Jak przebiegały sojusze między Rosją a Niemcami

Pierwsze kontakty między Rosją a Niemcami wymierzone były w Polskę. Ale konkluzja o zgodnym współdziałaniu Rosji i Niemiec ponad polskimi głowami prowadziłaby na manowce. W największych konfliktach Europy obydwa kraje stawały po przeciwnych stronach barykady.

Publikacja: 27.04.2023 21:37

Jak przebiegały sojusze między Rosją a Niemcami

Foto: Marek Zajdler/East News

„Jeśli będziesz, Twoja Miłość, królem, wtedy cała ruska ziemia, co jest pod królem polskim, odstąpi odeń i Twojej Miłości będzie posłuszna” – usłyszał Iwan III od posła habsburskiego. Tak cesarz Maksymilian I Habsburg namówił cara do ofensywnego sojuszu przeciwko Jagiellonom (w 1491 r.). Silne polsko-litewskie państwo, najsilniejsze, jakie mieliśmy w dziejach, odbiło z rąk Habsburgów kraje położone na południe od Karpat. Dyszący odwetem Maksymilian nowego sojusznika dopatrzył się w brodatym władcy moskiewskim. Do tej pory Moskwa trzymała się na uboczu europejskich rozgrywek po tym, gdy przez dwa wieki doświadczyła łupiących najazdów Mongołów.

Zawarty w Norymberdze pierwszy w dziejach sojusz niemiecko-rosyjski dotyczył więc niemieckich Habsburgów. Bo w konglomeracie państewek niemieckich, które leżały na zachód od Polski, każde było zbyt słabe, by współdecydować o losach Europy. Aż biedne, ledwo dwumilionowe Prusy Hohenzollernów, z Berlinem bardziej przypominającym wieś niż miasto, pod Fryderykiem II urosło w piórka, zbroiło się na potęgę i z najsilniejszą armią w Europie zaczęło się po niej mocno rozbijać. „Kłopoty mogą nas czekać jedynie ze strony Rosji”, przewidywał trafnie Fryderyk II.

Niemcy na carskim tronie

Rosja, w międzyczasie terytorialny kolos, który połykał ziemie słabnącej Szwecji i Turcji, istotnie powiedziała „dość”. W sojuszu z Habsburgami i Francją w wojnie siedmioletniej przetrąciła kark parweniuszowi z Berlina. Kozacy carycy Elżbiety złupili pruską stolicę. Fryderyk myślał o samobójstwie. Totalnej klęsce zapobiegł cud. Caryca Elżbieta nagle zmarła, a jej następca, car Piotr III, Niemiec z pochodzenia, przeklinający swój los, że musi zasiąść na tronie carów i przekreślić marzenia o wstąpieniu do armii pruskiej, zaproponował Fryderykowi wspaniałomyślnie rozejm.

Piotra szybko w zaświaty wysłała przebiegła małżonka Katarzyna II, tak jak on Niemka z pochodzenia. Przejęła tron z siłą rosyjskiej neofitki i wzorowo realizowała rację stanu Petersburga. Kontynuowała podboje. Słabsi od niej Hohenzollernowie słowa Fryderyka II, który Rosji nie postrzegał inaczej niż z dreszczem lęku, wynieśli do nowego kompasu polityki pruskiej: „Silnej Rosji nie wolno zaliczyć do naszych wrogów. A Polskę należy oskubać jak rzeżuchę – listek po listku”. Skubali więc Rzeczpospolitą podług jednego schematu: podburzali to Turków, to Polaków do wojny z carycą, po czym zręcznie oferowali jej swoje usługi, każąc płacić sobie przy zdławieniu buntów kolejnymi rozbiorami Polski. Od tej chwili historia Rosji i Niemiec zachodziła na siebie wzajemnie, decydując o obliczu Starego Kontynentu. W niemieckiej Europie Rosji przez kolejnych 250 lat przypadła kluczowa rola.

Najpierw jednak sojuszem rosyjsko-niemieckim wstrząsnęło pojawienie się na światowej scenie nowego aktora politycznego – Napoleona. W imperialnym rozmachu rozgromił Prusy, osławiona armia Fryderyka przestała istnieć i tym razem Francuzi weszli do Berlina. Król Fryderyk Wilhelm III znalazł się na łasce Napoleona i musiał przystąpić do wojny z carem. Wprawdzie sięgnął po ostateczną broń i na negocjacje z Korsykaninem wysłał małżonkę. Niebieskooka Luisa wygrałaby w cuglach XVIII-wieczny konkurs na miss Europy, oczarowała i Napoleona, ale kiedy tak we dwoje ze sobą gruchali w pałacyku w Tylży, zazdrosny Fryderyk Wilhelm nie wytrzymał i wpadł do salonu...

Napoleon zachował wprawdzie Prusy, mocno je jednak okroił, nałożył drakońską kontrybucję i przymusił do wyprawy na Rosję. Próba jej podboju w 1812 r. zakończyła się klęską. Podczas odwrotu wielkiej armii francuskiej Luisa namówiła męża i generałów do buntu przeciwko Napoleonowi. Nie tylko rozum, ale i serce pchało ją w objęcia rosyjskiego cara. Mąż król wezwał do narodowego powstania przeciwko francuskim okupantom u boku cara Aleksandra I. „Każdy mężczyzna, który potrafi obsikać ścianę, musi ruszyć na wroga, z piką, kosą lub grabiami”, brzmiał królewski rozkaz. Aleksander I przepędził Napoleona aż do Paryża, cementując po drodze sojusz z Prusami. Piękna królowa Luisa nie przypieczętowała romansem wznowienia politycznego aliansu. 34-latka zmarła przedwcześnie, wywołując w Prusach histerię podobną do tej, którą wywołała śmierć księżny Diany. Ale najstarsza córka Luizy wyszła za mąż za młodszego brata Aleksandra, cara Mikołaja I. Praktyka zawierania małżeństw z niemieckimi księżniczkami przetrwa do końca dni imperium Romanowów.

Rosja po pokonaniu Napoleona znalazła się u szczytu potęgi. Prusy, podobnie jak zgięta w pół cała Europa – wszyscy słuchali słów cara. Aż kanclerz Otto von Bismarck odważył się na niebywały krok. Za przyjaznym przyzwoleniem Rosji zjednoczył w trzech wojnach konglomerat niemieckich państw, a w 1871 r. po pobiciu francuskiego cesarza Napoleona III z dumą spoglądał na swoje dzieło, nowe militarne supermocarstwo w sercu Europy. Cesarstwo Hohenzollernów przewyższało rosyjskie, cywilizacyjnie i technologicznie. By go nie drażnić, Bismarck naciskał na hamulec. Dyplomatycznymi manewrami uśmierzał coraz bardziej niebezpieczne antagonizmy między swoim najbliższym sojusznikiem, Habsburgami w Wiedniu, a domem Romanowów. Obydwa cesarstwa rywalizowały ze sobą na Bałkanach, wyrywając ziemie słabnącej Turcji.

Przeciwnicy w czasie I wojny światowej

Kiedy zabrakło giętkiego Bismarcka, jego pyszni następcy zamarzyli o dalszych ekspansjach i jeszcze większych rynkach zbytu dla niemieckiego przemysłu. Mord habsburskiego następcy tronu w Sarajewie podpalił beczkę prochu, wyzwalając reakcję domina. Austria wypowiedziała Serbii wojnę. Rosja razem z Francją i Anglią przyszła w sukurs w Serbii. Na co czekały tylko Niemcy, stając u boku wiedeńskiego sojusznika. Niemcy i Rosja, dwa największe światowe mocarstwa, stanęły naprzeciwko siebie.

