Reklama

Ukarać za zbrodnie z obozu Stutthof

Pion śledczy IPN podejmuje śledztwo w sprawie niemieckich zbrodni w obozie koncentracyjnym Stutthof. Żyją jeszcze służący wówczas w SS wartownicy.

Aktualizacja: 26.02.2018 21:28 Publikacja: 25.02.2018 17:26

Stutthof, Brama śmierci

Stutthof, Brama śmierci

Foto: Wikimedia Commons, GNU Licencja Wolnej Dokumentacji, w wersji 1.2 lub nowszej

Jesienią 2017 roku prokuratura z niemieckiego Dortmundu wniosła do sądu oskarżenie wobec dwóch byłych SS-manów, wartowników obozu koncentracyjnego w Stutthof.

O udział w zbrodniach zostali oskarżeni 94-letni dr Johann Rehbogen oraz 93-letni Harry Paul Fritz Schulz. Pierwszy z nich służył w obozie od 7 czerwca 1942 r. do 1 września 1944 r., a drugi od 28 czerwca do 31 sierpnia 1944 roku. Obydwaj zostali oskarżeni o udział w masowych morderstwach więźniów. Podejrzani są m.in. o skierowanie 100 polskich więźniów do komory gazowej, zabójstwo radzieckich jeńców wojennych, a także eksterminację Żydów.

Z amerykańskiej gazety „Star Tribune" wynika, że byłego wartownika Rehbogena pomogła zidentyfikować żyjąca w St. Park w USA 88-letnia Judy Meisel, była więźniarka Stutthof. Matka Judy Meisel zginęła w tym obozie. Ona sama do dzisiaj pamięta, jak Rehbogen drwił i bił więźniów. Jej zeznania zebrali niemieccy prokuratorzy, którzy współpracowali z FBI. Dotarli także do innych świadków. Prokurator z Dortmundu powiedział Associated Press, że obaj mężczyźni zaprzeczają, że wiedzą cokolwiek o zabójstwach w obozie.

W tej sprawie pomocy prawnej udzielił także IPN w Gdańsku. Z informacji, które otrzymaliśmy od Roberta Janickiego, rzecznika pionu śledczego IPN w Warszawie, wynika, że jesienią 2016 r. i wiosną 2017 r. w Polsce przebywał niemiecki prokurator oraz funkcjonariusze niemieckiej policji kryminalnej z Nadrenii-Westfalii. Przeprowadzili oni m.in. oględziny na terenie obozu, a także zabezpieczyli niektóre dokumenty. – Na ich wniosek przeprowadziliśmy kwerendy, a kserokopie dokumentów zostały wysłane do Niemiec – mówi nam Robert Janicki. Dodaje, że w śledztwie dotyczącym Johanna R. pion śledczy wskazał jeszcze trzech żyjących świadków.

Teraz oddział gdański pionu śledczego IPN podjął własne śledztwo w sprawie zbrodni w obozie Stutthof.

Reklama
Reklama

– Postępowanie to zostało zawieszone w maju 1977 r. przez ówczesną okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich – dodaje prokurator Janicki.

Prokurator chce ustalić innych żyjących sprawców przestępstw, aby pociągnąć ich do odpowiedzialności karnej. Śledczy opisują, że zbrodnie polegały „na zabójstwach i eksterminacji osób spośród ludności cywilnej narodowości polskiej i innych narodowości oraz jeńców wojennych". W tym miejscu śmierć poniosło nie mniej niż 63 tys. osób, a „pozbawiono wolności ze szczególnym udręczeniem i poddano okrutnemu i nieludzkiemu traktowaniu nie mniej niż 110 tys. osób". Pochodzili oni z 28 krajów.

Obóz Stutthof na Żuławach Wiślanych działał od 2 września 1939 r. do maja 1945 r., kiedy został wyzwolony przez Armię Czerwoną. Początkowo przebywali w nim Polacy z Pomorza. Od 1942 r. także z innych regionów okupowanej Polski, w tym Żydzi. W styczniu 1945 r. Niemcy rozpoczęli pieszą ewakuację części więźniów. Wielu z powodu wycieńczenia i mrozu zmarło w drodze. Przez obóz ten przewinęło się 2 tys. członków załogi. Po wojnie odbyło się kilka procesów przeciwko nim. Zapadły m.in. wyroki śmierci. Skazanych zostało 72 członków SS i sześć nadzorczyń.

Jesienią poprzedniego roku pion śledczy IPN zakończył śledztwo w sprawie eksperymentów medycznych w tym obozie.

Historia
Agentka, której ufał Canaris. Niezwykła historia Haliny Szymańskiej
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Historia
Skafandry, które zmieniły świat. Nowy skarb trafił do polskiego muzeum
Historia
Ministerstwo kultury nie chce kolejnego muzeum o zbrodni pomorskiej
Historia
Artefakty z Auschwitz znów na aukcji w Niemczech. Polski rząd tym razem nie reaguje
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama