Tym cenniejsza jest wiadomość, jaką podał PortalMorski.pl: Fundacja Dziedzictwa Morskiego tworzy Szkołę Rzemiosł Tradycyjnych: „Pasjonaci zainteresowani ciesielką okrętową, szkutnictwem, takielarstwem czy technikami nitowania nie muszą już poszukiwać wiedzy na własną rękę. Tworzymy dla was miejsce, gdzie każdy może wziąć udział w zajęciach na interesujący go temat i w dowolnym zakresie poszerzyć swoją wiedzę i umiejętności praktyczne. Nauka przez pracę przy prawdziwej historycznej jednostce to unikalna szansa na zobaczenie kompleksowego procesu odbudowy reliktu techniki użytkowej".
Nieszczęście jednych stwarza szansę innym. „Reliktem techniki", o którym mowa, jest przedwojenny brytyjski drewniany kuter rybacki, długości 17 metrów, przerobiony na jacht. Gdy właściciel Brytyjczyk zacumował nim w 2016 r. w gdańskiej marinie na Motławie, łódź zatonęła. Mniejsza o przyczyny i dalsze perypetie – ważne, że łódź wydobyto we wrześniu 2019 r., a teraz będzie warsztatem wspomnianej Szkoły Rzemiosł Tradycyjnych ulokowanej w Gdańsku, w twierdzy nad Martwą Wisłą. Zajęcia poprowadzą rzemieślnicy z wieloletnim doświadczeniem w swoim fachu (to ostatni dzwonek, póki jeszcze są).
Kto zechce uczęszczać do takiej szkoły? Ludzie tacy jak Robert Smagoń et consortes, którzy w Ustce ratują zabytkowy 75-letni dębowy kuter „Alfred", długości 14 metrów, by nie skończył jako ogrodowa altana. Jeśli się uda, będzie woził turystów po Bałtyku, po Zatoce Gdańskiej. A uda się, jeśli oprócz pieniędzy (na crowdfundingowym portalu www.polakpotrafi.pl akcja „Nowe życie Alfreda") znajdą się ludzie, którzy potrafią w szkutniczy sposób obrabiać dębinę, drewno mahoniowe, modrzewiowe, po szkutniczemu posługiwać się nitami, klejami, farbami.
W okresie międzywojennym Hel był największym polskim portem rybackim, stacjonowało w nim blisko 150 kutrów, w tym dwie trzecie wiosłowych. Realia z tamtych czasów można znaleźć już tylko w książkach. Muzea traktują zabytki z tego okresu jak rarytasy. Tymczasem w 2013 r. okazało się, że w zaniedbanej i nieodwiedzanej przez turystów części Helu poniewiera się drewniany kuter rybacki „Wła-55". Zbudowano go w 1945 r. w Danii, do Polski trafił w ramach pomocy UNRRA (United Nations Relief and Rehabilitation Administration). Przypłynął do Gdyni w 1946 r. wraz z 14 innymi kutrami. Po latach niszczejącym kutrem zajęło się Stowarzyszenie Alternatywny Cypel. Ludziom z tego stowarzyszenia Szkoła Rzemiosł Tradycyjnych przyda się bardzo (na nieszczęście „Wła-55" spłonął we wrześniu 2019 r. w niewyjaśnionych okolicznościach).
W styczniu 2018 r. w gdyńskiej marinie zatonął drewniany zabytkowy jacht „Knudel" z 1956 r.; wydobyto go w lutym. Przyczyną zatonięcia była bryła lodu, która dostała się między nabrzeże a burtę, wybijając dziurę w desce poszycia. Właściciel jachtu od razu poinformował, że „zgłosiło się już dużo ludzi, żeglarzy, którzy chcą pojechać do Rumii i pomóc w remoncie jednostki". Właśnie takim ludziom potrzebna jest Szkoła Rzemiosł Tradycyjnych.