Reklama

On makabuś, ona fotogeniczka

Publikacja: 18.08.2008 10:54

On makabuś, ona fotogeniczka

Foto: AP Photo

Adolf Nowaczyński (1876 – 1944) był jednym z najwybitniejszych publicystów Polski międzywojennej. Jego aktywność dziennikarska przesłoniła z czasem niemałe dokonania literackie z „Małpim zwierciadłem” (1902) i „Wielkim Fryderykiem” (1910). Był członkiem redakcji „Gazety Warszawskiej”, pisywał do „Prosto z mostu”. Wyzywał się w paszkwilach i pamfletach. Drażnił endeków swoim stosunkiem do Józefa Piłsudskiego, ale to piłsudczycy pobili go, wybijając oko. Był zaciekłym przeciwnikiem literatury spod znaku Skamandra, a jednak będzie bronił skamandrytów przed prymitywnymi atakami. I to on – wojujący antysemita – uzna w końcu Żydów „w jurysprudencji i jurysdykcji” za „najsolidniejszy i najkulturalniejszy element”, a w życiu intelektualnym za „drożdże gorącokrwiste” i „superfosfat”, które – gdyby ich zabrakło – należałoby sprowadzać z zagranicy dla dobra Polski i słowiańszczyzny.

Miał niepowtarzalny styl, czego dowodzi i ten fragment szkicu z tomu „Plewy i perły” (1934) zatytułowanego „W odór”. Przypominamy go, by przybliżyć dzisiejszym czytelnikom atmosferę II Rzeczypospolitej, w której problem żydowski był jednym z najważniejszych. A roztrząsano go w taki sposób, przy czym nie zapominajmy, że Nowaczyński był mistrzem słowa. A jednak pisał to, co pisał.

Wojujący antysemita – uzna w końcu Żydów „w jurysprudencji i jurysdykcji” za „najsolidniejszy i najkulturalniejszy element”, a w życiu intelektualnym za „drożdże gorącokrwiste” i „superfosfat”, które – gdyby ich zabrakło – należałoby sprowadzać z zagranicy dla dobra Polski i słowiańszczyzny

(...) W różnych miejscowościach kąpielowych, czy to będzie Jaszczurówka, Ciechocinek, Krynica, Rabka, czy Powiśle od strony czeskiej (Praga), zaistniały od niedawna tak zwane plaże, względnie baseny, w ogóle rodzaj akwariów. Gdzie tego nie ma, tam jest nawet Bałtyk, czyli Gdynia, Jurata, Hel, Hallerowo, Jastrzębia Góra itp. Wszędzie tam obok tak zwanej eufemicznie większości włazi w wodę i kąpie się od pewnego czasu całkiem śmiało mniejszość o co prawda niemieckich nazwiskach, ale o zdecydowanie antyniemieckim nastawieniu (od wczoraj). Jakżeby się zdziwił Naphtali Świeczka lub pan Kohn (ojciec Belci), widząc tyle, tyle współrasowców, zanurzonych po pas lub po szyję w odmętach, w falach to ciepłej jak rosół, to zimnej jak lody... wody.

W Polsce knysze to duże pierogi drożdżowe, przeważnie w kształcie trójkąta, które pochodzą z Ukrainy. Przyjęły się najpierw w kuchni żydowskiej i potem podbiły ulice Nowego Jorku

