Samolot, którym w poniedziałek rozpoczną swoją podróż brał udział w walkach w czasie II wojny światowej, ale - jak czytamy w AFP - został zdemilitaryzowany, zdemontowano mu broń pokładową i zdjęto z niego barwy RAF-u odsłaniając znajdujący się pod nimi metal. "Srebrny Spitfire" ma teraz odwiedzić ponad 30 krajów i przelecieć nad najsłynniejszymi miejscami i budowlami na świecie.
- To najbardziej majestatyczna maszyna - mówi Brooks w rozmowie z AFP.
- Mamy nadzieję ponownie zapoznać ludzi z pięknem i estetyką Spitfire'a - dodaje.
W ciągu czterech miesięcy 76-letni samolot ma pokonać 43500 km.
Spitfire odegrały kluczową rolę w powietrznej Bitwie o Anglię z 1940 roku.
- Spitfire reprezentuje wolność dla ludzkości - przekonuje Brooks nawiązując do wkładu myśliwców w zwycięską wojnę z nazizmem.
Z ok. 20 tys. wyprodukowanych Spitfire'ów do dzisiaj przetrwało ok. 250, a tylko 50 z nich jest w stanie latać.
Srebrny Spitfire ma w poniedziałek wystartować z Goodwood na południu Anglii i skierować się na północ, do Szkocji.
Następnie samolot ma pokonać Atlantyk lądując na Wyspach Owczych, w Rejkiawiku, na Grenlandii i w północnej Kanadzie.
Potem myśliwiec przeleci na Ameryką Północną, Azją, Bliskim Wschodem i Europą.
Spitfire ma pojawić się nad Wielkim Kanionem, górą Fudżi, a także nad Piramidami, Statuą Wolności czy Akropolem. Lot ma zakończyć się 8 grudnia.
Brooks mówi, że siedzenia za sterami Spitfire'a nie da się z niczym porównać.
- Do większości samolotów się wsiada, Spitfire'a "zakłada się" na siebie. Kiedy jest się w środku, jest się częścią tej maszyny - przekonuje.
- Ten samolot ma prawdziwą duszę - dodaje.
Spitfire, którym dwaj Brytyjczycy odbędą lot, został zbudowany w 1943 roku. Od tamtego czasu brał udział w 51 misjach bojowych.