Nazwiska wskazane przez genetyków nie są jeszcze publicznie znane, ale taką informację podaje "Nasz Dziennik".

Jutrzejsza uroczystość ma związek z obchodami 75. rocznicy powstania Polskiego Państwa Podziemnego. Nazwisko ofiar ubeckich kaźni poznamy po raz czwarty. Oprócz Kontryma udało się ustalić tożsamość (według dziennika) "dwóch żołnierzy Armii Krajowej z garnizonu wileńskiego, jeden z Kedywu, drugi z wywiadu, kapitan i porucznik, straceni w 1949 i 1950 roku".

Wśród do tej pory zidentyfikowanych nie ma nazwisk dwóch Żołnierzy Wyklętych, którzy są najbardziej znani w masowej świadomości - gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila" i rtm. Witolda Pileckiego (pośmiertnie awansowanego na pułkownika).

Ale "Żmudzin" to kolejny, po majorze Zygmuncie Szendzielarzu "Łupaszce"" i majorze Hieronimie Dekutowskim "Zaporze", żołnierz podziemia znany szerzej dzięki niezłomnej podstawie i bohaterskim akcjom.

Po kampanii wrześniowej wyjechał z kraju, ale wrócił w 1942 r. jako cichociemny. Był szefem Kedywu AK w Brześciu. Kierował specjalnym odziałem, który likwidował kolaborantów, a w Powstaniu Warszawskim brał m.in. w szturmie na budynek PAST-y. Po wojnie znów przedostał się na zachód.

Wrócił mimo komunistycznych represji. Aresztowany w 1948 r., nie złamał się mimo tortur. W 1953 r. wykonano na nim wyrok śmierci. Jego rehabilitacji dokonano już cztery lata później, na fali komunistycznej odwilży. W wyroku znalazło się stwierdzenie: "dzielnie, mężnie walczył z okupantem i był jednym z najodważniejszych członków Armii Krajowej".