Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
W 1809 r. Senat Cesarski zamówił u malarza Antoine’a-Jeana Grosa obraz „Bitwa pod piramidami”, by ozdobić salę obrad. Dzieło, eksponowane obecnie w Pałacu Wersalskim, ukazuje legendarną chwilę, w której Bonaparte przemawiał do swoich wojsk: „Żołnierze! Ze szczytów tych piramid spogląda na was czterdzieści wieków!”
Chwilę później krzemowe ziarna zaczęły podskakiwać w marszowym rytmie. Do Gizy zbliżała się armia, której strażnik piramid nie potrafił rozpoznać. Blask odbijających poranne światło bagnetów oślepił kamiennego potwora. Nagle starożytna bestia, która niegdyś budziła trwogę tysięcy najśmielszych wojowników, sama struchlała. Na horyzoncie ujrzała bowiem jaśniejącą sylwetkę wodza jadącego na czele swych regimentów. Któż to jest? – zastanawiał się Sfinks. Nie miał głowy lwicy jak Sechmet. Nie był sokołogłowym Montu, ucieleśniającym niszczycielską siłę egipskich rydwanów. Nie miał brody Anhura i nie był demoniczny jak Set. Kim zatem był? Odczekał, aby ujrzeć go z bliska. Drobny mężczyzna o długich czarnych włosach i ostrych rysach twarzy, żółtej cerze naznaczonej problemami z żołądkiem i wycieńczającym marszem przez pustynię, podjechał na koniu do wystającej z piasku głowy kamiennego potwora. Bez trwogi spojrzał w oczy Sfinksa przenikliwymi, ciekawymi, hipnotyzującymi oczami, lśniącymi gorączkowym blaskiem, jaki jedynie ujrzeć można u geniusza lub szaleńca. Ten bezczelny śmiertelnik, który z nonszalancją i zuchwałością mierzył wzrokiem kamiennego kolosa, uzurpował sobie atrybuty boga wojny.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: