[b]Hurtownik[/b] galanteryjny Lejzor przychodzi do adwokata, który podjął się jego obrony w sprawie o umyślne bankructwo. – Proszę mi opowiedzieć dokładnie, jak do tego doszło – mówi obrońca. – Muszę wiedzieć całą prawdę.
– Nu, czemu ja miałbym kłamać? – odpowiada Lejzor. – Kłamać to rzecz pana mecenasa.
[b]Dwaj wspólnicy[/b] Ajzyk i Chaim jadą leśną drogą. Nagle z gęstwiny drzew wypada banda rabusiów. Herszt zbójców, wycelowawszy lufy dwóch pistoletów w piersi przerażonych kupców, woła: – Pieniądze albo życie!
Kupcy drżącymi rękami sięgają po sakiewki. W tej chwili Ajzyk zwraca się do wspólnika:
– Wiesz co, Chaim, ja na śmierć zapomniałem, że jestem ci jeszcze winien 500 rubli. Masz tu swoje pieniądze i jesteśmy kwita.
[b]Urzędnik[/b] zgłasza się do szefa, hurtownika zbożowego:
– Reb Majer, pszenica w naszym magazynie tęchnie. Trzeba ją koniecznie przeszuflować.
– Co to mnie będzie kosztować?
– Co najmniej 200 złotych.
Szef popada w zadumę. Po upływie kilkunastu minut dyktuje pracownikowi list do urzędu celnego:
„Donoszę uniżenie, że kupiec zbożowy Majer Blum ukrył w swoich magazynach pod pszenicą pochodzący z przemytu tytoń bułgarski”.Po otrzymaniu anonimu urząd celny wydelegował inspektora i czterech robotników, którzy dokładnie przeszuflowali pszenicę.
[i](na podst. Horacy Safrin „Przy szabasowych świecach”, Łódź 1963)[/i]