Seul i Busan: groza i piękno Korei

Na północy półwyspu najmłodszy z dynastii Kimów eksperymentuje z atomem i rakietami balistycznymi. Południe to ugruntowana demokracja, jeden z najbogatszych i najszybciej rozwijających się krajów świata.

Publikacja: 20.04.2023 22:00

Pawilon na terenie Pałacu Gyeongbok, zamku królewskiego w Seulu

Pawilon na terenie Pałacu Gyeongbok, zamku królewskiego w Seulu

Foto: Dorota Chrabota

Właściwie nie ma dnia, tygodnia, by w rejonie półwyspu nie dochodziło do jakiejś konfrontacji. Dramatycznie podzielony kraj po obu stronach granicy straszy arsenałami broni. Na północy półwyspu najmłodszy z dynastii Kimów eksperymentuje z atomem i rakietami balistycznymi. Jego społeczeństwo głoduje, podczas gdy znakomita większość PKB służy potrzebom zbrojenia. Powyżej strefy demarkacyjnej zakonserwowano komunistyczną gospodarkę niedoboru, ludzie siedzą w obozach koncentracyjnych, a za bunt przeciw władzy traci się życie.

Południe to ugruntowana demokracja, jeden z najbogatszych i najszybciej rozwijających się krajów świata. Jego bezpieczeństwa strzegą sojusze, w tym najważniejszy ze Stanami Zjednoczonymi. Nie ma chyba większego paradoksu w światowej polityce niż ten dramatycznie podzielony kraj. Można tylko pomarzyć, czym by się stał, gdyby doszło do zjednoczenia. Ale marzenia się spełniają. Kiedyś granice znikną. Ludzie podadzą sobie ręce. Potrzeba będzie jednak kilku pokoleń, zanim Koreańczycy staną się jednym społeczeństwem. Na razie stan zawieszenia trwa.

Groza

W drugiej połowie marca 2023 r. na półwyspie doszło do manewrów połączonych sił Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych. Manewrów o charakterze obronnym, podkreślili rzecznicy obu sił zbrojnych. Korea Północna poczuła jednak krew, niczym drzemiący myśliwy. Manewry wojskowe przy granicach zwaśnionych krajów tej samej nacji to nie igraszka.

Puszkę Pandory uwolnił Putin, najeżdżając na Ukrainę. Od lutego zeszłego roku emocje tylko rosną, także w Azji. Efekt? Kolejna próba rakietowa Korei Północnej. Wedle oficjalnego komunikatu: symulacja taktycznego ataku jądrowego na wrogów. Groźba mająca wystraszyć sojuszników Południa. Czy poważna? Należy w to wątpić, prowokacje Północy są przecież normą. Ale – jak wszystkie inne – zostawia ślad na psychice po obu stronach granicy. Ślad niezmywalny. Kiedyś pewnie dotrę i do części północnej półwyspu, chciałabym się przekonać, jak z tamtego miejsca patrzy się w słońce. Słońce na południu jest łagodne i przyjazne.

Piękno

Przechadzając się po ulicach Seulu, patrząc na błyszczące okna wieżowców, myślałam o szklanych domach Cezarego Baryki z „Przedwiośnia”. W szkolnej lekturze szklane domy wydawały mi się bajką, sądziłam, że można o nich tylko śnić, że są nieosiągalne. W Seulu – słońce rozlane po szerokich ulicach, promienie doglądające przechodniów, ich odbicia w oknach. Tu jest właśnie tak.

A po drugiej stronie granicy? W części północnej półwyspu słońce świeci pewnie inaczej. Opętana komunizmem Korea Północna znajduje się pod wpływem politycznym Rosji i czujnym okiem Chin. Południowa jest na wskroś zachodnia, z poczuciem wolności i potrzebą integracji ze światem. W seulskim megalopolis mieszka 20 milionów ludzi, większość jej mieszkańców to chrześcijanie, reszta buddyści i trochę muzułmanów. Pierwszym więc wyzwaniem było otwarcie się na ludzi. A kiedy to się powiodło, wszystko stało otworem. Oprócz ludzi rzuca się w oczy technologia. Jest wszędzie, jest wszechogarniająca. Śmiało konkuruje z produktami zachodniego świata. Seul jest jej stolicą; nowoczesny, pnący się do góry, oszałamiający słońcem odbijającym się w szybach szklanych domów.

