Wspomnienie o czasach, w których generalicja wierzyła w szybkostrzelność chassepotów, oczekując przeciwnika na „dogodnych pozycjach”, musiało przynieść reakcję. I przyniosło. Ignorując doświadczenia wojny bur- skiej i rosyjsko-japońskiej, armia francuska przyjęła (zwłaszcza od 1911 roku) doktrynę ataku za wszelką cenę.
Wyznawcy tej teorii, której wielkim mistrzem był pisujący studia wojskowe sztabowiec Louis Loyzeau de Grandmaison, uważali szybki i zdecydowany atak za najlepszy sposób narzucenia przewagi moralnej przeciwnikowi na polu walki. Tym samym, atakować należało zawsze i wszędzie, co więcej – bez uprzedzenia.