„Zaczęła się wojna wszystkich przeciwko wszystkim” – skomentował jej wybuch niemiecki admirał. W lipcu 1914 r. Niemcy uderzyły na wschodzie na Rosję, na zachodzie na Francję. „Nim spadną liście z drzew, wrócicie do domów” – zapewniał cesarz Wilhelm II oddziały z pikielhaubami. Miał jednak się mylić. Owszem, niemiecka maszyna rozjechała na wschodzie rosyjski walec, wojska kajzera zdobyły zagarnięte przez Rosję polskie terytoria, ale na zachodzie wojna utknęła w okopach. W berlińskich gabinetach piętrzyły się oferty od nieznanych bliżej polityków, którzy solennie zapewniali, że są w stanie na tyłach Rosjan wszcząć insurekcję. Najpoważniejsza propozycja wyszła od rosyjskich marksistów na emigracji w Szwajcarii. Niemcy dali przyzwolenie na wywrotową robotę marksistowskim bolszewikom w Rosji, wyposażyli ich w materiały wybuchowe i kilka milionów marek. Szaleńczy pomysł wewnętrznego buntu przeciwko carowi wydał się berlińskim strategom możliwy do zrealizowania. Tak Rzesza Niemiecka otworzyła puszkę Pandory.

Lenin – niemiecki pomysł na obalenie cara Rosji

Na lidera planowanych rozruchów w Rosji wybrano mieszkającego w Zurychu Lenina. Nim ten ze szwajcarskiego azylu przystąpił do czynu, rewolucja w Rosji wybuchła samodzielnie. Nie bolszewicka a burżuazyjna, kiedy przedłużająca się wojna zbierała swój trybut. Głód i nędza w kraju pchnęły Rosjan na ulice. Wojsko odmówiło strzelania do strajkujących. Upadła rosyjska monarchia. Car abdykował.

W Berlinie zacierano ręce. Myślano o zakończeniu wojny na dwa fronty i przerzuceniu wojsk na Zachód przeciwko Francji. Kiedy jednak republikański rząd rosyjski nie zakończył wojny, sam stanął przed ścianą – nastroje w Rosji się zradykalizowały. Berlin już nie zwlekał. Na początku kwietnia 1917 r. awangardę bolszewików, gardłujących za bezwarunkowym zakończeniem wojny, przerzucono z Zurychu do Petersburga. Kajzer opłacił podróż nie tylko Leninowi, ale i jego żonie Nadieżdzie Krupskiej i seksownej kochance Inessie Armand, dzielącej z nim łóżko i rewolucyjny zapał. Krupska wielokrotnie proponowała, że usunie się w cień, ale zaborczy Lenin chciał mieć obydwie kobiety. Historia z podróży uczyniła legendę. Pojawiła się wyssana z palca wersja o zaplombowanym pociągu. Istotniejsze, że po przybyciu do Rosji Lenin za niemieckie pieniądze drukował plakaty i organizował demonstracje.

W październiku 1917 r. kajzer nie posiadał się z radości. Bolszewicy obalili rząd republikański. Pierwszy element politycznej układanki został osiągnięty. Tego samego dnia z berlińskiego MSZ przesłano do Rosji 15 mln marek. W Brześciu Litewskim Niemcy przyklepali swój drugi cel: zakończyli wojnę z Rosją. Bolszewicy oddali kajzerowi obszar wielkości 3 mln km, terytorium wielkości Indii. Plan kajzera zdawał się realizować. Nie przewidziano jednak, że zainfekowani w Rosji niemieccy żołnierze sami odmówią uczestnictwa w walce na zachodnim froncie. Niemcy przegrały wojnę z Francją. Analogiczna rewolucja jak w Rosji wysadziła Wilhelma II z siodła. Implodowało imperium Hohenzollernów. Nikt w Berlinie nie pomyślał, że „dekompozycja cara”, jak tam mawiano, rykoszetem uderzy w Wilhelma, że czerwony walec rewolucji z jednej monarchii przetoczy się na drugą. I obydwie pociągnie w otchłań.

Nowy porządek, jaki wyłonił się po I wojnie światowej, obydwa państwa uczynił pariasami Europy. Niemcy na skutek traktatu wersalskiego i francuskiej zemsty zostały wręcz upokorzone, tracąc duże terytoria i prawo do posiadania wielkiej armii. Rosja, wybierając komunizm, sama wykluczyła się ze wspólnoty międzynarodowej. Bez oglądania się na odmienne światopoglądy i ideologię, było kwestią czasu, że obydwaj wielcy przegrani wojny nawiążą ze sobą współpracę. W kwietniu 1922 r. w malowniczym Rapallo pod Genuą zawarto tajną umowę. Niemcy zaczęli dostarczać radzieckiej Rosji know-how, a importować surowce i żywność. Szkolili w rosyjskich akademiach swoje i radzieckie kadry wojskowe, czego surowo zabraniał im traktat wersalski.

