Można zapomnieć szczegóły fabuły „Małego Księcia” (1943), pomylić kolejność planet odwiedzanych przez tytułowego bohatera, lecz pozostają gdzieś głęboko w nas: róża, lis, studnia na pustyni i przekonanie, że najważniejsze rzeczy wymykają się pospiesznemu spojrzeniu. Kiedy po latach wracałem do tej niewielkiej książeczki, spostrzegałem ze zdumieniem, że zmieniała się razem ze mną. Jako chłopiec widziałem przygodę. Jako dorosły człowiek dostrzegałem samotność, odpowiedzialność, stratę i tęsknotę. Dzisiaj znajduję tam także gorzki bilans życia: pytanie, co naprawdę udało nam się ocalić z człowieka, którym kiedyś chcieliśmy zostać.