców. Wraz z żołnierzami przeprawił się generał George Patton, który niespodziewanie, na oczach żołnierzy i bez odwracania się od obiektywu aparatu fotograficznego reportera wojennego, demonstracyjnie rozpiął rozporek i oddał mocz do Renu. Gest ten wyrażał jasno opinię dowódcy 3. Armii Stanów Zjednoczonych o III Rzeszy i Niemcach.

Dzięki tej fotografii wiemy na pewno, że Patton to zrobił. Ale nie on pierwszy. Wcześniej, bo 4 lub 6 marca 1945 r. (źródła podają różne daty), umocnienia Linii Zygfryda odwiedził premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill. Prawdopodobnie to on pierwszy wpadł na pomysł wyrażenia w ten sposób swojej pogardy dla Niemiec za niewyobrażalną tragedię II wojny światowej.

Czytaj więcej

Kurt Vonnegut ocalał z bombardowania Drezna dzięki rzeźni

Co zrobił Winston Churchill na Linii Zygfryda?

Tego dnia szef brytyjskiego rządu podróżował z kilkoma dygnitarzami, w tym z marszałkiem Bernardem L. Montgomerym i szefem Imperialnego Sztabu Generalnego, brytyjskim marszałkiem polnym Alanem Francisem Brooke’em. Kiedy kolumna samochodów premiera zaczęła się zbliżać do Linii Zygfryda, wchodzący w skład tej delegacji amerykański generał porucznik William Hood Simpson zaproponował przystanek na potrzeby sanitarne. Churchill spytał wtedy Simpsona, ile jeszcze zajmie podróż. Generał odpowiedział, że około pół godziny. Churchill z szelmowskim uśmiechem na twarzy odpowiedział, że wytrzyma i nie potrzebuje przystanku.

Według relacji jednego z amerykańskich dziennikarzy Ralpha G. Martina pomysł premiera tak się spodobał innym wysokim rangą oficerom, żołnierzom i cywilom, że wkrótce niemieckie umocnienia wyglądały, jakby zlała je ulewa.

Kiedy już dojechali do umocnień Linii Zygfryda, Churchill zdążył obejrzeć jedynie rampy przeciwpancerne nazywane „zębami smoka”, po czym oznajmił: „Panowie, czas najwyższy się na to odlać”. W swoich wspomnieniach marszałek polny Alan Brooke zapisał: „Nigdy nie zapomnę tego niemal dziecięcego uśmiechu głębokiej satysfakcji, który rozlał się na jego twarzy, gdy patrzył się w dół (na niemieckie działa) w tym krytycznym momencie”. Według relacji jednego z amerykańskich dziennikarzy Ralpha G. Martina pomysł premiera tak się spodobał innym wysokim rangą oficerom, żołnierzom i cywilom, że wkrótce niemieckie umocnienia wyglądały, jakby zlała je ulewa. Osobiście wątpię, że zrobili to marszałkowie Brooke i Montgomery. Wizyta Churchilla była przecież filmowana i fotografowana przez zachodni korpus prasowy. Co prawda, podobno zanim premier rozpiął spodnie, stanowczo oznajmił fotoreporterom: „Panowie, to jedna z tych operacji związanych z tą wielką wojną, której nie wolno przedstawiać graficznie”.

George Patton kazał się sfotografować

Brytyjska opinia publiczna przyjęła gest Churchilla entuzjastycznie, choć znaleźli się też krytycy, którzy pytali, czy Hitler skusiłby się na taką demonstrację, gdyby stanął nad brzegiem Tamizy lub wyszedł na trawnik przed pałacem Buckingham? Nie, odpowiadali inni, ponieważ ma drobnomieszczańskie zwyczaje i mentalność, a oddanie moczu do Renu i na umocnienia obronne zbrodniczego państwa to gest wymagający dowcipu i espritu Cezara czy Wellingtona. Trzeba było się urodzić w bibliotece pałacu Blenheim, żeby mieć taką fantazję, rozumieć zjadliwość i sarkazm tego gestu, który był adresowany osobiście do Hitlera.

Czytaj więcej

Wielcy rywale. Patton kontra Rommel

Z kolei generał George Patton kierował się zdrowym żołnierskim pragmatyzmem. Dowódca 3. Armii USA nie chował się przed obiektywem. Wręcz przeciwnie, z całym wyrafinowaniem kazał się sfotografować, co wytłumaczył później: „Pojechałem nad Ren i przeszedłem na most pontonowy. Zatrzymałem się na środku, żeby się odlać, a potem nabrałem trochę ziemi po drugiej stronie, naśladując Wilhelma Zdobywcę”.

Ale Pattonowi nie chodziło jedynie o wykonywanie teatralnych gestów nawiązujących do historii. To był także skuteczny medialnie sposób na zwrócenie uwagi opinii publicznej i sztabu generalnego na braki w wyposażeniu. Dlatego tego samego dnia, kiedy zdjęcie trafiło już na szpalty wydań porannych gazet na całym świecie, Patton wysłał telegram do generała Dwighta D. Eisenhowera i sztabowców Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił Ekspedycyjnych: „Szanowni Państwo, SHAEF, właśnie naszczałem do Renu. Na litość boską, przyślijcie trochę benzyny”.

Historia
Śledczy bada zbrodnię wojenną Wehrmachtu w Łaskarzewie
Historia
Niemcy oddają depozyty więźniów zatrzymanych w czasie powstania warszawskiego
Historia
Kto mordował Żydów w miejscowości Tuczyn
Historia
Polacy odnawiają zabytki za granicą. Nie tylko w Ukrainie
Historia
Krzyż pański z wielkanocną datą