Reklama

Jak Niemcy rabowali dzieła sztuki w Polsce

Kulturalny Niemiec Hans Frank ukradł obraz „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci.

Aktualizacja: 04.11.2017 16:22 Publikacja: 02.11.2017 16:32

Hans Frank, gubernator Generalnej Guberni, na swoją rezydencję w okupowanej Polsce wybrał Wawel

Hans Frank, gubernator Generalnej Guberni, na swoją rezydencję w okupowanej Polsce wybrał Wawel

Foto: nac

Adolf Hitler po wygraniu wyborów (w demokratyczny sposób) w Niemczech w 1933 r. początkowo miał niewielkie poparcie społeczne. Ale już w 1936 r. popierało go 80 proc. Niemców, zachwyconych wzrostem gospodarczym, likwidacją inflacji i bezrobocia, drakońskimi ustawami norymberskimi przeciw Żydom i rozwojem przemysłu motoryzacyjnego, lotniczego i zbrojeniowego. Postępowała militaryzacja Niemiec. Faszystowska III Rzesza trwała tylko 12 lat i była kolosalnym sukcesem organizacyjnym i finansowym, który przyniósł nagłe wzbogacanie się całego społeczeństwa niemieckiego (i austriackiego). Potem sprowadziła na Niemców niewiarygodną klęską i hańbę.

Niemcy wzbogacili się nie tylko dzięki własnym talentom ekonomicznym, technicznym (wynalazki i inżynieria), pracowitości i doskonałej organizacji, z której słynęli w Europie i dalej słyną. Znowu są bowiem najbogatszym krajem Europy. Tylko czyje srebra rodowe znajdują się do dzisiaj w niemieckich kredensach? Czyje meble i obrazy wiszą w wielu niemieckich domach? Są dowody na to, że jest to często polski majątek zrabowany w okupowanej przez pięć lat Polsce. A złodziejami byli Niemcy – od gubernatora Generalnej Guberni Hansa Franka po pospolitych kombinatorów i gefrajtrów Wehrmachtu, jakichś Schultzów i buchalterów z żonami i kochankami. W czasie okupacji bowiem zjechało do Polski mnóstwo drobnomieszczańskich cwaniaków w rodzaju Schindlera z filmu Stevena Spielberga „Lista Schindlera”. Aby robić w podbitym kraju swoje interesy.

Pospolita kradzież

Co robili tutaj ci Niemcy? Dorabiali się na legalnych i nielegalnych geszeftach, korzystali z niewolniczej pracy Polaków i zajmowali mieszkania, domy, pałace polskiej arystokracji, dwory szlacheckie, mieszczańskie kamienice wraz z meblami i wyposażeniem. A gdy uciekali w 1945 r. przed Armią Czerwoną, wartościowsze rzeczy ukradli i wywieźli. Czyli w Polsce Niemcy wzbogacili się na kradzionym majątku – nie tylko Żydów (jak w Niemczech), ale przede wszystkim Polaków. Ich łupem padły fabryki, browary, restauracje, a nawet rzeźnie (chodziło o przechwycenie polskiego mięsa). Koncerny niemieckie przejęły polskie huty i kopalnie, łódzkie fabryki tekstylne, zakłady zbrojeniowe, wytwórnie artykułów spożywczych.

Jako okupanci Niemcy rabowali nie tylko majątek państwowy (np. zbiory muzealne i dzieła sztuki), ale przede wszystkim prywatny. A więc własność polskiej szlachty (rabunek dworów), srebra stołowe, fortepiany, futra, porcelanę, meble antyczne i obrazy, radia, telefony, a nawet zboże, kury i świnie z folwarków. Wehrmacht był bowiem wiecznie głodny. Polacy karmili więc za darmo armię niemiecką oraz swoich zbrodniczych oprawców – SS i gestapo. A sami zamienieni w niewolników pracowali w zakładach i fabrykach za głodowe racje żywnościowe na kartki.

Zauważmy przy tym, że na zachodzie Europy Niemcy zachowywali się inaczej – w Szwecji uprzejmie kupowali stal i rudy żelaza oraz granit i ciężką wodę, a we Francji nie kradli z dworów i gospodarstw serów, wina, koni, krów i baranów, tylko je tam kupowali. W Polsce natomiast trwał w najlepsze terror i rabunek. Kto się przeciwstawiał, był stawiany pod ścianę i rozstrzeliwany.

Reklama
Reklama

W swojej książce syn Hansa Franka wspomina, że jego matka Brigitte Frank jeździła do krakowskiego getta, aby polować na cenne rzeczy z mieszkań Żydów. Zabierała futra, sztućce i inne przedmioty. Ci nadludzie, którzy przybyli do Polski po rozpoczęciu z nią wojny w 1939 r., ujawniali swą prawdziwą naturę lumpów, przestępców i złodziei. A przecież byli to często ludzie wykształceni, miłośnicy muzyki i sztuki, słuchali Beethovena, a dla zysku i z rozpasania „gównozjadów” gromadzili nawet ludzkie włosy do produkcji materaców i protezy zębowe, aby wytapiać z nich odrobinę złota. Gubernator Hans Frank był doktorem prawa, a jego żona zgrywała wielką damę.

Znakomicie opisał to słynny włoski pisarz Curzio Malaparte w książce „Kaputt”, zbiorze reportaży z czasów wojny, zawierającym opisy okupowanej przez Niemców Polski. Malaparte odwiedził Kraków i Warszawę, spotkał się też z Frankiem i jego żoną i był zaproszony na kolację na Wawelu, gdzie urzędował gubernator. Ten opis pobytu w zamku polskich królów zajętym przez parweniusza z Monachium, który butny i pogardliwy wobec Polaków panoszył się w ich renesansowym zamku, to symboliczny obraz natury niemieckiej. Buta i bezczelność. – To jest mój Frankreich – dowcipkował Frank.

Polska została poddana planowemu rabunkowi przez okupanta, którym była III Rzesza Hitlera, ale złodziejami nie byli prymitywni barbarzyńcy w mundurach Wehrmachtu lub SS. Złodziejami byli niemieccy (a także austriaccy) historycy sztuki, profesorowie, kustosze muzeów, którzy długo przed wybuchem wojny sporządzili listę inwentaryzacyjną cennych dzieł sztuki europejskiej i polskiej. Niemiecka elita naukowa współpracowała z reżimem hitlerowskim z wielką ochotą. Dr Kai Mühlmann już w 1938 r. przybył do pałacu w Nieborowie, gdzie był gościem księcia Janusza Radziwiłła. Udając, że kataloguje sztukę europejską, spisał wiszące na ścianach obrazy i sfotografował dwa cenne globusy weneckie z XVII w. Globusy te zapragnął mieć Hitler i dlatego w 1941 r. Niemcy najechali Nieborów i ukradli globusy, a do tego wywieźli 19 skrzyń innych dzieł sztuki na oczach księcia Radziwiłła. Globusy weneckie przywiózł po wojnie do Nieborowa z Niemiec prof. Lorentz, a pałac stał się oddziałem Muzeum Narodowego.

Stereotyp Polaka i Niemca

Słysząc czy czytając o tym pospolitym rabunku skarbów sztuki, przychodzi mi ochota na skorygowanie obecnych stereotypów na temat Niemców i Polaków. Znane są żarty z Polaków w niemieckiej telewizji, jak ów dowcip w popularnym talk-show Haralda Schmidta: „Jedźcie do Polski, wasze mercedesy już tam są”. To jest nawet zabawne, ale w polskiej telewizji nie ma żartów na temat Niemców złodziei. Złodzieje mieli tytuły naukowe – jak dr Wilhelm Palezieux lub prof. Dagobert Frey – i kradli nie auta do handlu z mafią rosyjską, ale dzieła sztuki światowej warte miliony dolarów.

Stereotyp Polaka w Niemczech, a często i w innych krajach Zachodu, to złodziej, pijak, głupek, prostytutka przy szosie. Stereotyp Niemca w Polsce i w innych krajach Europy: człowiek, którego obdarzamy zaufaniem, bogaty, dobry inżynier, dobry piłkarz, obywatel przestrzegający prawa.

Jak było możliwe powstanie tak niewiarygodnie kontrastujących opinii? To robota mediów, zwłaszcza niemieckiej telewizji w ostatnich 30 latach. Jeśli główne stacje, np. ZDF, nigdy nie pokazują prawdziwych wiadomości o Polsce, o jej gospodarce, kulturze, turystyce, a chętnie eksponują sprawy kryminalne, to rezultat jest negatywny dla Polski. Przypadek kradzieży karawanu z sześcioma trumnami znalazł się na okładkach tabloidów i w wiadomościach wieczornych. Informacja o koncercie w Niemczech wielkiego polskiego kompozytora Krzysztofa Pendereckiego nie ma szans na ukazanie się w popularnej gazecie i na pewno nie będzie jej w wiadomościach TV.

Reklama
Reklama

Trzeba walczyć z niekorzystnymi dla nas stereotypami za pomocą mediów, a zwłaszcza filmu. Protesty dyplomatyczne nie mają siły sprawczej, aby złe stereotypy zmienić na dobre. Potrzebna jest realizacja filmu, który wreszcie pokaże, co „kulturalny” najeźdźca niemiecki robił przy okazji wojny i okupacji w Polsce. A więc nie tylko mordował i więził ludzi, ale także rabował. Grabił skarby naszej kultury narodowej z faszystowskiej pychy i niemieckiej chciwości.

Niemcy są butni, nieuczciwi, pomniejszają polskiego sąsiada, bo mają grzech i winę na sumieniu. Niech więc płacą za swoje winy, za kradzieże i masowe morderstwa (zagładę cywilnej ludności Woli w Warszawie, co najmniej 40 tys. osób). Kiedy zapłacą, to zaczną nas szanować, bo to poczują. Dlatego jestem za zażądaniem niemieckich reparacji za II wojnę światową.

Odrzucam zaś ze wzgardą myślenie „totalnej opozycji” w Polsce, jakże głupie i niepatriotyczne, które nie pozwala żądać reparacji od Niemiec – „bo się na nas pogniewają” i pogorszą się nasze stosunki. To myślenie niewolników. Na szczęście przytłaczająca większość Polaków (ok. 75 proc.) popiera żądania rządu PiS w sprawie niemieckich odszkodowań za zniszczenia Polski w czasie II wojny światowej. Oprócz strat ludzkich (śmierć 6 mln Polaków i polskich Żydów) ponieśliśmy także wymierne straty na skutek grabieży dokonanej na naszej kulturze i zasobach materialnych. Bo Niemcy kradli. Kradli. Wartość rynkowa jednego obrazu Rafaela to dziś 50–100 mln dolarów! Niemcy ukradli go z polskich zbiorów rękami swojego urzędnika państwowego. Niech teraz zapłacą za to, co zrobili.

Bierzmy przykład z Hollywood

George Clooney, gwiazda Hollywood i ambitny aktor, producent i reżyser, nakręcił trzy lata temu film „Obrońcy skarbów” („The Monuments Men”), którego akcja toczy się zaraz po wojnie na terytorium pokonanych Niemiec i dotyczy operacji rządu amerykańskiego podjętej w szlachetnym celu – odzyskania skarbów sztuki ukradzionych w Europie z premedytacją przez hitlerowców. Rozkazem prezydenta Roosevelta zostaje wysłana grupa 400 specjalistów, historyków sztuki, muzealników, konserwatorów zabytków, którzy wcieleni do amerykańskiej armii okupacyjnej, w mundurach i ze specjalnymi zezwoleniami, mają odnaleźć i rewindykować skradzione arcydzieła. George Clooney gra dyrektora Metropolitan Museum w Nowym Jorku, kierującego tą wyprawą.

Film pokazuje przez moment dwa obrazy zrabowane z polskich kolekcji – „Damę z gronostajem” da Vinci i „Portret młodzieńca” Rafaela (który na ekranie płonie zniszczony przez miotacz ognia), ale w filmie nie ma ani słowa o kradzieży dzieł w Polsce i scenariusz nie zajmuje się losem naszych zabytków wywiezionych do Niemiec. Polskim filmowcom powinno być wstyd, że przez tyle czasu nie nakręcili żadnego filmu o polskich stratach.

Żaden polski film od 20 lat (!) nie został zakwalifikowany do konkursu Festiwalu Filmowego w Cannes albo z uwagi na mierny poziom artystyczny, albo z powodu braku uniwersalnego tematu i czytelnego dla cudzoziemców przesłania. Zapewniam, że temat rabunku dzieł sztuki w Polsce w czasie II wojny światowej, który miał nas pozbawić i majątku narodowego, i tożsamości kulturowej, byłby dla wszystkich zrozumiały. Śmiem twierdzić, że także dla współczesnych Niemców taki film może być szokujący, jak niegdyś serial „Holocaust” produkcji USA. Z niego młode pokolenie Niemców dowiedziało się, że ich ojcowie i dziadkowie mordowali obywateli niemieckich żydowskiego pochodzenia. Mordowali i kradli także w Polsce.

Reklama
Reklama

Taki film może zmienić nasz wizerunek w Europie i na świecie. Niemcy kradli wcześniej w Polsce. I to arcydzieła Leonarda da Vinci i Rafaela, a nie rowery i auta! ©?

Autor jest producentem i reżyserem filmowym. Napisał scenariusz do serialu TVP „Kariera Nikodema Dyzmy”. Jako reżyser nakręcił film „Wyrok śmierci” o walce konspiratorów AK. Pracuje nad projektem serialu TVP i filmu „Paderewski”.

Historia
Agentka, której ufał Canaris. Niezwykła historia Haliny Szymańskiej
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Historia
Skafandry, które zmieniły świat. Nowy skarb trafił do polskiego muzeum
Historia
Ministerstwo kultury nie chce kolejnego muzeum o zbrodni pomorskiej
Historia
Artefakty z Auschwitz znów na aukcji w Niemczech. Polski rząd tym razem nie reaguje
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama