Wesołe towarzystwo właśnie wylało się na ulice. Przed chwilą skończono obżarstwo i pijaństwo. Średniowieczny Asyż tonął w ulicznym krzyku, tanecznym kroku i wulgarnych przyśpiewkach. Na czele kolorowego pochodu szedł Giovanni di Pietro di Bernardone, zwany Franciszkiem. Niewielkiego wzrostu – jego doczesne szczątki układają się w kościec o długości ok. 140 cm – syn zamożnego handlarza francuskimi tekstyliami, zawsze modnie ubrany, skończył zaledwie 22 lata. Lepiej liczył niż czytał, ochoczo pomagał ojcu w interesach. Kompani od wina przepadali za nim, gdyż chętnie płacił ich rachunki. By zyskać uznanie w oczach najbardziej szanowanego rycerstwa, kupił rynsztunek bojowy i brał udział w bitewnych potyczkach. Głowy przeciwnika ścinał równo, nim sam jako jeniec trafił do lochów. Ale rok o chlebie i wodzie za kratami wstrząsnął nim całkowicie. Powrócił z traumą, tracąc sens życia.

„Usłyszał głos Pana”

Pewnego wieczoru, który jak zwykle spędzał z podchmieloną bracią, odłączył się. Kiedy kompani zauważyli jego nieobecność, zawrócili. Zastali go zastygłego w bezruchu i eterycznym uniesieniu. „Usłyszał głos Pana”, zanotował później hagiograf, możliwe, że na wyrost.

Czytaj więcej

Franciszkanie winni sekularyzacji? Teologia Johna Milbanka

Od tej pory jednak wziął rozbrat z nocnymi hulankami i uciechami życia. W łachmaniarskiej szacie zaczął obchodzić przedmurza miasta. Wegetowali tam trędowaci, najbardziej stygmatyzowana grupa społeczna. On bez lęku przed zarażeniem własnoręcznie donosił im jedzenie, pocieszał, brał nawet w ramiona. Tak łamał podwójne tabu, bo także bariery stanowego społeczeństwa. Osiadł w pobliskiej, mocno podupadłej kaplicy św. Damiana. Odbudował ją za środki, jakie pozyskał ze sprzedaży ukradzionych ojcowskich tekstyliów. Za ten czyn ojciec zerwał z nim wszelkie więzi.

Z wyboru został rozmodlonym eremitą. Niedawny modniś założył na siebie najbardziej pospolitą szatę z grubej wełny. Wiązał ją nie pasem ze skóry, a sznurkiem. Skórzany pas służył do chowania monet, ale Franciszek wszystko, co kojarzyło się z monetą, odrzucał. Radykalną filozofię życia spiął chrystusowym nakazem z Ewangelii: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście” (Mt 25, 40).

W 2014 r. francuskiemu mediewiście Jacques’owi Dalarun udało się na jednej z aukcji wytropić XII-wieczny manuskrypt: zapisany na koźlim pergaminie wielkością nie przewyższał smartfonu. Autor, Tomasz z Celano, zdążył osobiście poznać Franciszka, którego życiorys znano wprawdzie z późniejszych wersji, ale ta okazała się najstarsza. Co istotne, zawierała pominięte w późniejszych wydaniach dopiski. Nowe szczegóły informowały choćby o tym, że Franciszek dziury w wełnianej szacie łatał nie nićmi, a łodygami roślin. Czyli nawet w tej sytuacji żył w pełnej symbiozie z naturą.

Głosił równość wszystkich ludzi

Ten człowiek, zaprzyjaźniony ze wschodami i zachodami Słońca, wsłuchujący się w poranny śpiew ptaków, jako wędrowny kaznodzieja odważył się nauczać w miastach ludzi wyższych stanów. Jeśli czegokolwiek potrzebował do przeżycia, wyciągał po to rękę. To, co mu zostało, dzielił z innymi. Wszędzie, gdzie się zjawiał, głosił równość wszystkich ludzi na długo przed tym, nim trafiła na karty współczesnych konstytucji. Orędował za przyjaznym współżyciem, w tym także ze światem zwierząt. Sam czworonogi dopuszczał do nabożeństw, które celebrował w plenerze między drzewami. Rozmawiał ze zwierzętami, a te podobno go słuchały. Tak przynajmniej opowiada hagiograficzna legenda. Wędrując po wioskach i miastach, nie moralizował z wysokości ambony, raczej przyciągał magią, jaką w tym czasie roztaczał wędrowny kuglarz czy uliczny artysta.

Czytaj więcej

Ubodzy jeźdźcy apokalipsy. Eco wpisał „Imię róży” w kontekst ich historii

W okolicach niedzieli palmowej 1212 r. do wspólnoty, którą założył z jemu podobnych, zapukała Chiara Offreduccio. Młoda kobieta z herbowej rodziny zgłosiła zamiar przystąpienia do rozmodlonych pokutników, gotowych pomagać każdemu bliźniemu. Naruszało to ówczesne normy, gdyż kobiety w habitach pokutnych, do tego nauczające Ewangelii, rozsadzałyby kościelne przepisy. Ale śladem Klary podążyły inne niewiasty. W ten sposób powstał żeński pion ubogich klarysek. Pierwsza ich wspólnota osiadła w odnowionym przez Franciszka kompleksie San Damiano. Franciszek zalecił jednak prowadzenie odrębnego od jego wspólnoty żeńskiego zgromadzenia.

Zalecał ubóstwo i koegzystencję z naturą

W XIII w. jego nauki były wręcz wywrotowe. Skoro od kościelnej hierarchii żądał pokory i rezygnacji z majątków, przewracał istniejący porządek rzeczy. Kiedy piętnował, że kościelne beneficja, złote pastorały i jedwabne szaty są wytworem szatana, naruszał uświęconą od kilku wieków strukturę stanową. Swoimi wywodami trafił jednak w nerw epoki. Tęsknota za autentycznym życiem ewangelicznym w XIII w. magnetyzowała synów z bogatych domów. Wielu z nich znajdowało drogę do jego pustelni. Ba, jego przykład promieniował daleko poza umbryjski matecznik. Naśladowcy utrzymywali się z żebractwa lub zatrudniali na dniówki po wsiach i miastach. Tworzyli lokalne wspólnoty Braci Mniejszych (minorytów). Różniły się od opływających w dostatek istniejących już zakonów, jak choćby benedyktynów czy cystersów. W hierarchicznych zgromadzeniach opat cieszył się przywilejami biskupa, przeor – proboszcza. We wspólnotach Braci Mniejszych wszyscy członkowie byli sobie równi. Dokładnie tak, jak przed dwunastoma stuleciami nauczał Chrystus: „Wszyscy jesteście braćmi w Chrystusie” (Mt 23, 8).

Formował się ruch żebraczy, który demonstracją ubóstwa i przyjaznej z bliźnimi i przyrodą koegzystencji rzucił rękawicę potężnym feudałom i biskupom. Zbiegło się to z momentem przełomu, który na progu XIII stulecia wstrząsnął kontynentem europejskim. Pośrodku wszechobecnej kultury rolniczej zaczęły wyrastać miasta, a wraz z nimi nowe formy społeczne. W manufakturach zaczęto wytwarzać konkretne produkty, od początku do końca. Wzrosła produkcja, kwitł handel, a przede wszystkim pojawił się pieniądz – katalizator nierówności społecznych. W miastach zawiązywały się grupy zamożnych patrycjuszy, podczas gdy po drugiej stronie za niewielkie wynagrodzenie harowali biedacy. Miejscy bogacze pełnymi garściami czerpali z doczesnych przyjemności. I dużym łukiem omijali kościelne zakazy i nakazy ascezy. Ale dla większości, bez szans na szczyptę hedonizmu, nowe formy ziemskiego bytowania były prowokacją. Podobnie jak dla urzędowego Kościoła ruch żebraczy pod patronatem Franciszka.

Jak Franciszek założył zakon?

W czasach, kiedy z powodu niesubordynacji czy posądzenia o herezję Kościół wyjątkowo często nieprawomyślnych wysyłał na stosy, jak choćby katarów i waldensów, rewolucyjny program Franciszka dla kościelnej hierarchii stawał się solą w oku. Wezwanie do ubóstwa zaprzeczało powszechnej praktyce kleru. Na początku XIII w. centrala Kościoła jeszcze nie rezydowała w Watykanie, ale przy rzymskiej bazylice św. Jana na laterańskim wzgórzu. Dwór chrystusowego namiestnika tonął we wspaniałościach i przepychu. Poza regularnymi dochodami z dziesięcin, annałów, z przychodów kościelnych i należności z lenna, każdy urząd, każda nominacja czy dyspensa od obowiązujących reguł były wystawiane na sprzedaż. Papieże, następcy biednych rybaków z Galilei, jak trafnie pisał Petrarka, „obładowali się złotem i przyodziali w purpurę”. Urzędujący papież Innocenty III, bardziej polityk niż mistyk, skupił się na powiększeniu terytorium państwa kościelnego, wezwaniach do krucjat przeciwko muzułmanom czy kreśleniu geopolitycznych planów. Bynajmniej nie wstydził się swojego bogactwa. Skoro rozwadniała się religijna treść w Kościele, to idea Franciszka dostała wiatru w żagle. Tym bardziej że wyrastała z samej istoty doktryny chrześcijańskiej.