Reklama
Reklama

Czy atoli kąpią się normalnie jak wszyscy? jak reszta ludzkości, jak Arjogoje, jak Nordycy, jak Indoeuropejczycy? Otóż to właśnie. Niech poświadczą wszyscy, co mieli zaszczyt kąpać się wspólnie czy to w „basenie ciechocińskim”, czy w „Jaszczurowie”, czy w Bałtyku. Otóż nie, bo właśnie nienormalnie. Radość i rozkosz z przezwyciężenia dziedzicznego wstrętu do wód odmętów odbiera im omal przyjemność i wprawia w szał. Jeżeli już zbyt wrzaskliwie dają folgę uwielbieniu przyrody znalazłszy się na szczytach Giewontu lub na najdalszym cyplu Helu, jeżeli wniebogłosy piszczą, krzyczą, nawołują się, tłoczą, plują, wołają, kiedy odprowadzają cadyka Cudaka na kolej lub jadą do Ojcowa z mamusiami na majówes, jeżeli nie są zbyt dyskretni w entuzjazmie, gdy gromadnie obsiądą ruiny zamku Czorsztyna i wszczynają chóralnie: „Nie damy ziemi skąd nasz wróg”... to wszystko to jest niczem w porównaniu z... „podejściem” do wody, do rzeki, do basenu, do morza. Opisać, oddać plastycznie to afekciarstwo i tę ostentację nikt nie potrafi, jak tylko film i to dźwiękowy. Te ryki, te krzyki, to napastowanie się, to potrącanie, ta szałówka, ta frenezja, to za pan brat z oceanem, to wzajemne mizdrzenie, to popisywanie „nurkiem”, ten flirt zbereźny Marleny Wassenberger z Morycem Wassercukrem (on makabuś, ona fotogeniczka), te nawoływania mecenasowej Wasserman, żeby papa nie szedł za daleko „w bałwany oceanu”, te „bajecznie kolorowe” i kolorzyste pyjamy, kitonki i bretonki, ten gramofon postawiony w piasku i grający „Rebekę” i ten tłusty mały Salusiek Wasserman w marynarskich spodenkach z szablą, w ułańskim kasku, o którym wszyscy w rodzinie mówią, że będzie „polski Ballin”... no i w ogóle ten cały harmider jerychoński, ten jazzband infernalny, jaki wnoszą ze sobą i w przyrodę, i w... wodę... nie, to naprawdę nad możności i wytrzymałości nerwowe tych pospolitych, ordynarnych już tutaj teraz tylko gości a nie gospodarzy... tych Arjogojów...

„Zetknij się w wodzie z tą nacją... a będziesz za sterylizacją!” (...)

Adolf Nowaczyński (1876 – 1944) był jednym z najwybitniejszych publicystów Polski międzywojennej. Jego aktywność dziennikarska przesłoniła z czasem niemałe dokonania literackie z „Małpim zwierciadłem” (1902) i „Wielkim Fryderykiem” (1910). Był członkiem redakcji „Gazety Warszawskiej”, pisywał do „Prosto z mostu”. Wyzywał się w paszkwilach i pamfletach. Drażnił endeków swoim stosunkiem do Józefa Piłsudskiego, ale to piłsudczycy pobili go, wybijając oko. Był zaciekłym przeciwnikiem literatury spod znaku Skamandra, a jednak będzie bronił skamandrytów przed prymitywnymi atakami. I to on – wojujący antysemita – uzna w końcu Żydów „w jurysprudencji i jurysdykcji” za „najsolidniejszy i najkulturalniejszy element”, a w życiu intelektualnym za „drożdże gorącokrwiste” i „superfosfat”, które – gdyby ich zabrakło – należałoby sprowadzać z zagranicy dla dobra Polski i słowiańszczyzny.

Pozostało jeszcze 82% artykułu
Reklama
Historia
Jak się zaczął i skończył Skype
Materiał Promocyjny
Sieci kampusowe – łączność skrojona dla firm
Historia
Paweł Łepkowski: Okupacyjne fantazje Hitlera
Historia
Języki na wymarciu. Co pomoże im przetrwać - dzieci czy AI?
Historia
Kim naprawdę był Hans Kloss
Materiał Promocyjny
Bieszczady to region, który wciąż zachowuje aurę dzikości i tajemniczości
Historia
Jakie tajemnice skrywa jeszcze więzienie przy Rakowieckiej w Warszawie
Materiał Promocyjny
Jak sfinansować rozwój w branży rolno-spożywczej?
Reklama
Reklama