Jak dawniej znieczulano w dentystyce

Zabiegi stomatologiczne zawsze były bolesne. W odległej przeszłości, by zminimalizować ból, stosowano m.in. napary z mandragory, haszyszu i opium lub przyduszano pacjenta, aż stracił przytomność i można go było poddać koniecznym zabiegom. Potem przyszedł czas na eter, chloroform i „gaz rozweselający”…

Publikacja: 19.10.2023 21:00

Z dzisiejszego punktu widzenia dentyści w PRL-u podczas zabiegu mieli do dyspozycji dość prymitywne

Z dzisiejszego punktu widzenia dentyści w PRL-u podczas zabiegu mieli do dyspozycji dość prymitywne narzędzia stomatologiczne

Foto: nac

Obecnie w stomatologii stosuje się różne metody znieczulania pacjentów, łącznie z najnowszym znieczulaniem komputerowym, w którym środek znieczulający podaje się do tkanek pacjenta w takim tempie, by się natychmiast wchłaniał, co jest właśnie zadaniem komputera sprzężonego z dozownikiem leku. Dzięki temu unika się efektu nieprzyjemnego i bolesnego rozpierania, towarzyszącego często tradycyjnym metodom znieczulania. Jest to technika najnowsza, tak skuteczna i wygodna (dla lekarza i dla pacjenta), że niektórzy producenci swoje systemy komputerowego znieczulenia nazywają „różdżką czarodziejską”. Zobaczmy jednak, jak to bywało w przeszłości.

Pierwsze próby znieczulania

W moim wcześniejszym artykule „Z dziejów techniki dla dentystyki” pisałem o zabiegach dentystycznych w starożytności. Wiadomo, że potrafili to robić ponad 4 tys. lat temu Egipcjanie, którzy przygotowywali pacjenta do zabiegu w ten sposób, że kazali mu przed zabiegiem żuć kłącza lub liście roślin mających wpływ analgetyczny, oszałamiający i narkotyczny. Wykorzystywany był lulek (roślina halucynogenna) oraz wywar z makówek maku lekarskiego, czyli opium. Podobne metody stosowali dentyści w starożytnych Chinach, którzy w celu znieczulenia pacjenta podawali mu napary z mandragory i haszyszu. Chińczycy stosowali również w celu ograniczenia bolesności zabiegów akupunkturę i tzw. przyżeganie. Znana była lokalizacja 26 meridianów (punktów akupunkturowych), których nakłuwanie miało redukować ból zębów, oraz sześciu meridianów dla dziąseł. Co ciekawe, na długo przed tym, zanim medycyna zachodnia zaczęła pozytywnie rozważać korzystanie z akupunktury, w odniesieniu do dentystyki stosowano metodę ograniczania bolesności zabiegów poprzez nakłuwanie płatka ucha po przeciwnej stronie w stosunku do leczonego zęba.

Czytaj więcej

Z dziejów techniki dla dentystyki. Jak w przeszłości leczono zęby

Dość szczególny sposób ochrony pacjenta przed bólem mieli Asyryjczycy w IV stuleciu p.n.e. Mianowicie, gdy pacjent miał mieć bolesny zabieg (np. wyrwanie zęba), to uciskano mu tętnicę szyjną, przez co ograniczano dopływ krwi do mózgu. Następstwem była utrata przytomności i w tym stanie omdlenia pacjenta przeprowadzano zabieg. Pacjent wracał do przytomności dość szybko, ale podczas zabiegu nie cierpiał.

W okresie helleńskim grecka sztuka medyczna przodowała w basenie Morza Śródziemnego, a zalecenia ojca medycyny Hipokratesa były skrupulatnie przestrzegane. W zakresie leczenia zachowawczego (usuwanie próchnicy) Hipokrates zalecał stosowanie wynalezionego przez siebie ręcznego wiertła nazywanego tympanum, przed użyciem którego nakazywał oszołomić pacjenta naparem z narkotycznych ziół; przy ekstrakcji zębów zalecał, żeby wyrywać zęby, które się już chwieją. Oczywiście nie zawsze ząb, który trzeba było usunąć, był już na tyle rozchwiany, żeby ekstrakcja mogła się odbyć mało boleśnie, ale wtedy Hipokrates zalecał zabiegi przygotowawcze, głównie przyżeganie, które – stosowane cierpliwie przez jakiś czas – prowadziło do rozchwiania zębów. Zasada, którą Hipokrates stale głosił: primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić pacjentowi), w odniesieniu do dentystyki przekładała się na zasadę „nie siłą, tylko sposobem”.

