Nie ma doskonalszego, bardziej plastycznego i metaforycznego ukazania aktu stworzenia człowieka przez Boga niż namalowany w 1511 roku przez Michała Anioła Buonarrotiego fresk na sklepieniu tej świątyni. Nie ma też doskonalszego przedstawienia względności upływu czasu.
Czy komukolwiek lepiej udało się ukazać oblicze Boga Ojca? Najwspanialszy architekt świata jest tu zarazem sędziwy i piękny, dostojny, choć targany wielką namiętnością, przedwieczny, choć tak bardzo ludzki w swej fizjonomii, eteryczny, choć muskularny niczym olimpionik. Jak rzymski Jowisz, a przed nim grecki Zeus, chrześcijański Bóg Ojciec ukazany jest jako potężny mężczyzna, choć jednocześnie zdaje się lżejszy od powietrza, uwolniony od krępujących praw natury, unoszony przez gromadę zatrwożonych kreacją człowieka cherubów i naprężony niczym najnamiętniejszy kochanek, kiedy w ostatniej odsłonie miłosnego aktu przekazuje pierwszemu człowiekowi tchnienie życia.