W „Etyce nikomachejskiej” Arystotelesa bestialstwo określone jest jako trwała dyspozycja upodabniająca człowieka do zwierzęcia; Arystoteles określa bestialstwo jako przekraczanie miary w nikczemności, ma ono występować rzadko, najczęściej wśród barbarzyńców. Grecki filozof uważał tak w IV wieku p.n.e.
Bestialstwo i okrucieństwo – nie wdając się w semantyczne niuanse – to synonimy. Otóż, jak widać w telewizji i internecie, na naszych oczach dokonuje się bestialstwo w najczystszej, wręcz modelowej postaci. Zjawisko to, ekstremalnie marginalne, zdarza się w każdym kraju i zdarzać się będzie w dającej się przewidzieć przyszłości. Ale żeby na skalę masową? We współczesnym cywilizowanym świecie? Właśnie tak. Ogromna połać kuli ziemskiej – Rosja – pochopnie została zaliczona do cywilizowanego świata. To państwo uciekające się do bestialstwa, oficjalnie dopuszczające się okrucieństwa niemieszczącego się w głowie człowieka będącego przy zdrowych zmysłach (patrz: zbrodnie rosyjskich sołdatów w Buczy i innych ukraińskich miejscowościach), państwo cynicznie zaprzeczające tej zbrodni i nazywające ją „inscenizacją” (Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych). Takie państwo nie należy do cywilizowanego świata, mimo że na jego terytorium funkcjonują bankomaty.