Ale technologia, chłód szyb w wieżowcach nie przeszkadzają witać gości z szacunkiem, przedstawiać trendy współczesnej, choć osadzonej w przeszłości mody, olśnić muzyką nasączoną brzmieniem starych instrumentów i efektami świetlnymi. Korea promuje historię, dzieli się wizją rozwoju, nie pytając gości o światopogląd. Seul to jedna z największych metropolii na świecie.

Miasto portowe Busan jest dużo skromniejsze. Położone w południowej części tego kraju, na skrzyżowaniu morza i rzeki, w roku 1950 było bastionem obrony przed komunizmem. W czasie  wojny koreańskiej rejon w promieniu 20 km od Busan, nazwano „workiem busańskim”, do którego po błyskawicznej ofensywie siły komunistyczne Korei, wsparte przez Chińczyków, zepchnęły stawiające opór siły Południa. Amerykańska armia, działająca pod sztandarem ONZ, dołączyła do obrońców. A potem uderzyła na północ, wyganiając interwentów do samej chińskiej granicy.

Mieszkańcy Busan są dumni z siebie, ze swojego udziału w tamtej walce o wolność. Jedną z najpiękniejszych i najpopularniejszych plaż Korei Południowej jest znajdująca się w Busan plaża Haeundae. Na niej spotkałam Małego Księcia. Gdy zmęczona oparłam się o murek nad skarpą, spostrzegłam obok bajkową postać, blond młodzieniec mający u boku rudego liska siedział na murku, obaj wpatrzeni w skupieniu dal. W Gamcheon, najmniejszej z dzielnic Busan, mówi się, że Antoine Marie Jean-Baptiste Roger de Saint-Exupéry kiedyś bywał w tym miejscu – widziano go nieraz na tej ławce, patrzącego w zadumie na morze. Ławeczka Małego Księcia stała się symbolem tęsknoty. Zaprasza na chwilę zadumy tego, kto zagubił swój czas. A może w ten sposób wyrażono tęsknotę uciekinierów tkwiących w „worku busańskim”? Gdy usiądzie się obok Małego Księcia na murku i spojrzy hen, daleko po horyzont, można poznać myśli mieszkańców Gamcheon.

Tu była wojna

W XVI stuleciu, w czasach, w których japońskie plany militarne sięgały daleko – od Półwyspu Koreańskiego poprzez Chiny po Azję Wschodnią – wojskowa forteca w Busan była nieosiągalna. Japończycy doszli aż do Seulu, jednak na morzu przegrali z koreańskimi „żółwimi okrętami”, które ze swoim pancernym dachem w istocie przypominały żółwie. Po 300 latach Japonia zaatakowała Koreę po raz kolejny. Praktyką wojenną samurajów było gromadzenie dowodów waleczności – były nimi ścięte głowy pokonanych. Zgromadzone na statkach wysyłali do regenta Japonii. Z czasem ze względu na ograniczenia transportowe wysyłano tylko obcięte ofiarom nosy i uszy. Współczesnego mieszkańca Korei z Japończykiem może łączyć szorstka przyjaźń, ale każdy z nich wie, co to Mimizuka, po japońsku Kopiec Uszu. Największy znajduje się w japońskim Kioto.

Zdarzenia bratobójczej wojny na Półwyspie Koreańskim w latach 1950–1953 przedstawia niewielkie muzeum w malowniczej dzielniczce Busan o nazwie Gamcheon. Obrazuje zwycięstwa i klęski obu stron, rodzaje użytej broni, liczbę ofiar etc. Fotografie zapisały grozę tamtych chwil; ogrom zniszczeń, setki uśmierconych, przerażonych, wyglądających śmierci oczu. Zgromadzone eksponaty są świadectwem tamtych dni, wielkim krzykiem przeciw okrucieństwom wojny. 

