Nie wszyscy mieszkańcy Warszawy zdają sobie sprawę, że burzliwe losy stolicy Polski uczyniły jej historyczną część jedną wielką nekropolią. Pamięć o miejscach, w których w mniej lub bardziej dramatycznych okolicznościach spoczęli mieszkańcy miasta, często ulega zatarciu. Jedno z nich położone jest w samym centrum, na tyłach Teatru Roma. 25 marca przypadała dwusetna rocznica wydanego przez namiestnika Królestwa Polskiego, generała Józefa Zajączka, zakazu grzebania zmarłych na cmentarzu Świętokrzyskim. Nekropolia, która istniała wówczas zaledwie od 45 lat, dosłownie pękała już w szwach. Choć oficjalnie pochówki trwały tam jeszcze przez kolejną dekadę, aż do 1836 r., a ostateczna decyzja o likwidacji zapadła w roku 1859, teren ten przez ponad półtora wieku pozostawał niemym i zapomnianym świadkiem historii.
Dopiero niedawno, we wrześniu 2023 r., na terenie byłej nekropoli rozpoczęto pierwsze, w pełni kompleksowe badania archeologiczne. Zbiegły się one z planami budowy nowego Domu Parafialnego. Teren objęty był ochroną konserwatorską. Wpis do rejestru zabytków obejmował kościół św. św. Piotra i Pawła oraz historyczny teren przykościelny z zachowanym ogrodzeniem, stacjami drogi krzyżowej i zachowanych z fazy cmentarnej reliktów budynku kostnicy. Odrębny wcześniejszy wpis chronił kaplicę św. Barbary pochodzącą z czasów powstania cmentarza. Projekt obiektu parafialnego przeszedł więc pełną drogę uzgodnień konserwatorskich. To dało naukowcom unikalną szansę przeprowadzenia badań w obszarze przewidzianym do zagospodarowania. W efekcie, po 189 dniach intensywnych prac, Warszawa otrzymała wyjątkowo obszerną porcję wiedzy dla naukowców, ale też mnóstwo nowych i ciekawych faktów z jej burzliwej historii.
O tym, co kryją do niedawna zapomniane warstwy stratygraficzne XIX-wiecznej Warszawy, rozmawiam z archeologiem mgr. Igorem Tarłowskim oraz dr Hanną Mańkowską-Pliszką, antropolożką kierującą badaniami osteologicznymi.
Paweł Łepkowski: Teren dawnego cmentarza Świętokrzyskiego był wielokrotnie rozkopywany pod różnego typu inwestycje. W latach 80. XIX w. wybudowano tu kościół pw. św. Apostołów Piotra i Pawła oraz mauzoleum Przeździeckich, później kaplicę przedpogrzebową, przedłużenie ul. św. Barbary, a w latach 50. XX w. nowe skrzydło Operetki Warszawskiej. W latach 70. przez środek poprowadzono magistralę ciepłowniczą w szerokim wykopie. Dlaczego na profesjonalne badania archeologiczne tego terenu musieliśmy czekać aż do roku 2023?
Igor Tarłowski: To pytanie dotyka ewolucji archeologii. Brak nadzoru badawczego podczas stosunkowo niedawnych inwestycji, szczególnie tych z XIX w., wynika z tego, że w tamtym czasie spektrum zainteresowań archeologii było zupełnie inne niż dzisiaj. Eksploracja skupiała się głównie na starożytności, średniowieczu i numizmatyce. XIX-wieczny cmentarz traktowano po prostu jako plac budowy, a nie jako poligon eksploracji naukowej. W konsekwencji znaczna część terenu, obejmującego pierwotnie 15 500 m kw., została bezpowrotnie zniszczona przez te wspomniane inwestycje. Dlatego nasze badania, poprzedzające budowę Domu Parafialnego, są tak bezcenne. Pozwoliły one uratować dane naukowe z obszaru około 800 m kw., co jest tym ważniejsze, że inne warszawskie nekropolie z tego okresu, jak np. cmentarz przy dawnym Szpitalu Dzieciątka Jezus z 1754 r., czy otwarty w 1831 r. cmentarz na Koszykach, są dziś kompletnie zabudowane pierzejami kamienic lub gmachami Politechniki Warszawskiej i dla nauki pozostają bezpowrotnie stracone.