Krwawe metody Arabów

Jak wiadomo, w średniowiecznej Europie nauki medyczne cofnęły się w stosunku do stanu osiągniętego w starożytności, a wiedzę i naukę starożytną przejęli w znacznym stopniu Arabowie, którzy zapisali się w historii jako kontynuatorzy praktyk Hipokratesa i Galena. Niestety, do rozważanej tu problematyki znieczuleń towarzyszących zabiegom stomatologicznym Arabowie wczesnego średniowiecza nie wnieśli pozytywnego wkładu. Najbardziej znany z nich, Awicenna (oryginalne nazwisko: Abu Ali Husain ebn Abdallah Ebn-e Sina), w swoim dziele „Kanon medycyny” aż dwa rozdziały poświęcił chorobom jamy ustnej, jednak na ból zębów (m.in. podczas zabiegów dentystycznych) zalecał przystawianie pijawek do dziąseł, upuszczanie krwi z naczyń pod językiem lub stawianie pod brodą tzw. ciętych baniek. Skutek analgetyczny tych zabiegów był problematyczny, ale ile się ludzie przy tym nacierpieli – to trudno opisać.

Stomatologia europejska nie poszła śladem opisanych wyżej pomysłów medyków arabskich, ale także błądziła. Źródłem tych błędów było przeświadczenie, że ból zębów wywołują robaki, które wniknęły do wnętrza zęba i niszczą go od środka. Jeśli słowo „robaki” zamienić na „bakterie” (o których istnieniu w średniowieczu nie wiedziano), to widać, że ten pogląd nie był pozbawiony sensu. Żeby zniszczyć owe robaki, a także obluzować chory ząb, gdyby go trzeba było wyrwać – stosowany był wywar z żaby. Szczegóły tego „leku” nie są znane, a jego skuteczność była problematyczna. Ale stosowano go dość często. Żeby ów wywar z żaby działał tylko na chory ząb, a nie wpływał na inne, zęby sąsiadujące z leczonym zębem pokrywano woskiem. Do obluzowania zęba przed wyrwaniem stosowano też kauteryzację (przyżeganie). Metodę tę polecali wybitni chirurdzy włoscy: Roger z Salerno w XII w. (lekarz, którego nie należy mylić z noszącym takie samo nazwisko i przydomek regentem Księstwa Antiochii) i Roland z Parmy w XIII w., dodając do niej okadzanie pacjenta dymem z ziół. Ból zęba z ubytkiem próchnicowym zalecali oni uśmierzać przez wkładanie do chorego zęba… odchodów kruka. Czytając te „rewelacje”, można sobie przypomnieć znane powiedzenie, że kuracja bywa gorsza od choroby.

Czytaj więcej

Budowlane ekstrawagancje niezwykłego króla

Swój wkład do rozwoju wiedzy o stomatologii miał też inny Włoch – Guglielmo da Saliceto. W 1275 r. napisał księgę „Chirurgia”, gdzie opisywał metody oparte na używaniu skalpela, a nie przyżegania. Było to skuteczne zwłaszcza przy usuwaniu różnych ropni w jamie ustnej. Jako środki znieczulające polecał wywary z opium i lulka czarnego. Miało to sens!

Średniowiecznym wynalazkiem była też gąbka nasenna. Sporządzano ją w taki sposób, że naturalną gąbkę (wypreparowaną z ciała zwierzęcia zwanego Porifera, żyjącego na dnie płytkich ciepłych mórz) wielokrotnie nasączano opium połączonym wywarem z mandragory, cykuty i lulka, po czym suszono na słońcu. Tak spreparowana gąbka była wykorzystywana do znieczulania w taki sposób, że jej małe kawałki zwilżano w ciepłej wodzie i wkładano do nozdrzy pacjenta. Pacjent w tym momencie tracił przytomność i można było poddać go wymaganym zabiegom, nie zadając mu szczególnych cierpień. Niestety, narkotyczne oddziaływanie takiej gąbki bywało tak silne, że niektórych pacjentów po zabiegu nie udawało się dobudzić…

Gąbki i inne wytworne metody znieczulania były stosowane w przypadku pacjentów bogatych i dobrze urodzonych. Pospólstwo znieczulało się chętnie alkoholem, a pędzony – początkowo głównie w klasztorach – wysokoprocentowy alkohol, nazywany był „wodą życia” (aqua vitae). W chirurgii i dentystyce alkoholu używano jako środka dezynfekującego i antyseptycznego, ale oszołomienie alkoholem było często stosowane jako ekwiwalent środka znieczulającego.

Znieczulanie eterem i chloroformem

W 1540 r. niemiecki lekarz Valerius Cordus zsyntetyzował eter. Sama metoda jego wytwarzania została podobno podpatrzona przez portugalskich żeglarzy w Indiach i udoskonalona przez Cordusa, natomiast europejskim wynalazkiem było zastosowanie eteru do znieczulania, m.in. w dentystyce. Jako pierwszy znieczulenie eterem zastosował (przy operacjach) Crawford Williamson Long 30 marca 1842 r., szerzej znana jest jednak publiczna demonstracja znieczulenia eterem dokonana 16 października 1846 r. przez Williama Mortona w sali operacyjnej połączonej z galerią dla studentów i publiczności w Ether Dome w Bostonie.

Eter nie był jedynym środkiem znieczulającym i uspokajającym przy zabiegach chirurgicznych, w tym także dentystycznych. Drugim, równie popularnym środkiem stał się chloroform. Sposób jego wytwarzania odkryło niemal równocześnie kilku chemików. W 1831 r. dokonał tego w USA Samuel Guthrie i (niezależnie) Niemiec Justus von Liebig, a dokładną budowę chemiczną tego związku podał w 1834 r. francuski chemik Jean-Baptiste Dumas. O tym, że chloroform jest środkiem znieczulającym, przekonał się jako pierwszy w 1842 r. Robert Mortimer Glover w Londynie (testy na zwierzętach), a w 1847 r. szkocki położnik James Y. Simpson jako pierwszy zademonstrował znieczulające właściwości chloroformu na ludziach. W dentystyce chloroform stosował jako pierwszy Szkot Francis Brodie Imlach (z serią imponujących sukcesów!), a zaufanie do tego środka znieczulającego było tak wielkie, że lekarz John Snow stosował go podczas porodu kolejnych dzieci królowej Wiktorii.

Niestety, okazało się, że znieczulanie chloroformem prowadziło do powikłań (arytmia serca), a nawet do śmierci niektórych pacjentów, zaczęto więc go zastępować wspomnianym wyżej eterem, który znieczulał słabiej, ale był bezpieczny. Dokładne badania statystyczne przeprowadzone w Niemczech przez Killiana wykazały, że przy stosowaniu eteru prawdopodobieństwo powikłań wynosiło 1:28 000, podczas gdy tak samo liczone prawdopodobieństwo powikłań po zastosowaniu chloroformu wynosiło aż 1:3000. Zaczęto go więc wycofywać z użycia, zwłaszcza że pojawił się silny konkurent.

Leczenie zębów na wesoło

W 1772 r. angielski chemik Joseph Priestley odkrył metodę wytwarzania podtlenku azotu. Humphry Davy w 1798 r., badając (w ramach tzw. Pneumatic Institution w Bristolu) oddziaływanie tego gazu na ludzi, stwierdził silny wpływ wdychania podtlenku azotu na samopoczucie. U osób poddawanych eksperymentom wywoływał stany wręcz euforyczne! Dlatego Davy nazwał podtlenek azotu „gazem rozweselającym”. Dostrzegł także, że ten stan euforii po wdychaniu podtlenku azotu wiąże się też ze zniesieniem czucia bólu. Jednak przez blisko pół wieku nikt z lekarzy się tym nie zainteresował.

Czytaj więcej

Kanał Białomorski. Budowa wielkich ambicji, wielkich cierpień i małych korzyści

Pierwsze zastosowanie podtlenku azotu jako środka znieczulającego miało miejsce właśnie w dentystyce. Podkreślam to, bo był to pewien ewenement. Wcześniej omawiane metody znieczulania zwykle najpierw stosowano w chirurgii, a dopiero potem w stomatologii. Tymczasem „gazu rozweselającego” jako pierwszy użył do znieczulenia dentysta Horacy Wells (11 grudnia 1944 r.). Początkowo inni angielscy dentyści traktowali tę metodę podejrzliwie, chociaż Wells przeprowadzał wiele bezbolesnych zabiegów. Na odwagę zdobył się wreszcie Amerykanin Gardner Quincy Colton, który wypróbował tę metodę w 1863 r., a potem zalecił jej stosowanie w wielu swoich klinikach. W ciągu następnych trzech lat poddano zabiegom 25 tys. pacjentów, dowodząc, że podtlenek azotu naprawdę wspomaga pracę dentystów.

Chociaż gazy (podtlenek azotu, eter i chloroform) pomogły dentystom pod koniec XVII w. i w XIX stuleciu, to jednak nowoczesne znieczulenia zaczęły się od prób podawania różnych narkotyków do krwi. Okazało się to skuteczniejsze i łatwiejsze do precyzyjnej kontroli. Ale o tym napiszę już w następnym felietonie.

Autor jest profesorem AGH w Krakowie

Obecnie w stomatologii stosuje się różne metody znieczulania pacjentów, łącznie z najnowszym znieczulaniem komputerowym, w którym środek znieczulający podaje się do tkanek pacjenta w takim tempie, by się natychmiast wchłaniał, co jest właśnie zadaniem komputera sprzężonego z dozownikiem leku. Dzięki temu unika się efektu nieprzyjemnego i bolesnego rozpierania, towarzyszącego często tradycyjnym metodom znieczulania. Jest to technika najnowsza, tak skuteczna i wygodna (dla lekarza i dla pacjenta), że niektórzy producenci swoje systemy komputerowego znieczulenia nazywają „różdżką czarodziejską”. Zobaczmy jednak, jak to bywało w przeszłości.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Marek Aureliusz, niedoszły król Polski
Historia
Historia fotografii. Jak powstało słynne zdjęcie z wojny w Wietnamie?
Historia
Żaglowce nie znikają. Wyjątkowa wystawa w Gdańsku
Historia
Jak trener i konserwator mebli przekonali świat o odkryciu pisma
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Historia
Autorka sagi „Lilie królowej”: W tym biznesie w średniowieczu rządziły kobiety
Historia
Car Mikołaj I. „Pałkarz” czy ofiara własnego systemu?