Czy wojny uczyniły człowieka mądrzejszym, czy następne pokolenia wyciągają wnioski? Niestety, nie, człowiek wznieca nowe konflikty zbrojne bez względu na znajomość historii i wiedzę, czym zwykle kończą się wojny. Żądza władzy, pożądanie własności, zemsta, potrzeba zabijania czy uzewnętrznienia drzemiącego w człowieku okrucieństwa są nieujarzmione, a wojna wyzwala najgorsze instynkty. Świadczą o tym chociażby bieżące doniesienia z Ukrainy o  barbarzyństwie rosyjskich żołnierzy.

Busan: miasto przyszłości

Busan jest gospodarzem Międzynarodowego Festiwalu Filmowego. To jeden z najważniejszych festiwali w Azji, z którym liczą się artyści i producenci filmowi z całego świata. W składzie jury była tu kiedyś polska reżysera Agnieszka Holland. Polaków w Korei szanuje się za kreatywność. Projektantem wspaniałego obiektu, w którym gości festiwal filmowy, jest polski architekt. Zaprojektował największy na świecie ekran kinowy na świeżym powietrzu. Stojąc przy ekranie w białym ubraniu z ostatniego miejsca na widowni wyglądałam jak biała kropka, ponieważ projekcję filmów przewidziano dla wielotysięcznej publiczności. Osłoną przed deszczem jest płaski, osadzony na wysokości około 30 metrów dach, na którym od spodu można wyświetlać kolorową grafikę.

Widok na Gamcheon, maleńką dzielnicę miasta Busan

Widok na Gamcheon, maleńką dzielnicę miasta Busan

Dorota Chrabota

Festiwal gości w Busan co roku, ale Word Expo ma się tu wydarzyć tylko raz – w 2030 r. Dzięki przygotowaniom do Expo miasto gwałtownie rozkwita. Obecność przedstawicieli biznesu, sztuki, nauki i polityki z całego świata ma pomóc Korei Południowej otworzyć się na wszystkie możliwe kierunki globu. Położenie geograficzne Busan zapewnia bliską łączność z Japonią, Australią, Chinami, krajami Ameryki. Makieta obrazująca miasto po Word Expo 2030 imponuje wizją rozwoju, zaskakuje rozmachem i stopniem szczegółowości. Nie są to tylko przechwałki – w samym porcie morskim trwają prace budowlane, to samo dzieje się w całej południowej dzielnicy. Patrząc z dachu głównego budynku portowego, dobrze widać, jaka jest skala przedsięwzięcia. Gdzie okiem sięgnąć, place budowy – ciężki sprzęt budowlany zawala ulice, zmieniona organizacja ruchu utrudnia przejazdy po mieście. Z granic portu wyodrębnia się dzielnice mieszkaniowe. Potężne silosy, niegdyś przeznaczone do przechowywania towarów handlowych, przekształca się w nowoczesne apartamentowce. Zamysł oryginalny, według architektów Korei i nie tylko z tego kraju, łatwy do wykonania. Oprócz hal wystawowych buduje się tu nowe dzielnice mieszkalne, obiekty kulturalne i sportowe, szkoły, przedszkola, żłobki, poszerzane są ulice. Wizja nowoczesności miasta jest imponująca, pragnie łączyć przeszłość i teraźniejszość z przyszłością w magiczny układ wartości. W Busan mieszka blisko trzy miliony ludzi różnej narodowości. W przeszłości miasto odgrywało kluczową rolę militarną, naturalne warunki geograficzne sprzyjają potencjałowi miasta i dziś. Za jego plecami piętrzą się niedostępne góry, a otwarte morze z niczym niezakłóconym horyzontem stanowi okno na świat.

Seul ceni tradycję

Znów Seul. Wiele godzin szybkim pociągiem na północ. W stronę trudnej granicy z Pjongjangiem – nie wiem, czy rozumieją tam, co to braterstwo i przyjaźń. Trudne to w społecznościach, którymi rządzi strach. Na południu symbolem przyjaźni i pozytywnego przekazu w Korei jest prosty gest dłoni, a ściślej to ułożenie palca wskazującego i kciuka w kształcie serduszka. Przedstawiając obrazowo ten gest, widzę go jako „zastygłe pstryknięcie” wykonane dwoma palcami jednej dłoni. Ten właśnie symboliczny gest pokazał kierowca furgonetki, odjeżdżając sprzed hotelu. Skierował go do cudzoziemki stojącej obok czarnego samochodu, a pani przyjaźnie pomachała. Jak się później dowiedziałam, doszło do małej kolizji samochodów, w wyniku której uszkodzone zostało lusterko samochodu na zachodnich numerach rejestracyjnych. Stłuczone lusterko wymieni lokalny warsztat samochodowy, a ubezpieczyciel wyrówna szkodę, nawet jeśli auto byłyby zarejestrowane w kraju z innego kontynentu. Zwróciłam uwagę na ten gest kierowcy – wydał mi się sympatyczny, mimo że wtedy jeszcze nie znałam jego znaczenia. Intuicyjnie przyjęłam go jako dobry znak i przejaw sympatii.

By do końca poczuć egzotykę Korei, trzeba posłuchać jej starodawnej muzyki. Pozostaje w cieniu ceremonialnych pieśni na północy i dominującego na południu k-popu. Cały świat zna k-pop i śmieje się z komunistycznych akademii Kima, ale tak naprawdę najbardziej godna uwagi jest historyczna muzyka z XIII wieku. Koncert orkiestry grającej na tradycyjnych instrumentach w National Gugak Center zasługiwał na najwyższe oceny. W skupieniu słuchałam dźwięku starych instrumentów, w duchu podziwiałam młodych muzyków na nich grających. Bardzo liczna grupa młodych ludzi – ulokowana na cudownie czystej podłodze w reprezentacyjnej sali i trzymająca z czułością stare instrumenty – wyglądała majestatycznie. A grali w sposób tak subtelny, jakby w ogóle nie dotykali instrumentów. Otaczające mnie dźwięki sprzyjały zadumie, nieznana muzyka wiodła wyobraźnię w stronę dawnych historii, życia codziennego, romantycznych scen. Wyzwalała emocje adekwatne do dźwięków – od radości po strach, przerażenie i trwogę, odtwarzała dramaturgię batalistycznych scen, szarżę przepełnioną grozą, śmierć, rozpacz, triumf, ale też obrazy wypełnione miłością, spokojem i równowagą. Wrażeń nie da się rozdzielić; w jednym momencie poczułam przeszłość, teraźniejszość i wizję przyszłości Korei. W National Gugak Center udaje się to wszystko połączyć w jedną całość.

Podobne wrażenia zostały we mnie po wizycie w Seoul Museum of History. Jedna z wystaw prezentowała zbiory pierwszych manuskryptów. Sposób, w jaki je udostępniono, wprawił mnie w zachwyt: dotyk palca wybranej strony księgi zapisanej w formie cyfrowej uwalniał ilustracje – skany rysunków i obrazów malowanych przez artystów danej epoki wraz z tłumaczeniem tekstu na język angielski. Kolejne strony starożytnej księgi można przerzucać, dotykając również ilustracji. „Seoul today end tomorrow” to nazwa jednej z wielu ekspozycji wspomnianego wyżej muzeum historii. Pod szklanym podestem, po którym się chodzi, rozciąga się makieta obrazująca Seul nocą, a na ścianie wyświetlana jest filmowa prezentacja miasta w słoneczny dzień. Stąpając po szkle, obawiałam się, że rozdepczę jakiś wieżowiec, strącę ze wzgórza Namsan wieżę N-Seoul, spowoduję wypadek na ulicy, wpadnę do rzeki Han-gang, z lekką obawą podążałam w ciemne zaułki. Połączenie dnia i nocy, słońca i blasku księżyca, a pomiędzy – ja, żywy człowiek w środku miasta, w dwóch odsłonach.

Nie od wojny giną ludzie

Późnym wieczorem 31 października byłam już w drodze powrotnej do Polski. Lecąc samolotem, nie miałam świadomości, co się wydarzyło w Seulu w noc Halloween. O tragedii dowiedziałam się po wielu godzinach, tuż po wylądowaniu na lotnisku w Dausze. W czasie lotu, kiedy ja snułam rozważania o cudownych doświadczeniach ostatnich dni, w Seulu rozgrywał się dramat. Noc Halloween miała być wyjątkowa, zaplanowano otwartą imprezę masową w dzielnicy leżącej niedaleko wzgórza Namsan. Ta impreza była pierwszą dużą imprezą po ogłoszeniu końca pandemii. Trzy ostatnie lata były ponure również dla mieszkańców tego miasta – zakazy i ograniczenia, izolacja w domach, praca zdalna, żadnych większych spotkań, cierpienia wywołane chorobą, pogrzeby bliskich. Spragnieni przestrzeni wybiegli na ulice, ilość zgromadzonych okazała się zbyt duża, z jakiegoś powodu wynikła panika, ludzie uciekali wąskimi ulicami, ktoś upadł, za nim następny… O tragedii dowiedziałam się w podróży, byłam bezsilna, nie mogłam pomóc, pocieszyć, nawet spytać, co się stało. Nadal myślę o ofiarach tamtego zdarzenia, widzę ich fantazyjne kostiumy, uszyte specjalnie na tę noc, które zalane zostały łzami. Choć za tę tragedię odpowiada brak wyobraźni, a nie wojna, to żadna pociecha.

Koreę Południową witałam z niepokojem, wróciłam pełna radości z poznania ludzi, niezwykle gościnnych i zaangażowanych w to, co robią. Otoczyli mnie sympatią, zaangażowaniem, troską. Wciąż się wydaje, że zgadywali, o czym myślę, czego oczekuję. Mam wrażenie dziwnej bliskości między nami i Koreańczykami. Mamy równie pokomplikowane historie, doświadczyliśmy zaborów, wielu wojen i nieszczęść. Tak jak my, również i oni mają doświadczenie totalitaryzmów. I my, i oni zawsze żyliśmy z agresywnymi sąsiadami. Mimo dzielących nas tysięcy kilometrów jesteśmy tą samą rasą ludzi. Tak samo czujemy, tak samo cierpimy i jesteśmy równie czuli na wyroki Opatrzności. Współczesne czasy i im i nam dały więcej wytchnienia. Spokoju. Z niepokojem czekam na moment zjednoczenia i wypatruję go z nadzieją. Dziękuję za afirmację polskości, za wrażliwość wyrażoną w fotografiach. Zaufałam – nie tylko z powodu kotów, które kochacie i pielęgnujecie w domach. Ujęliście mnie szczerością i potrzebą nawiązania relacji z nieznanym światem, do którego należę.

Właściwie nie ma dnia, tygodnia, by w rejonie półwyspu nie dochodziło do jakiejś konfrontacji. Dramatycznie podzielony kraj po obu stronach granicy straszy arsenałami broni. Na północy półwyspu najmłodszy z dynastii Kimów eksperymentuje z atomem i rakietami balistycznymi. Jego społeczeństwo głoduje, podczas gdy znakomita większość PKB służy potrzebom zbrojenia. Powyżej strefy demarkacyjnej zakonserwowano komunistyczną gospodarkę niedoboru, ludzie siedzą w obozach koncentracyjnych, a za bunt przeciw władzy traci się życie.

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Prezydentura – zawód najwyższego ryzyka
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Historia
Czesław Lasik: zapomniany agent wywiadu
Historia
Indyjscy „wyklęci” wracają do łask
Historia
IPN poszukuje na Litwie szczątków poległych żołnierzy AK
Historia
Pałac Saski na razie na etapie odkrywanych piwnic. Co z planowaną datą oddania do użytku?
Historia
Zegarki, broszki, obrączki. Niemcy zwracają wyjątkowe depozyty