Jak w praktyce wyglądało przeprowadzenie tak ogromnej operacji badawczej w ciągu 189 dni w sercu tętniącego życiem miasta?
I.T.: Zaczynaliśmy od standardowego sondażu i nadzoru, ale widząc skalę nawarstwień, zgodnie z warunkami decyzji Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków zmieniliśmy tryb na pełne badania wykopaliskowe, które trwały do 29 marca 2024 r. Nasz 14-osobowy zespół musiał zmierzyć się z niezwykle trudnymi warunkami środowiskowymi. Eksploracja była utrudniona ze względu na występowanie ciężkich pokładów glin zwałowych oraz potężną dynamikę wód gruntowych. Depozyty cmentarne zalegały bardzo głęboko, dochodząc nawet do 2,5 metra poniżej obecnego poziomu gruntu. Co więcej, specyfika pracy ze szczątkami ludzkimi wymaga odpowiedniego szacunku i reżimu metodycznego, dlatego, a także ze względu na zmienną aurę zimowo-wiosenną, zdecydowaliśmy się prowadzić eksplorację pod dużymi ogrzewanymi namiotami.
Jak radziliście sobie z dokumentacją tak skomplikowanego układu stratygraficznego?
I.T.: Wdrożyliśmy rygorystyczny system inwentaryzacji. Z racji potrzeby dogłębnego rozpoznania struktury nekropolii dla każdego badanego odcinka wyróżnialiśmy od trzech do nawet sześciu planów dokumentacyjnych. Każdy etap był rejestrowany rysunkowo i fotograficznie; prowadziliśmy inwentarze obiektów, profili oraz zabytków masowych. Obejmowało to zdjęcia w planie i przekroju, niwelacje z oznaczeniem jednostek stratygraficznych, a finalnie plan zbiorczy stropów obiektów w skali 1:200 z uwzględnieniem ich chronologii. Na samym końcu, po odsłonięciu warstwy ziemnej wolnej od śladów działalności człowieka, czyli tzw. calca, dokumentowaliśmy profile odcinków i ostrożnie podejmowaliśmy luźne szczątki z profili.
Przejdźmy zatem do analizy laboratoryjnej. Pani doktor – tu liczby robią wrażenie: 12,5 tony kości to materiał badawczy, który trudno sobie wyobrazić laikowi.
Dr Hanna Mańkowska-Pliszka, antropolożka: Dokładnie 12 498 kilogramów depozytu kostnego. Zgodnie z wytycznymi konserwatorskimi od samego początku czuwałam nad prawidłowym podejmowaniem i zabezpieczaniem szczątków. Z tego ogromnego zbioru wyizolowaliśmy szczątki należące do co najmniej 4 242 osób. Biorąc pod uwagę fakt, że archeolodzy przebadali jedynie około jednej dwudziestej pierwotnej powierzchni cmentarza, uprawdopodobnia to doniesienia „Kuriera Warszawskiego” z 1823 r., który mówił o 100 tysiącach pochówków w tej nekropolii.
Jak to w ogóle możliwe, by na tak niewielkim obszarze pochować tak wiele ciał?
H.M.-P.: To efekt drastycznego przeludnienia cmentarza w dynamicznie rozwijającej się Warszawie XIX w. Przy zakładaniu cmentarza wytyczono kwatery na zaledwie 800 grobów. Prosta arytmetyka pokazuje, że na obszarze jednego pierwotnego grobu chowano średnio 125 osób! Tak intensywne użytkowanie, ciągłe wkopywanie się w starsze pochówki, doprowadziło do potężnego przemieszania się materiału elementów szkieletowych. Stąd odnajdowaliśmy liczne ossuaria, wypełniska z luźnymi rozproszonymi szczątkami, w których występowały liczne domieszki kostne – rozfragmentowane kości należące do różnych osób. Niemniej udało nam się przeprowadzić analizę biologiczną pozwalającą rozpoznać płeć i określić wiek 458 mężczyzn i 872 kobiet. Wśród szczątków kolejnych 502 osób nie zidentyfikowaliśmy płci, nie udało się przyporządkować grupy wiekowej ani cech osobniczych, morfologicznych.
Czy osteologia potrafi odpowiedzieć na pytanie, z jakimi problemami borykali się ci ludzie za życia? Co wyczytała pani z ich szkieletów?
H.M.-P.: Szczątki są swoistym archiwum ludzkiego życia, czasem traumatycznych przeżyć, w tym również zapisanego w kościach cierpienia. Zwróciliśmy uwagę na ogromną liczbę urazów mechanicznych w różnych fazach gojenia – wśród nich te zaleczone, z przebudową tkanki kostnej, jak i urazów, które mogły być bezpośrednią przyczyną śmierci. Widzimy też potężne koszty pracy fizycznej, które wskazują na środowisko życia tych osób. Zarejestrowaliśmy 40 przypadków zmian przeciążeniowych, gdzie urzeźbienie kości długich (w miejscach przyczepów mięśni) kończyn górnych mocno wykraczało poza średni standard dla ówczesnej populacji. Mamy też dowody na zużycie aparatu stomatognatycznego – w dwóch przypadkach zaobserwowaliśmy wyraźne żłobienia części powierzchni żującej zębów spowodowane permanentnym przytrzymywaniem w ustach sznura lub rzemienia, prawdopodobnie podczas wykonywania pracy rzemieślniczej.
Podobno szczególne zaskoczenie przyniosły analizy uzębienia w korelacji z wiekiem zmarłych.
H.M.-P.: Tak. Ku naszemu zdziwieniu zaobserwowaliśmy bardzo silne starcie koron zębów u osób młodych, których wiek potrafiliśmy dość precyzyjnie ocenić na podstawie innego indykatora biologicznego, czyli stopnia zarastania szwów czaszkowych. Oznacza to, że podstawa diety warszawiaków – wypiekane pieczywo – powstawała z mąki zawierającej zanieczyszczenia mineralne, co przyspieszało procesy abrazji. Odnotowaliśmy przy tym tylko 11 przypadków zaawansowanej próchnicy, a zatem udział cukru w diecie raczej nie był znaczący.
W swoim raporcie wspomina pani również o śladach działań medycznych.
H.M.-P.: Znaleźliśmy 19 przypadków, w których czaszki nosiły ślady działań autopsyjnych. Pokrywy czaszek były odcinane w bardzo charakterystyczny sposób, stosowany również współcześnie, co służyło badaniu mózgowia. To bezspornie dowodzi, że mamy do czynienia z pacjentami szpitalnymi. Tłumaczy to też niespodziewaną nadreprezentację szkieletów dziecięcych oraz młodych dorosłych. Po likwidacji nekropolii przy Szpitalu Dzieciątka Jezus cmentarz Świętokrzyski płynnie przejął rolę miejsca ostatniego spoczynku dla zmarłych pacjentów tej kliniki.
Wróćmy do artefaktów. Z pewnością przy takiej liczbie pochowanych ta ziemia musiała zawierać liczne materialne świadectwa ich życia i śmierci.
I.T.: Równolegle do prac terenowych prowadziliśmy inwentaryzację i konserwację. Natrafiliśmy na materiał obejmujący 311 jednostek inwentarzowych. Są to w dużej mierze przedmioty osobiste: drobna biżuteria i dewocjonalia, przedmioty kultu religijnego. Co ciekawe, w tej nielicznej grupie ozdób większość stanowią krzyżyki prawosławne. Oznacza to, że cmentarz służył jako miejsce pochówku dla wojskowych lazaretów, bez zważania na wyznanie zmarłych żołnierzy. Niewykluczone jest również, że w tych zbiorowych mogiłach, obok rodaków poległych podczas obrony Warszawy w dobie powstania listopadowego, spoczywają także ciała poległych Rosjan. Ponadto odnaleźliśmy: fragmenty szkła, ceramiki, monety oraz elementy infrastruktury samego cmentarza. Zaskoczeniem może być znikoma ilość pozostałości nagrobków – w całym rozległym wykopie znaleźliśmy zaledwie fragmenty trzech płyt nagrobnych oraz kilka elementów architektonicznych, takich jak baza i kapitel kolumny.
Z czego wynikał ten brak elementów sepulkralnych? Przecież elity również musiały gdzieś spoczywać.
I.T.: Cmentarz Świętokrzyski to nie były Powązki. Nie miał tak wyjątkowej architektury grobowej. Po zamknięciu w 1836 r. rozpoczął się okres jego szybkiej, wręcz dramatycznej destrukcji. W 1858 r. historyk Warszawy Kazimierz Władysław Wójcicki opisał to miejsce jako „krajobraz po trzęsieniu ziemi”, gdzie z zawalonych katakumb i rozszarpanych grobów sterczały spróchniałe trumny, zardzewiałe blachy i nagie czaszki. Złodzieje masowo wykradali marmurowe tablice pod osłoną nocy. Późniejsze oficjalne ekshumacje z lat 1859–1860 zapewne dotyczyły tylko bogatszych rodzin, których członków pochowano w katakumbach. Stanowiły one niewielki odsetek wszystkich pochówków. Znalezione przez nas nieliczne ocalałe epitafia pochodziły głównie z tych „katakumb”, czyli kolumbariów, które zawaliły się samoistnie między 1845 a 1851 rokiem.
W ocaleniu części pamięci o tym miejscu pomogli kolejarze.
I.T.: Zgadza się. W 1865 r. właściwe prace porządkowe na terenie zrujnowanej nekropolii wykonali rzemieślnicy Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej pod kierunkiem majstra Hipolita Świderskiego. Jak pisał „Tygodnik Ilustrowany” w 1885 r., to oni powodowani „uczuciem religijnem” rozebrali grożące zawaleniem katakumby, zebrali ciała do jednej mogiły, a szczątki tablic grobowych wmurowali w parkan. Niewielu warszawiaków wie, że część tego muru przetrwała wewnątrz dzisiejszego budynku Teatru Roma, gdzie nadal można podziwiać kilka oryginalnych epitafiów. Ci sami rzemieślnicy odnowili z własnych składek dawny kościółek, ufundowali ołtarze, zniwelowali teren zapadłych grobów, co zresztą doskonale widać w zarejestrowanej przez nas stratygrafii wykopów. Stworzyli też żelazną bramę, która zachowała się i do dziś stoi w ogrodach przykościelnych.
Pamięć o przeszłości to nie tylko nauka, ale i obowiązek wobec zmarłych. Co stało się ze szczątkami tysięcy osób, których szczątki państwo przebadali?
H.M.-P.: To dla nas zawsze niezwykle ważny moment, kończący proces badawczy. Zgodnie z warunkami postawionymi przez Konserwatora Zabytków oraz dawnym obyczajem po dokonaniu wszystkich analiz osteologicznych i antropometrycznych szczątki ludzkie zostały godnie pochowane. Zabezpieczony w specjalnych skrzynkach materiał kostny przewieziono specjalistycznym transportem na cmentarz w warszawskich Gołąbkach. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 28 czerwca 2024 r., poprzedzone mszą świętą przed symboliczną urną w kościele św. św. Piotra i Pawła, którą celebrował ksiądz kanonik Tomasz Zaperty, proboszcz parafii Św. Barbary w Warszawie.
Czy ta uroczystość zamknęła historię cmentarza Świętokrzyskiego?
I.T.: Ona jest raczej wprowadzeniem w nowy etap badawczy. Otwieramy długą listę nowych pytań. Pamiętajmy, że badaliśmy tylko mały wycinek. Prace w rejonie dawnych katakumb czy w innych sektorach niewątpliwie pokazałyby nam zupełnie inną strukturę społeczną pochowanej tam populacji, zapewne bogatszą w artefakty, co mogłoby umożliwić imienną identyfikację elit ówczesnej Warszawy. Informacje, które dotychczas zabezpieczyliśmy to głos biedoty, zwykłych żołnierzy i pacjentów szpitalnych.
Dziękuję za rozmowę.