Reklama

Germanofil Władysław Studnicki rozpala emocje po śmierci

Część prawicy promuje dawnego proniemieckiego publicystę. Inna część prawicy oburzona.

Aktualizacja: 25.01.2021 19:33 Publikacja: 24.01.2021 19:17

Władysław Studnicki (1867–1953)

Władysław Studnicki (1867–1953)

Foto: NAC

„Przywróćmy Studnickiego Polsce" – brzmi tytuł najnowszej akcji „Nowej Konfederacji", portalu i miesięcznika, w którym publikuje wielu prawicowych autorów. Wydaje ona książkę Władysława Studnickiego „Polska za linią Curzona" i namawia internautów do wpłat, by uzbierać środki na jej promocję. Nie kryje, że prawdziwym celem jest wyciągnięcie Studnickiego z zapomnienia, a to nie pierwszy podobny przypadek. Część prawicowych historyków i publicystów od kilku miesięcy intensywnie promuje tę postać.

Zaczęło się we wrześniu, gdy ukazała się książka o Studnickim „Germanofil" publicysty historycznego Piotra Zychowicza. Z kolei w połowie listopada kilka postaci kojarzonych z prawicą poinformowało, że odnowiło grób Studnickiego w Londynie. Wśród nich znów był Zychowicz, ale też m.in. prof. Sławomir Cenckiewicz, szef Wojskowego Biura Historycznego i członek Kolegium IPN. Renowacji towarzyszyła deklaracja, że trzeba upomnieć się o „należne miejsce Studnickiego w historii Polski".

Badacz ruchów prawicowych prof. Rafał Pankowski z Collegium Civitas i Stowarzyszenia Nigdy Więcej mówi, że rozmach w promowaniu Studnickiego jest zaskakujący. – W ostatnich latach zdarzały się próby eksponowania zapomnianych postaci historycznych. Jednak najczęściej dotyczyło to bohaterów walki zbrojnej z okupantami, a tym razem sięga się po postać wzbudzającą uzasadnione kontrowersje – mówi.

Polityczny prorok?

Kim był Studnicki? Publicystą działającym na przestrzeni obu wojen i II RP, znanym z proniemieckich poglądów. Nie porzucił ich z dojściem do władzy nazistów, np. w 1936 roku wziął udział w kongresie NSDAP w Norymberdze. Po wybuchu II wojny światowej był czołowym orędownikiem walki Wojska Polskiego u boku Wehrmachtu. W 1940 roku spotkał się nawet z Goebbelsem, usiłując skłonić go do złagodzenia okupacyjnego terroru w Polsce.

Najnowsi promotorzy Studnickiego uważają go za politycznego proroka, który przewidział klęskę z Niemcami, najazd Sowietów, zdradę aliantów i miał odwagę podawać niepoprawne politycznie recepty.

Reklama
Reklama

Problem w tym, że znaczna część badaczy zupełnie inaczej ocenia tę postać. Np. ceniony na prawicy prof. Adam Wielomski powiedział w 2019 roku, że Studnicki nie został skazany na karę śmierci przez państwo podziemne tylko dlatego, że „uważano go za wariata". Drwił też z uwięzienia przez Niemców na Pawiaku, które obrońcy Studnickiego uważają za probierz jego niezłomności. Zdaniem Wielomskiego Studnicki był trzymany w dobrych warunkach i „mógł wychodzić".

Ostre podziały

Dlatego najnowsze inicjatywy dotyczące Studnickiego budzą podziały. Po renowacji grobu historyk prof. Marek Kornat powiedział w „Polska Times", że Studnicki nie rozumiał niemieckiego totalitaryzmu, a osoby, które stawiają go „w roli niedoszłego zbawcy ojczyzny", działają „na wzór sekty", a ich celem jest „pozbawienie nas dumy z II Rzeczypospolitej". Dodał, że wątpi, czy są „historykami, chociaż się za nich podają".

Ta wypowiedź spowodowała gwałtowną wymianę zdań między Cenckiewiczem a Kornatem w mediach społecznościowych. Na inicjatywę „Nowej Konfederacji" ostro zareagował z kolei Piotr Gursztyn, dyrektor biura programowego TVP i były szef TVP Historia. „Rzekomo prawicowe środowisko chce przywracać Polsce zdrajcę, który już 14 IX 1939 roku oferował się Niemcom, że chce wejść do rządu kolaboracyjnego. A w marcu 1945 roku proponował Himmlerowi, aby z polskich więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych utworzyć kolaboracyjne oddziały u boku Wehrmachtu" – napisał na Twitterze.

Prezes „Nowej Konfederacji" Bartłomiej Radziejewski zapewnia „Rzeczpospolitą", że jego środowisko „nie promuje Studnickiego jednostronnie". – To był wielki polski patriota i wybitny umysł, który nieporównywalnie trafniej niż ówczesne kierownictwo państwa oceniał przed II wojną sytuację międzynarodową i przewidywał jej rozwój. Można się nie zgadzać, nie wypada nie znać.

– Mam wrażenie, że opinie o tym, iż trzeba było iść pod rękę z Hitlerem, byłyby nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu. Wtedy żyło jeszcze sporo kombatantów, z którymi trzeba by się skonfrontować – ocenia prof. Pankowski.

Historia
Agentka, której ufał Canaris. Niezwykła historia Haliny Szymańskiej
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Historia
Skafandry, które zmieniły świat. Nowy skarb trafił do polskiego muzeum
Historia
Ministerstwo kultury nie chce kolejnego muzeum o zbrodni pomorskiej
Historia
Artefakty z Auschwitz znów na aukcji w Niemczech. Polski rząd tym razem nie reaguje
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama