Takim właśnie wagonem, wygodnie, na pluszowych siedzeniach, moja mama jedzie do Auschwitz! Ominęła ją szczęśliwie podróż w bydlęcych wagonach, o których pewnie słyszała. I jeszcze dostanie na drogę pół bochenka chleba i kostkę margaryny! Chleb zje, co prawda, zaraz na początku podróży, więc pewno wkrótce znowu będzie głodna, ale dobre i to. Zresztą mama i jej towarzyszki, harcerki Szarych Szeregów i łączniczki AK, nie wiedzą, dokąd jadą – to jest taka „wywózka w ciemno”: „radość z podróży w znośnych warunkach mieszała tylko obawa: dokąd jedziemy i co nas czeka?...”.