[b]Manufakturzysta[/b] Nuchim procesuje się ze swoim byłym wspólnikiem. Dwa dni przed rozprawą radzi się adwokata:
– Panie mecenasie, a może by tak posłać sędziemu tuczoną gąskę z moją wizytówką?
– Czy pan oszalał? Sędzia Bielecki to człowiek nieprzekupny. Zaprzepaści pan całą sprawę!…
Proces odbył się i trybunał przysądził Nuchimowi żądaną w pozwie kwotę. Kupiec zjawia się ponownie u adwokata.
– Panie mecenasie, ja panu zdradzę jeden sekret. Ja pana nie posłuchałem i sędzia otrzymał ode mnie gęś.
– Niemożliwe…
– Słowo daję, że tak zrobiłem. Z tą różnicą, że do gąski dołączyłem wizytówkę byłego wspólnika.
[b]Łódzki milioner[/b] Poznański zamówił u głośnego malarza nowatora reprezentacyjny obraz przedstawiający przejście Żydów przez Morze Czerwone. Po wielu ponagleniach artysta zjawia się wreszcie z kolosalnym płótnem jednolicie pokrytym czerwoną farbą.
– Co to ma być?
– Morze Czerwone.
– A gdzie wojska faraona?
– Potonęły.
– A gdzie są, u licha, Żydzi?
– Już przeszli.
[b]Do Poznańskiego[/b] zgłasza się delegacja kahału z prośbą o datek na budowę synagogi. Bogacz wręcza sto rubli.
– Jak to? – dziwi się prezes gminy wyznaniowej. – Pana syn na ten wzniosły cel ofiarował cały tysiąc.
Fabrykant gładzi siwą brodę.
– Cóż, mój syn może sobie na to pozwolić. On ma oszczędnego ojca. A kogo ja mam? Rozrzutnego syna.
(na podst. Horacy Safrin „Przy szabasowych świecach”, Łódź 1963)