Nazizm Hitlera vs. komunizm Stalina

Dziedzictwo poprzednich sojuszy niemiecko-rosyjskich wystarczyło, by po przejęciu władzy przez Hitlera (1933 r.) do ustalenia szczegółów paktu między Mołotowem a Ribbentropem (23 sierpnia 1939 r.) wystarczyło tylko pół dnia i pół nocy. Spoiwo okazało się wytrzymałe. Obejmowało pokrewieństwo obydwu systemów: hitlerowskiego nazizmu i komunizmu Lenina. Nazizm Hitlera prześladował Żydów, komunizm Stalina – posiadaczy majątków i tytułów szlacheckich. Obydwa systemy zaprowadziły totalitaryzm, tak jak to ujął Orwell: „Wolność jest niewolnictwem. A dwa i dwa równa się pięć”. Tajny protokół dołączony do paktu Ribbentrop–Mołotow, zawarty na tydzień przed niemiecką agresją na Polskę we wrześniu 1939 r., przewidywał wzajemne uderzenie na Polskę i dalszy podział Europy Środkowo-Wschodniej na radziecką i niemiecką strefę wpływów. O wizycie Ribbentropa w Moskwie nie wiedział nikt poza Stalinem i Mołotowem. Obydwaj pozbyli się wierchuszki komunistycznej partii, wysyłając ich na urlop. Hitler najechał Polskę 1 września, Stalin jej wschodnią część zajął ponad 2 tygodnie później, 17 września 1939 r. Wódz ZSRR po załatwieniu sprawy polskiej przeszedł do fińskiej. Zaatakował Finlandię, a następnie Besarabię i kraje bałtyckie. Ale zdziwił się, kiedy w 1941 r. ambasador Hitlera w Moskwie wręczył mu wypowiedzenie wojny. „Nie zasłużyliśmy na to”, odpowiedział szczerze Mołotow ambasadorowi.

Po czterech latach, gdy Hitler popełnił samobójstwo w berlińskim bunkrze, Stalin miał tylko jedno rozwiązanie dla przyszłości Niemiec: demilitaryzację i komunizację kraju pod przewodnictwem marksistowskiej partii. Sprzeciw trzech innych mocarstw koalicji antyhitlerowskiej: USA, Wielkiej Brytanii i Francji, których wojska okupowały Niemcy, przesądził o utworzeniu dwóch państw niemieckich. Tym bardziej, kiedy się okazało, że władca Kremla nie wypuścił z ręki całej Europy Wschodniej i coraz bardziej wciągał USA w konfrontację. RFN znalazła się pod protektoratem Zachodu, NRD – Moskwy. Nowy lider RFN Konrad Adenauer, urodzony tuż po utworzeniu cesarstwa za Bismarcka, dobrze znał Niemców. I wiedział, co ich zgubiło. W nowej siedzibie Bundestagu w Bonn kazał przyśrubować kałamarze do pulpitów, by nie dopuścić o chuligaństwa. W ciągu kilku lat po wojnie antykomunistyczny do szpiku kości kanclerz zintegrował RFN z Europą Zachodnią. Sojusz z Zachodem oznaczał izolacjonistyczną politykę wobec radzieckiego Wschodu. Stalin gwarantował istnienie wschodnich Niemiec i nowe granice Polski (z dawnymi ziemiami niemieckimi), których RFN nie uznawała.

Czasy Chruszczowa i Adenauera

Zapachniało więc sensacją, kiedy 10 lat po wojnie następca Stalina zaprosił Adenauera do Moskwy. Nieokrzesany i pyszałkowaty Nikita Chruszczow, syn chłopa (w 1961 r. informował partyjną wierchuszkę, że rozlokowanie radzieckich rakiet na Kubie zagrozi USA: „A jakby to było, jeśli wujkowi Samowi wsadzilibyśmy jeża do gaci”), oficjalnie zamierzał nawiązać stosunki dyplomatyczne, nieoficjalnie – gospodarczą współpracę, skoro RFN, w przeciwieństwie do radzieckiej NRD, w ciągu kilku lat stała się światową potęgą gospodarczą. W ZSRR nędza gospodarcza i standard życia tworzyły wielką przepaść do ambicji mocarstwowych. Adenauer zaproszenie przyjął. Obiecywał sobie przede wszystkim zwolnienie żołnierzy Wermachtu, którzy 10 lat po wojnie nadal gnili w jenieckich obozach.

8 września 1955 r. stanął na moskiewskim lotnisku. Razem ze 140-osobową delegacją zamieszkał w monumentalnym hotelu Sowietskaja, architektonicznym koszmarku z przełomu wieków. Przez trzy dni przechodził obok popiersi Lenina stojących na korytarzu. W przerwach rozmów z Chruszczowem Niemcy naradzali się w specjalnym pociągu pancernym, zabezpieczeni przed podsłuchem. Same rozmowy toczyły się jak po grudzie. Czerwony ze złości Chruszczow już pierwszego dnia z pięściami rzucił się na Adenauera, kiedy ten nawiązał do brutalnego postępowania Armii Czerwonej w ostatnich dniach wojny. Sytuację ratował Mołotow. „Kanclerz powiedział mi, że nigdy w życiu nie spotkał Hitlera, a jeśliby spotkał, udusiłby go własnymi rękami”. Sytuację uratował premier Bułganin, który wieczorem zaprosił Niemców do daczy pod Moskwą. Wódkę pito szklankami. Doradca Adenauera rozdawał Niemcom oliwę, jaką Niemcy przezornie przywieźli ze sobą jako podkład pod wódkę. „Ileż wódki wypiłem dla dobra Niemiec, nie jestem w stanie powiedzieć” – zapisał w pamiętnikach kanclerz. Pijany Chruszczow w kolejnej rundzie wygłosił toast: „Błogosławione niech będą zelówki, które przywiodły was do nas”. Finalnie podczas wizyty obie strony nawiązały stosunki dyplomatyczne i utorowały drogę do wznowienia relacji handlowych, na czym Rosjanom najbardziej zależało, by wydobyć ZSRR z gospodarczej zapaści. Adenauer odmówił uznania granicy z Polską na Odrze i Nysie. W Polsce wizyta kanclerza RFN na Kremlu budziła obawy. Wyzwalała widmo Rapallo, porozumienia Rosjan i Niemców ponad głowami Polaków. Nie inaczej miało być 15 lat później, kiedy inny kanclerz stanął na placu Czerwonym.

Brandt, Breżniew, Kohl i Gorbaczow

W 1969 r. wybory w RFN wygrał Willy Brandt z programem pogodzenia się z radzieckim Wschodem. Nie z miłości – kierował się żelazną logiką. Tylko odprężenie ze Wschodem oraz zakończenie izolacji NRD mogło doprowadzić w przyszłości do zjednoczenia obydwu państw niemieckich. W 1970 r. Brandt zjawił się w Moskwie i podpisał traktat uznający nowe granice na Odrze i Nysie. Ale biznes gospodarczy, który sobie Rosjanie obiecywali, nie wypalił. Ich marzenia o wielkim geszefcie z zaawansowaną technologicznie RFN pachniały utopią. Poza surowcami Rosjanie nie za bardzo mieli co eksportować nad Ren.

Za to radziecki przywódca Leonid Breżniew zapałał wielką przyjaźnią do kanclerza. W 1973 r. naczelny komunista bloku zjawił się w Bonn. Tam zastał przed wejściem do swojego hotelu nowiutkiego mercedesa SCL 450. Prezent od firmy Daimler-Benz. Wielki fan samochodów zasiadł za kierownicą i ruszył krętymi i wąskimi uliczkami. Na trzecim zakręcie wylądował na drzewie. Wyszedł bez szwanku, pomimo zmiażdżenia przedniej karoserii... Kiedy Brandt popadł w kłopoty i finalnie ustąpił ze stanowiska, gdyż pozwolił się podsłuchać szpiegowi ze wschodnioniemieckiej bezpieki, Breżniew był gotów wysłać do RFN czołgi, by ratować przyjaciela.

Nowa Ostpolitik nieoczekiwanie zyskała swoje spełnienie, kiedy Europa Wschodnia, wszystkie wasalne państwa imperium radzieckiego, za przyzwoleniem liberalnego władcy Kremla Michaiła Gorbaczowa wybiły się na niezależność. Pędu obywateli NRD do zjednoczenia z zasobną RFN nie dało się zatrzymać, skoro Niemcy ze Wschodu masowo uciekali do RFN. Zaufał więc Gorbaczow kanclerzowi Helmutowi Kohlowi, że zjednoczenie Niemiec będzie częścią zjednoczenia Europy. Ale nigdy nie zapisano na papierze, że NATO, w którym pozostały zjednoczone Niemcy, nie przesunie się na wschód, na kraje bałtyckie czy Polskę.

Zjednoczone Niemcy i Rosja Putina

Zjednoczone Niemcy, zwłaszcza za kanclerstwa Gerharda Schrödera (1998–2005), prowadziły największe interesy z Rosją. Przymknęły oko na pierwsze imperialne podrygi Putina w Czeczenii i dławienie opozycji wewnątrz kraju. Niemcy razem z Rosją nie poparły interwencji USA w Iraku (2003 r.). Gospodarcza współpraca funkcjonowała jak dobrze naoliwiona maszyna. Budowa rury na dnie Bałtyku, którą miał iść z Rosji tani gaz dla Niemiec, była papierkiem lakmusowym zacieśnionych więzów niemiecko-rosyjskich. Schröder i Putin, obydwaj samce alfa, więzi przyjaźni zacieśniali osobiście, wypacając je najczęściej w saunie przy skrzynce piwa. Obywali się bez tłumaczy, gdyż Putin, z przeszłością oficera KB w NRD, perfekcyjnie zna niemiecki.

Kiedy Schröder w 2005 r. przegrał wybory, a na czele rządu w Berlinie stanęła kobieta, rosyjski prezydent już jej nie zaufał. Wprawdzie Angela Merkel nie przerwała budowy bałtyckiej rury, a w 2008 r. sprzeciwiła się przyjęciu Ukrainy i Gruzji do NATO. Ale w 2014 r., po inwazji Rosji na Krym i Donbas oraz zestrzeleniu malezyjskiego samolotu, zainicjowała sankcje gospodarcze na Rosję i wyrzuciła ją z G8 – elitarnego klubu największych gospodarek świata.

W zachodnim świecie jedynie Merkel mogła w każdej chwili zadzwonić do Putina. Dzięki temu razem z francuskim prezydentem ratowała porozumieniami mińskimi pokój w Europie. Kiedy Merkel zabrakło, a USA wycofały swoje wojska z Afganistanu, Putin wyczuł korzystny dla siebie moment, aby imperialne plany wcielić w życie i bez ogródek najechał Ukrainę. Po raz pierwszy od dziesięcioleci stosunki niemiecko-rosyjskie stanęły nad przepaścią, a wraz z nimi – pokojowa przyszłość świata.

„Jeśli będziesz, Twoja Miłość, królem, wtedy cała ruska ziemia, co jest pod królem polskim, odstąpi odeń i Twojej Miłości będzie posłuszna” – usłyszał Iwan III od posła habsburskiego. Tak cesarz Maksymilian I Habsburg namówił cara do ofensywnego sojuszu przeciwko Jagiellonom (w 1491 r.). Silne polsko-litewskie państwo, najsilniejsze, jakie mieliśmy w dziejach, odbiło z rąk Habsburgów kraje położone na południe od Karpat. Dyszący odwetem Maksymilian nowego sojusznika dopatrzył się w brodatym władcy moskiewskim. Do tej pory Moskwa trzymała się na uboczu europejskich rozgrywek po tym, gdy przez dwa wieki doświadczyła łupiących najazdów Mongołów.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Przez Warszawę przejdzie marsz pamięci
Historia
Prezydentura – zawód najwyższego ryzyka
Historia
Czesław Lasik: zapomniany agent wywiadu
Historia
Indyjscy „wyklęci” wracają do łask
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia
IPN poszukuje na Litwie szczątków poległych żołnierzy AK