Kandydat do małżeństwa jest niezwykle przezornym i podejrzliwym człowiekiem. Toteż swat, na kilka minut przed pierwszą oficjalną wizytą, oprowadza go po mieszkaniu przyszłych teściów i mówi szeptem:
– Przypatrz się pan tym starym srebrom, kryształom i miśnieńskiej porcelanie.
Młodzieniec nadal zachowuje rezerwę:
– Kto wie? Może to wszystko jest pożyczone od sąsiadów?
– Gadanie! – przerywa mu swat. – Kto by takim ludziom cokolwiek pożyczał?!
Lichwiarz Pines poucza swego syna:
– Powiedz no, Icuniu, co byś zrobił, znalazłszy na ulicy 10 złotych?
– Schowałbym do kieszeni.
– Nie, tak się nie postępuje synu. Jeśli znajdziesz 10 złotych, to zaniesiesz je na policję. Tam ciebie pochwalą, dadzą jednego złotego jako znaleźne i powiedzą: „Icek Pines to porządny człowiek”.
– Dobrze, tate.
– A powiedz mi synu, co ty byś zrobił, znalazłszy 10 tysięcy dolarów?
– Zaniósłbym je na policję, tam by mnie pochwalili, dali tysiąc dolarów jako znaleźne…
– Nigdy w świecie – przerywa mu ojciec. – Jeśli znajdziesz taką sumę pieniędzy, to schowaj je do kieszeni.
– Tate – protestuje syn – to oni przecież nie powiedzą: „Icek Pines to porządny człowiek”.
– Oj, głupi. Jak masz w kieszeni 10 tysięcy dolarów, to ty potrzebujesz być porządnym człowiekiem?
(na podst. Horacy Safrin „Przy szabasowych świecach”, Łódź 1963)