Postępy pod Douaumont i naciski nękanego przez działa Pétaina następcy tronu przekonały wreszcie Falkenhayna do uderzenia na obu brzegach Mozy. Do walki rzucił on dziewięć nowych dywizji, w tym cztery przybyłe z frontu rosyjskiego. 6 marca, po potężnym przygotowaniu artyleryjskim, uderzenie spada na lewy brzeg rzeki, w okolicach Mort-Homme i wzgórza 304. Atak zamienia się w dziewięciodniowy cykl uderzeń prowadzonych w księżycowym, pokrytym lejami krajobrazie przez spragnionych i chorych żołnierzy. Dzień później z prawego brzegu Mozy wyszło uderzenie na wieś Vaux, która 13 razy przejdzie z rąk do rąk. Po dwóch dniach i nocach Pétain poprosił o posiłki, ale Joffre pozostał nieugięty. „Moje dowództwo bardziej mi szkodzi niż Szwaby” – miał sapnąć wściekły obrońca Verdun. Zaciekłe ataki na prawym brzegu Mozy przyniosły armii niemieckiej tylko zdobycie wyżyny Hardaumont.