Kaplica Sykstyńska – klejnot ludzkości

Nie miała być miejscem ani wyboru papieży, ani kulminacji geniuszu Michała Anioła. Stała się jednym i drugim, a zarazem draftem do namysłu nad ludzką egzystencją.

Publikacja: 11.01.2024 21:00

„Sąd ostateczny” – arcydzieło namalowane przez Michała Anioła w kaplicy Sykstyńskiej w latach 1536–1

„Sąd ostateczny” – arcydzieło namalowane przez Michała Anioła w kaplicy Sykstyńskiej w latach 1536–1541

Foto: adobestock

Ta prostokątna budowla o wymiarach: 40,93 x 13,41 x 20,70 m skrywa w sobie jedno z największych dzieł stworzonych ręką człowieka. Nigdy nie była przeznaczona dla mas. A już na pewno nie dla tysięcy turystów dziennie, którzy wydeptują jej renesansową posadzkę. Ale mało kto zwraca na nią uwagę, gdyż oczy wszystkich narkotycznie wbite są w ołtarz i sklepienie. Aż 5 mln turystów rocznie – taki wynik plasuje ją na drugim miejscu pod względem frekwencji wśród muzealnych atrakcji świata, tuż za Luwrem.

Prywatna kaplica Sykstusa IV

Wybudowano ją w latach 1475–1483 dla papieża Sykstusa IV, by w pałacu papieskim miał pod ręką prywatną kaplicę. Wzniesiono prostą surową bryłę: wewnątrz hala, z zewnątrz twierdza. Ledwo robotnicy zeszli z rusztowań, Sykstus IV sprowadził artystów z Florencji, aby razem z miejscowymi mistrzami pędzla wielkimi malowidłami – wszystkie tej samej wielkości – ozdobili boczne ściany kaplicy (1481 r.). XV-wieczny malarski dream team w rekordowym tempie, bo w ciągu półtora roku, ukończył 16 fresków ze scenami biblijnymi: 12 na ścianach bocznych, po sześć na każdej, oraz cztery na ścianie ołtarzowej. W centralnej części ołtarza, poniżej dwóch okien, które wpuszczały nieco słonecznego światła, jeden z florenckich mistrzów Pietro Perugino namalował mistrzowskie dzieło „Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny”.

Czytaj więcej

Kaplica Sykstyńska pod namiotem. Wystawa w Warszawie już otwarta

W zatrudnionej przez Sykstusa IV pierwszej szóstce malarzy końca XV wieku znalazł się Sandro Botticelli (jego „Narodziny Wenus” do dziś pobudzają ludzki umysł, a przy okazji popkulturę). Spod ręki włoskiego papieskiego sekstetu wyszły epizody życia Jezusa i Mojżesza. Wszystkie freski teologicznie korespondowały ze sobą. Jeśli Mojżesz zapoczątkował dzieje Izraela, to Jezus dał początek chrześcijaństwu. Sama kaplica papieska symbolizowała unicestwioną świątynię jerozolimską. A jako nowa Arka Przymierza reprezentowała misję Kościoła prowadzącego ludzkość ku zbawieniu. 15 sierpnia 1483 r. w uroczystość Wniebowzięcia Maryi, gdy ledwo ukończone freski były jeszcze mokre, Sykstus IV poświęcił kaplicę. Do Rzymu wkroczył renesans – od razu w postaci niezwykłej antologii.

Dopiero 30 lat później kolejny następca Sykstusa, papież Juliusz II, zlecił żyjącej legendzie – Michałowi Aniołowi – pomalowanie sklepienia kaplicy postaciami 12 apostołów. W zamierzeniu papieża miały one artyzmem i treścią rywalizować z 16 istniejącymi freskami. Michał Anioł, ten artystyczny geniusz, który uważał się za rzeźbiarza, nie zaś malarza, z niechęcią przystąpił do pracy. Wolał ukończyć dzieło życia – marmurowy grobowiec papieża z zawrotną liczbą 42 rzeźb, który miał stanąć we wznoszonej bazylice św. Piotra. Ale neurotyczny Juliusz II zapłacił zaliczkę za sklepienie. Michał Anioł, wiecznie w finansowych potrzebach, rozpoczął w Sykstynie budowę rusztowania, z platformą zawieszoną ponad 18 m nad posadzką. Pracował w kurzu i gorącu wytworzonym przez niezliczone świece mające swym blaskiem uzupełnić niedobór naturalnego światła. Najczęściej stał wyprężony jak struna, z głową odchyloną do tyłu, co sprawiało mu koszmarny ból. Każdego dnia ścigał się z czasem. Musiał zdążyć z położeniem w ciągu 12 godzin porcji mokrego wapiennego podkładu. Dopiero wtedy mógł malować. Kiedy w szalonym tempie zamalował jedną trzecią sklepienia, sprawdziły się najgorsze obawy. Srogi północny wiatr spowodował absolutną katastrofę. W miarę jak powierzchnia wysychała, na malowidłach zaczęła się krystalizować sól. Na szczęście papież sprowadził architekta Sangalla, który potrafił usuwać nalot.

Tempo prac na sklepieniu zależało od przebiegu kampanii wojennych papieża, a w związku z tym od zasobności papieskiego skarbca. Juliusz II, częściej w końskim siodle i z mieczem w ręku niż z kadzidłem przed ołtarzem, kampaniami wojennymi podbijał ziemie dla państwa kościelnego. Podczas jednej z nich zapuścił długą siwą brodę – rzecz niespotykana u głowy Kościoła od stuleci. Ślubował przed ołtarzem, że nie zgoli jej, póki nie wyprze króla Francji z Półwyspu Apenińskiego. Nie wyparł, ale w międzyczasie sypnął groszem Michałowi Aniołowi. Ten wznowił pracę, a po trzech latach z okładem spędzonych na rusztowaniu uczynił ze sklepienia cud żywego koloru i formy (1511 r.).

Na wskroś religijny artysta pracował na swoje zbawienie, ale też, by zadowolić patrona i – rzecz jasna – by wykazać się przed kolegami po fachu. Postacie 12 apostołów wydały mu się zbyt skromnym programem. Z rozmachem uwiecznił panoramę historii zbawienia. Jego malowidła przełamały kanony sztuki religijnej. Całe uniwersum – 300 monumentalnych postaci zmieszczonych na 500 mkw. – sprawiało wrażenie, jakby zostało wykute dłutem i młotem. Ten kosmos najwyraźniej znajdował się w ruchu, zmierzając ku kresowi dziejów. Ale cena tytanicznej pracy artysty okazała się wysoka. Michał Anioł przedwcześnie się postarzał, a jego oczy, przyzwyczajone do panującego w kaplicy mroku, musiały unikać słońca. Od tej pory, kiedy czytał, to tylko z tekstem trzymanym wysoko nad głową.

Czytaj więcej

Kaplica Sykstyńska ponownie otwarta

„Sąd ostateczny” Michała Anioła

Historia kaplicy Sykstyńskiej mogła się skończyć 30 października 1512 r., kiedy Michał Anioł złożył rusztowanie. Dzieje kaplicy dopełniły się jednak ćwierć wieku później, gdy wówczas 60-letni artysta powrócił do niej. Tym razem spod jego pędzla rozbłysnął najszlachetniejszy klejnot ludzkiego malarstwa: „Sąd ostateczny”. A to oznaczało zamalowanie nad ołtarzem pierwotnego dzieła mistrza Perugina. Dlaczego? Tu trop prowadzi do mszy wielkanocnej we florenckiej katedrze sprzed pół wieku (1478 r.).

Przed ołtarzem został zamordowany Giuliano de’ Medici – młodszy brat ówczesnego władcy Florencji Wawrzyńca. Spiskiem na życie Medyceuszy kierował fundator kaplicy Sykstus IV. Namalowany z jego zlecenia ołtarzowy obraz Perugina przedstawiał wniebowzięcie Madonny, ale uwieczniał też klęczącego przed nią fundatora. 50 lat po spisku, który jednego z Medyceuszy wysłał w zaświaty, papież Klemens VII zlecił Michałowi Aniołowi przemalowanie całej ściany ołtarzowej. Świeckie nazwisko papieża? Medyceusz. Imię? Giuliano. Na świat przyszedł miesiąc po tragicznej śmierci ojca we florenckiej katedrze. Dlatego otrzymał jego imię. W chwili zamachu matka przyszłego papieża Fioretta, kochanka Giuliano, była w ósmym miesiącu ciąży. Po oddaniu rodzinie Medyceuszy niemowlaka wstąpiła do klasztoru karmelitanek we Florencji. Nie uchroniło jej to przed zamknięciem lub zamurowaniem żywcem. Syn, pnąc się po szczeblach kościelnej kariery, doszedł w końcu do papieskiej godności. A w tej roli z kaplicy Sykstyńskiej usunął mordercę ojca. Dlatego Sykstus IV w kaplicy swojego imienia, najsławniejszej na świecie, nie posiada własnego oblicza. W centralnym miejscu Kościoła katolickiego doszło więc do osobistej zemsty jednego papieża na drugim. Z  zyskiem dla sztuki?

Obecny pontyfeks kilkukrotnie zapraszał bezdomnych do Sykstyny, by bez płacenia za bilet mogli przekroczyć próg legendarnej kaplicy.

Obraz Perugina przetrwał jedynie w formie papierowych szkiców, podczas gdy „Sąd ostateczny”, epickie dzieło Michała Anioła, okrzyknięto najwspanialszym wytworem ludzkiej sztuki. Jeśli freski Botticellego i kolegów opowiadały o losie przeznaczenia człowieka, stworzonego przez i dla Boga, oraz powierzały Kościołowi prowadzenie ludzkości ku zbawieniu, to Michał Anioł uznał, że nie może zabraknąć zilustrowania kresu historii – sądu ostatecznego. Tego momentu w dziejach, który na zawsze zawiesza materię, czas i historię. Kto spogląda na obraz, ten ma wrażenie, że ściana ołtarzowa nie istnieje, gdyż wzrok pada na nieskończoną przestrzeń, składającą się z mroźnego błękitnego powierza. Wzrok sięga nierealnego metafizycznego wymiaru, pozbawionego czasu, ponieważ historia ludzkości dobiegła końca. Chrystus w roli ostatecznego sędziego jawi się jako atleta, który nie ma już w sobie ani litości, ani woli przebaczenia. Nawet Maryja, wstawienniczka u Syna za zwykłych śmiertelników, nie może niczego zdziałać dla potępionych. Jej rola „ucieczki grzeszników” skończyła się. Straszne uczucie lęku musiało przeszyć także papieża, który spoglądał na ukończone dzieło.

Aby namalować „Sąd ostateczny”, Michał Anioł nakazał zamurować dwa okna ściany ołtarzowej. Całą powierzchnię pokrył cienką warstwą cegieł, przy czym ostatnie ceglane rzędy na samej górze tworzyły coś na wzór okapu. Tak artysta chciał zapobiec osiadaniu kurzu na fresku. Odrzucił dobre rady kolegów, by obraz namalować olejem. Znów tworzył w pojedynkę, dopuszczając jedynie zaufanego ucznia do rozdrabniania i mieszania farb.

Ocenzurowanie nagich postaci

Michał Anioł zmarł 18 lutego 1564 r. Rok po jego śmierci kaplica Sykstyńska otworzyła swój najbardziej kuriozalny rozdział. Nagle wielu prałatów przeraziły nagie postaci unoszące się za ołtarzem. Zadanie przyozdobienia ich w listki figowe powierzono Danielemu da Volterrze. Uczeń Michała Anioła starał się jak mógł, aby wyrządzić jak najmniej szkód. Ale dopiero podjęte z inicjatywy Jana Pawła II w latach 80. XX wieku prace konserwatorskie przywróciły postaciom nie tylko pierwotną nagość, ale i jaskrawą żywą barwę – tę sprzed pół tysiąca lat. Przez ten okres malowidła, bez wentylacji, wchłaniające opary tysięcy świec, silnie przyciemniały i zmatowiały.

Ale nawet w wiekach, kiedy nagie postaci skrywały się pod listkami figowymi, czcigodni kardynałowie nie przeprowadzali w ich cieniu papieskich elekcji. Wbrew powszechnemu przekonaniu i dzisiejszej praktyce konklawe w murach kaplicy Sykstyńskiej jest wynalazkiem świeżej daty. Do 1871 r. wybór papież odbywał się w rzymskim pałacu na Kwirynale, letniej rezydencji papieskiej. Z chwilą powstania zjednoczonego państwa włoskiego i przyłączenia przez króla Wiktora Emanuela także obszaru państwa kościelnego wraz z Rzymem pałac na Kwirynale przeszedł na własność nowego właściciela (a od 1946 r. stał się rezydencją prezydenta Republiki Włoskiej).

Po utracie potężnego państwa kościelnego, zajmującego jedną trzecią Półwyspu Apenińskiego, papież ogłosił się „więźniem Watykanu”. Tam też przeniesiono konklawe, a konkretnie do kaplicy Sykstyńskiej. Po raz pierwszy wyboru papieża pod ołtarzowym freskiem Michała Anioła dokonano w 1878 r. Pierwotny zamysł Pawła II, rządzącego kilka dekad po Sykstusie IV, aby w sąsiedniej kaplicy Paulińskiej odbywać konklawe, zrealizowano tylko cząstkowo. To tam najpierw zbierają się kardynałowie, by w uroczystej procesji przejść do kaplicy Sykstyńskiej.

Obecny pontyfeks, dla niektórych socjalista na Piotrowym Tronie, na pewno jednak mecenas biedaków i wykluczonych, kilkukrotnie zapraszał bezdomnych do Sykstyny, by bez płacenia za bilet mogli przekroczyć próg legendarnej kaplicy.

Wprawdzie z wejściówką, za to bez koniecznego transferu do Rzymu i bez wystawania w kilometrowych kolejkach, zapierające dech w piersi arcydzieło Michała Anioła i sześciu geniuszy renesansu jest na wyciągnięcie ręki w Warszawie. Multisensoryczna prezentacja kaplicy Sykstyńskiej zaprasza: „Kaplica Sykstyńska. Dziedzictwo” – wystawa pod patronatem Muzeum Watykańskiego na błoniach Stadionu PGE Narodowy – potrwa do 10 lutego 2024 r. W przeciwieństwie do oryginału daje możliwość przypatrzenia się z bliska każdemu detalowi. Pozwala zaglądnąć jednemu z gigantów ludzkości prosto w głębię jego duszy. I głębię jego myśli.

Ta prostokątna budowla o wymiarach: 40,93 x 13,41 x 20,70 m skrywa w sobie jedno z największych dzieł stworzonych ręką człowieka. Nigdy nie była przeznaczona dla mas. A już na pewno nie dla tysięcy turystów dziennie, którzy wydeptują jej renesansową posadzkę. Ale mało kto zwraca na nią uwagę, gdyż oczy wszystkich narkotycznie wbite są w ołtarz i sklepienie. Aż 5 mln turystów rocznie – taki wynik plasuje ją na drugim miejscu pod względem frekwencji wśród muzealnych atrakcji świata, tuż za Luwrem.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Prezydentura – zawód najwyższego ryzyka
Historia
Czesław Lasik: zapomniany agent wywiadu
Historia
Indyjscy „wyklęci” wracają do łask
Historia
IPN poszukuje na Litwie szczątków poległych żołnierzy AK
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Historia
Pałac Saski na razie na etapie odkrywanych piwnic. Co z planowaną datą oddania do użytku?
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą