O tym, że w monumencie ukryta jest urna z prochami pomordowanych w Katyniu polskich oficerów, poinformował wczoraj jeden z polonijnych prawników. Podkreślił przy tym, że prawo w New Jersey jasno rozstrzyga takie kwestie i w takim przypadku pomnik traktowany byłby jak cmentarz, więc zgodę na jego przeniesienie musiałby wyrazić sąd.
Stawia to pod znakiem zapytania wypracowany podczas rozmów z burmistrzem Jersey City Stevena Fulopa i polskiego konsula Macieja Golubiewskiego kompromisu, który zakładał pozostawienie pomnika na nabrzeżu rzeki Hudson, a jedynie przesunięcie go o 60 metrów.
Pierwotne plany burmistrza zakładały przeniesienie pomnika w inne, mniej eksponowane miejsce. Wywołało to zgrzyt dyplomatyczny między marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim a burmistrzem oraz falę oburzenia Polonii, która mimo kompromisu jeszcze w niedzielę protestowała pod pomnikiem.
Przyczyną reakcji Polonii był fakt, że burmistrz nie konsultował z Polakami planów przeniesienia monumentu.
Kolejnym zwrotem w akcji rozczarowany jest konsul Maciej Golubiewski. Uważa, że zaproponowana przez Fulopa nowa lokalizacja dla pomnika jest rozsądnym wyjściem i Polonia powinna się na taki kompromis zgodzić.
- Naprawdę nie rozumiem, dlaczego robi się z tego taki problem - mówi konsul.
W takiej sytuacji najprawdopodobniej zawartość pomnika musi zostać zbadana. Tym bardziej, że część Polaków, którzy 30 lat temu było świadkami stawiania pomnika, twierdzi, że jest tam złożona ziemia z Katynia, a nie prochy oficerów.