Czytaj więcej

Asyż: Beatyfikacja "pierwszego patrona pokolenia millenialsów”

Franciszek miał jednak pełną świadomość, że grozi mu stos. Ratował się więc ucieczką do przodu. W 1209 r. (lub wiosną 1210 r.) z tuzinem braci zjawił się w jaskini lwa – na Lateranie. Przekonał Innocentego III, że swoją niewielką trzódką nie zagraża Kościołowi. Papież zezwolił na dalszą działalność. Jego następca Honoriusz III posunie się jeszcze dalej: wspólnotę Braci Mniejszych podniesie do rangi kościelnego zakonu (1223). Ale to przebiegły Innocenty zrozumiał, że brać franciszkańska, jeśli zostanie w łonie Kościoła, będzie konkurencją dla innych ruchów żebraczych, tych spoza kościelnych murów, a nawet podważających autorytet Kościoła. Pod koniec XIII w. Giotto di Bondone, prekursor włoskiego renesansu, myśl tę przełoży na język fresku. W bazylice w Asyżu namaluje postać Franciszka wspierającego swoim ramieniem chwiejący się gmach papieskiej bazyliki na Lateranie („Sen papieża Innocentego III” – przypisywany Giotto fresk z 1295 r.).

Komu bliska jest nauka św. Franciszka?

W kolejnych latach z papieskim namaszczeniem franciszkanie ekspandują już do Hiszpanii, Niemiec i Francji. Franciszek natomiast jeszcze wnikliwiej szuka Boga w przyrodzie, radykalizuje swoją ascezę. Sypie popiół na głowę, dosypuje go do zupy, niedosypia. Układa „Pieśń słoneczną”, wielki hymn pochwały przyrody. Wystawia się na ekstremalne doświadczenia. Najbardziej spektakularne, a zarazem zagadkowe, to podróż na Bliski Wschód – burzliwą arenę konfrontacji między chrześcijańską a islamską cywilizacją (1219). W tym czasie świat chrześcijański organizuje wyprawy krzyżowe, mające mieczem przywrócić mu kontrolę nad ziemią Chrystusa będącą w rękach muzułmanów. Każdemu z chrześcijan, który z mieczem weźmie udział w krucjacie, kolejni papieże obiecują odpuszczenie grzechów i wieczne zbawienie. Kiedy Franciszek rusza na piechotę do Ancony, by wejść tam na statek, akurat z impetem rusza V krucjata. Jej militarny cel: powiększenie skromniutkiego pasa wybrzeża w Palestynie należącego do krzyżowców. Franciszek dociera do ujścia Nilu i spotyka się z sułtanem al-Malik al- -Kāmilem. Chce podać rękę muzułmanom i zakończyć wojnę. Aż tak dalekosiężnych celów nie uda się zrealizować. Ale spotkanie przyczynia się do zawarcia rozejmu.

Franciszek chyba nie sądził, że zaledwie dwa lata po jego śmierci (zm. 3 października 1226 r.) Kościół, który tak silnie piętnował, wyniesie go na ołtarze. Zapewne nie spodziewał się też, że 800 lat później wartości, o które tak radykalnie kruszył kopię, nie stracą nic na aktualności. Nie tylko idea sprawiedliwości społecznej, bardziej lub mniej wiarygodnie obecna w programach partii politycznych, od prawa do lewa. W ostatnich daniach sztandar z „Biedaczyną z Asyżu”, jak go określiła potomność, mogliby rozwinąć lokatorzy w Hiszpanii – masowo demonstrujący przeciwko rentierom.

Braterski stosunek do natury i zwierząt czynią postać Franciszka wyjątkowo bliską. Zarówno dla wyznawców chrześcijańskiej etyki stworzenia, jak i miłośników duchowości naturalnej czy lewicujących ekologów. Z kolei fundamentalną krytykę Franciszka pierwszych przejawów wczesnego kapitalizmu można czytać politycznie. Tak też uczynił pierwszy papież o tym imieniu. W encyklice „Laudato si” (2015) na nowo wyśpiewał hymn Franciszkowy, który pobrzmiewa w szerokiej palecie od pieśni gregoriańskich po współczesny pop, od Oliviera Messiaena po Angelo Branduardiego. W encyklice „Laudato si” papież Franciszek „Pieśń słoneczną” uczynił głównym źródłem refleksji o odpowiedzialności i trosce o współczesny stan planety.