W 1934 roku nakładem Ferdynanda Hoesicka ukazać się miał poemat „Piłsudski” Anatola Sterna. Najprawdopodobniej po konfiskacie skład został rozsypany, w archiwum poety zachował się egzemplarz odbitki szczotkowej z podkreśleniami fragmentów, zdaniem cenzora, niedopuszczalnych. Poemat drukiem ukazał się dopiero po 22 latach.
Utwór miał charakter rozrachunkowy, pisany był z pozycji wybitnie lewicowych, a odwoływał się do socjalistycznej, rewolucyjnej przeszłości Piłsudskiego:
[i]I dziś, jak wpierw,
gdy imię jego wszędzie lśni
i jego surowa męska twarz
wśród elektrycznych ogni na
kształt zwidu –
tęsknota żre mnie niby czerw,
za Piłsudskim wczorajszych,
bliskich dni –
za wnukiem Mickiewiczów
i Norwidów.
I gdy ulica
wita go wichrem, gwałtem,
krzykiem,
w którym alkohol jest jak w
mocnym winie –
widzę go wciąż
schylonego nad mokrą płachtą
„Robotnika”
w jakiejś wilgotnej, ciemnej
suterynie.[/i]
Anatol Stern (1899 – 1968), współtwórca polskiego futuryzmu, przeciwstawił w poemacie Polskę ciężko pracujących robotników, „Polskę niepiśmienną, ciemną i głuchą”, „chłopów, mieszkających z bydlętami pospołu” – „upierścienionemu bydłu żłopiącemu czekoladę w Brystolu lub u Lursa”, „milionom wyzyskiwaczy, obrosłych tłuszczem” i stawiał dramatyczne pytanie: „Tyżeś to Polsko”?
W strofy „Piłsudskiego” wprowadził poeta postać bohatera „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego Cezarego Baryki, który po przewrocie w 1926 roku, „gdy w maju staliśmy tuż za barykadą,/ – leżały ławki z całych Alej, rząd narożnych skrzyni –/ przejeżdżał Wódz, adiutanci za nim z twarzą bladą/ – Piłsudski! – zawołał – Polska!/ – My już na zawsze zostaniem przy niej... przy nim”.
Z całą pewnością nie był ten wiersz wymierzony w osobę Marszałka. Nie agitowałby przecież Stern:
[i]Przyjaciele!
On znów będzie z wami!
On nie będzie z nimi!
Ani z magnatami, ani tez
z klech zgrają!
Wielki romantyk nie poprowadzi
tej kapeli,
w której świętoszkowie pierwsze
skrzypce grają.
Wbrew faktom
on będzie z wami!
on, którego marzenie
było, jak piersi milionów
rozsadzających dynamit.[/i]
W końcowej części poematu autor nawiązywał do zabójstwa prezydenta Narutowicza i wysuwał oskarżenia wobec obozu narodowego. Konstatacja brzmiała ponuro:
[i]Nie widzę Polski,
widzę dręczycieli
i widzę pokrzywdzonych.
Widzę hrabskie mordy w
fotelach,
episjerów, ofiarujących krajowi
„wszystkie swe siły” –
i widzę tłumy kalek i tłumy bez
pracy –
zdychające z głodu miliony.
Ach, czy nie czas,
czy nie czas,
aby się role nareszcie
zmieniły?![/i]
Te „zdychające z głodu” miliony czekały – jak dowiadujemy się – „na głos” Piłsudskiego, w finale więc Stern apelował:
[i]Na lewo, wodzu Polski!
Jeśli chcesz razem z Polską pracy iść –
Na lewo![/i]