Reklama

Niemcy zapłacą za ludobójstwo w Afryce

Berlin nie neguje już zasadności odszkodowań dla Namibii. Ich wysokość jest jednak przedmiotem negocjacji.

Aktualizacja: 30.03.2018 17:10 Publikacja: 28.03.2018 18:50

Grupa Herero w niemieckiej niewoli w czasie wojny zakończonej pierwszym w nowożytnej historii ludobó

Grupa Herero w niemieckiej niewoli w czasie wojny zakończonej pierwszym w nowożytnej historii ludobójstwem.

Foto: AFP

Oczekiwania Namibii są wyższe niż to, co Niemcy są w stanie przeznaczyć na ten cel – twierdzi Ruprecht Polenz, pełnomocnik niemieckiego rządu prowadzący negocjacje z Namibią. Chodzi o odszkodowania za dokonane ponad 100 lat temu akty ludobójstwa na ludach Herero i Nama w byłej Afryce Południowo-Zachodniej, niemieckiej kolonii w czasach cesarstwa.

Korpus ekspedycyjny wymordował tam w latach 1904–1908 ok. 80 tys. członków Herero i Nama. W najbliższym czasie rozpoczyna się kolejna runda trwających już trzy lata negocjacji i nic nie wskazuje na zbliżenie stanowisk w sprawie wysokości odszkodowań.

To nie reparacje

Nie wiadomo, ile Niemcy oferują tytułem odszkodowania za zbrodnię ludobójstwa sprzed ponad wieku. Nie wiadomo też, jakie są żądania rządu w Windhuku.

– Rząd Namibii konsekwentnie milczy na ten temat. Są oczywiście w prasie spekulacje, ale nie nie wiadomo, czy można je traktować poważnie – mówi „Rzeczpospolitej" Stefan Fischer, redaktor naczelny niemieckojęzycznej „Allgemeine Zeitung" wydawanej w Windhuku. Zaniepokojony  brakiem postępów w rozmowach rząd namibijski już w ubiegłym roku groził złożeniem pozwu do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze opiewającym na 30 mld euro. Tak przynajmniej pisał „The Namibian", powołując się na koła rządowe. Informacje te wywołały szok w Niemczech. Podkreślano, że jest to suma niemal trzykrotnie wyższa od PKB kraju liczącego 2,1 mln mieszkańców. Jeszcze kilka lat temu, gdy Berlin odmawiał wszelkich dyskusji na temat odszkodowań w Namibii, mówiono o sumach siegających 2 mld euro.

Na takich warunkach udałoby się zapewne dojść do porozumienia.

Reklama
Reklama

Ale wtedy w Niemczech nikomu nie przechodziło prze gardło słowo „Genozid", czyli ludobójstwo. Niemcy bali się, że uznanie odpowiedzialności za ludobójstwo w dalekiej Afryce otworzy drogę dla żądań odszkodowawczych za podobne zbrodnie dokonane w Europie w czasie II wojny światowej. Nie tylko w Polsce, gdzie o tym myślano, ale w Grecji czy Włoszech, gdzie od lat trwają procesy z powództwa cywilnego przeciwko państwu niemieckiemu. Niemcy powołują się niezmiennie na prawo międzynarodowe wyłączające odpowiedzialność państwa wobec pozwów obywateli innych państw.

Berlin nie ma już nic przeciwko opisywaniu wydarzeń w swej kolonii jako ludobójstwa, lecz podkreśla, że nie oznacza to uznania jakichkolwiek żądań reparacji.

Tymczasem od roku w jednym z sądów w Nowym Jorku potomkowie ofiar niemieckiego kolonializmu złożyli pozew zbiorowy, domagając się nawet 50 mld dolarów odszkodowań oraz przyznania prawa do udziału w niemiecko-namibijskich negocjacjach.

Indie w Afryce

Po zajęciu Afryki Południowo-Zachodniej w 1884 roku wszystko układało się po myśli Berlina. Było to jedyne miejsce w Afryce uznane za dogodne do osiedlania się niemieckich kolonistów. Tubylców nie traktowano jak ludzi i starano się przekształcić ich w niewolników. Ogromne obszary ziemi nabywano na podstawie sfałszowanych aktów sprzedaży. Doprowadziło to po 20 latach do zorganizowanego ruchu oporu. Wojownicy Herero i Nama opanowali zagarnięte ziemie, a Niemcom udało się schronić w nielicznych punktach bronionych przez armię. Wielu kolonizatorów zginęło.

Prestiżowemu niemieckiemu projektowi kolonizacyjnemu, nazywanemu Indiami w Afryce, groziła całkowita klapa. W Berlinie podjęto więc decyzję wysłania korpusu ekspedycyjnego pod dowództwem generała Lothara von Trothy. Jeszcze przed wyruszeniem do Afryki obiecywał, że utopi zbuntowane plemiona w „potokach krwi". Takie miał zresztą zadanie w postaci złamania za wszelką cenę oporu tubylców. Miała to więc być wojna ludobójcza. Każdy opór karano rozstrzelaniem.

Generałowi nie udało się jednak w 1904 roku okrążyć wycofującego się ludu Herero. Pochód złożony z tysięcy ludzi wycofał się na pustynię Omaheke. Niemieccy żołnierze opanowali jednak wszystkie źródła wody. Zbliżenie się do nich przez Herero groziło śmiercią. – Każdy Herero,  uzbrojony czy nie, z bydłem czy bez, zostanie  w granicach Niemiec rozstrzelany. Nie biorę jeńców kobiet i dzieci. Zostaną odprawieni do swego ludu lub rozkażę do nich strzelać – zapowiadał gen. von Trotha.

Reklama
Reklama

Z Windhuku do Auschwitz

Dzisiejsze niemieckie źródła podają, że w takich warunkach straciło życie 80 proc. plemienia Herero oraz 50 proc. Nama. W sumie 80 tys. osób. Część nie przeżyła zmuszona do pracy w Konzentrationslagern, czyli w pierwszych obozach koncentracyjnych, tak już wtedy nazwanych. Kilka lat wcześniej Anglicy organizowali „concentration camps" dla kobiet i dzieci w czasie II wojny burskiej. Wydarzenia w dzisiejszej Namibii uchodzą jednak za pierwsze ludobójstwo ubiegłego wieku, o czym pisze historyk Jürgen Zimmerer w wydanej kilka lat temu książce: „Von Windhuk nach Auschwitz? Beiträge zum Verhältnis von Kolonialismus und Holocaust"(Z Windhuku do Auschwitz? Przyczynki do relacji pomiędzy kolonializmem i Holokaustem).

Nikt nie kwestionuje faktów. W Windhuku rośnie zaniepokojenie brakiem postępu w negocjacjach. Podkreśla się, że w umowie koalicyjnej CDU/CSU i SPD o Afryce mowa jest 28 razy, ale ani razu nie pada nazwa Namibia.

Historia
Agentka, której ufał Canaris. Niezwykła historia Haliny Szymańskiej
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Historia
Skafandry, które zmieniły świat. Nowy skarb trafił do polskiego muzeum
Historia
Ministerstwo kultury nie chce kolejnego muzeum o zbrodni pomorskiej
Historia
Artefakty z Auschwitz znów na aukcji w Niemczech. Polski rząd tym razem nie reaguje
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama