Prokuratura Rejonowa Poznań–Grunwald postawiła zarzuty dwóm osobom w sprawie buławy marszałkowskiej, której posiadanie przypisywano hetmanowi Janowi Klemensowi Branickiemu. Obiekt został zatrzymany na poczet prowadzonego śledztwa.
Z informacji przekazanej nam przez Łukasza Wawrzyniaka, rzecznika Prokuratury Okręgowej w Poznaniu wynika, że Maciejowi D.-D. poznańskiemu kolekcjonerowi starej broni postawiono zarzut nieumyślnego paserstwa mienia znacznej wartości, a Kacprowi K. zarzut przywłaszczenia cudzej rzeczy o znacznej wartości – to on sprzedał buławę D.-D.
– Postępowanie w dalszym ciągu toczy się i analizowane są wnioski dowodowe złożone przez podejrzanych. W związku z tym nie jest aktualnie możliwe zakreślenie terminu zakończenia postępowania – dodaje prokurator Wawrzyniak.
W 2025 r. ujawniliśmy w „Rzeczpospolitej”, że prokuratura „aresztowała” buławę, która mogła należeć do znanego hetmana. Znajduje się ona obecnie w magazynie Muzeum Narodowego w Poznaniu.
Czytaj więcej
Zaginiona w czasie II wojny światowej buława hetmana Klemensa Branickiego, rangą porównywalna do Szczerbca, miecza koronacyjnego królów Polski, leż...
Biegli, którzy przeprowadzili oględziny na zlecenie prokuratury, oszacowali jej wartość na 3 mln zł. – Rangą porównywalna jest ona do Szczerbca – mówił nam wówczas prokurator Marek Piegat z Prokuratury Rejonowej Poznań–Grunwald, który prowadzi postępowanie.
Stwierdził, że buława hetmańska pochodząca z kolekcji Ordynacji Krasińskich i znajduje się w bazie strat wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Od zbrojowni Krasińskich do amerykańskiej szopy pod Chemnitz
Odtworzyliśmy losy tego artefaktu. Do wybuchu wojny znajdował się on prawdopodobnie w zbrojowni Ordynacji Krasińskich w Warszawie. W listopadzie 1940 r. część jej zbiorów została przeniesiona do budynku Muzeum Narodowego w Warszawie, gdzie Niemcy urządzili składnicę zabytków pochodzących z innych muzeów.
Po upadku powstania warszawskiego zbiory, których dotychczas nie rozkradli niemieccy żołnierze, zostały zapakowane w skrzynie i wywiezione do III Rzeszy. W kwietniu 1945 r. żołnierze amerykańskiej dywizji pancernej znaleźli 19 skrzyń z artefaktami z tej kolekcji w szopie nieopodal Chemnitz w Saksonii. Przedmioty zostały przekazane do Neapolu, gdzie miało siedzibę Muzeum Polowe 2 Korpusu gen. Władysława Andersa. Jesienią 1946 r. przeniesiono je do Wielkiej Brytanii. W latach 60. XX wieku zostały przekazane do Instytutu Polskiego i Muzeum gen. Sikorskiego w Londynie.
Jak buława trafiła do Polski
Jakie były losy tego zabytku? Buławę miał nabyć od Krasińskich dziadek Kacpra K., który był oficerem Wojska Polskiego i kolekcjonerem poloników, a także prowadził antykwariaty w Londynie, Paryżu i Buenos Aires. Miał ją kupić w latach 40. lub 50. XX wieku w Londynie. Przewiózł buławę następnie do Argentyny. Trafiła ona do rodzinnej kolekcji. – Po śmierci dziadka w 1990 r. w wyniku decyzji rodzinnych buława trafiła do synowej Karola Orłowskiego, Danili Pallavicino-Orłowskiej, która podarowała buławę mnie – opisuje nam Kacper K. Kilkanaście lat temu przywiózł on ten obiekt do Polski.
Czytaj więcej
Marszałek Czarzasty kupił za pieniądze Sejmu portret idola Lewicy. Obraz Witkacego przedstawiający Ignacego Daszyńskiego kosztował ok. 276 tys. zł....
Z przekazów rodzinnych K. wynika, że buława mogła pochodzić z obszaru dzisiejszej Ukrainy i stanowić własność rosyjskiego lub ukraińskiego dowódcy lub urzędnika, w którego rejonie rodzina K. miała swoje majątki. Nie traktowali jej jako zabytek o szczególnej wartości materialnej. Jednak rzeczoznawca kilka lat temu oszacował jej wartość na ok. 100 tys. zł. Została ona sprzedana kolekcjonerowi Maciejowi D.-D. O zabytku tym dowiedziało się Ministerstwo Kultury i przekazało informację policji. Funkcjonariusze zabrali ją kolekcjonerowi.
Gosiewski, Radziwiłł czy Branicki? Spór biegłych
Dlaczego śledczy przypisują ją Janowi Klemensowi Branickiemu? – Na początku postępowania Skarb Państwa stał na stanowisku, że buława miała należeć do hetmana polnego Wincentego Korwina Gosiewskiego lub Janusza Radziwiłła – mówi nam mecenas Maciej Obrębski, pełnomocnik K. Do hetmana Branickiego przypisał ją dopiero jeden z biegłych, który wskazał, że „buława mogła należeć do hetmana wielkiego koronnego Jana Klemensa Branickiego”, zaś jego żona „mogła (...) po śmierci męża w 1771 r. posiadaną przez niego buławę przekazać monarsze”, czyli królowi Stanisławowi Poniatowskiemu. Wskazał, że „taką hipotezę zdaje się potwierdzać portret hetmana Branickiego autorstwa Augustyna Mirysa”. Inni biegli jednak zakwestionowali takie wskazanie, ale to właśnie wspomniany specjalista oszacował jej wartość na 3 mln zł.
– Brak ustalenia jej proweniencji uniemożliwia de facto uznanie tej buławy za rzecz posiadającą szczególne znaczenie dla kultury – wskazuje tymczasem mecenas Obrębski.
Czytaj więcej
Ministerstwo kultury przegrało w sądzie bój o pastelę autorstwa Stanisława Wyspiańskiego przedstawiającą portret Ireny i Ludwika Solskich. Chciało...
Zapytaliśmy prokuraturę, czy ma niezbitą pewność, że buława należała do Branickiego i czy mogła znajdować się na początku lat 50. XX wieku w Londynie? Prokurator Wawrzyniak odpowiedział „Rzeczpospolitej”, że nasze pytania „odnoszą się do zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego i jego oceny przez organy procesowe”. – W związku z powyższym z uwagi na trwające postępowanie przygotowawcze na obecnym etapie informacja na ten temat nie będzie udzielana do czasu zakończenia postępowania – stwierdził.
Aukcje Christie’s: 1750 funtów za polskie, 747 tys. dol. za indyjską
Wątpliwości budzi też wycena wartości buławy przeprowadzona przez powołanych przez prokuraturę rzeczoznawców. Z analizy cen, za jakie były sprzedawane one w ostatnich latach na aukcjach m.in. w Domu Aukcyjnym Christie's wynika, że ich ceny oscylowały od 500 do 1750 funtów szterlingów – za buławy polskie, do 21 250 funtów za te pochodzące z innych państw.
Wyjątek stanowiła indyjska buława z XVII wieku bogato zdobiona z osadzonym na zwieńczeniu dużym diamentem o szlifie mongolskim oraz wysadzana rubinami i szmaragdami. Została ona wylicytowana w Christie's w lipcu 2019 r. za 747 tys. dol.
Katalog strat to tylko informatyczna baza?
Śledczy swój zarzut oparł m.in. na stwierdzeniu, że buława była wpisana do katalogu strat wojennych, który prowadzi Ministerstwo Kultury.
W „Rzeczpospolitej” ujawniliśmy, że nie jest on jednak oparty na konkretnej podstawie prawnej i nie jest rejestrem urzędowym. Jest to tylko informatyczna baza danych umownie określana „bazą strat wojennych”. Przyznał to rzecznik prasowy resortu kultury Piotr Jędrzejowski.
– Nie pełni roli rejestru dzieł sztuki o uregulowanym lub nieuregulowanym statusie własnościowym – odpowiedział „Rzeczpospolitej”. Zwrócił jednak uwagę, że taka baza może pomóc osobom zainteresowanym nabywaniem zabytkowych dzieł sztuki w uniknięciu związanego z tym ryzyka. – Dostęp do internetowego katalogu strat wojennych jest otwarty. Jeśli chodzi o informacje zebrane w samej bazie strat wojennych, to każda zainteresowana osoba może zwrócić się do Wydziału ds. Restytucji Dóbr Kultury Departamentu Dziedzictwa Kulturowego MKiDN z zapytaniem o informacje na temat konkretnego obiektu – tłumaczył.
Czytaj więcej
Mój dziadek mawiał, że „od Branickich wymaga się podwójnie”, właśnie ze względu na winy hetmana - mówi Mikołaj Wolski, wnuk ostatniego właściciela...
– Nie ma żadnych reguł określających procedurę weryfikacji przed dodaniem do niej (listy – red.) dzieła sztuki, nie wspominając już o zasadach wykreślenia – opisuje ten katalog mecenas Obrębski. – Ministerstwo Kultury wskazuje, że rejestracja obiektów następuje na podstawie dobrowolnych zgłoszeń zarówno instytucji publicznych, związków wyznaniowych, jak i osób prywatnych, a gromadzone informacje weryfikowane są jedynie w podstawowym zakresie – dodaje. Wskazuje, że „proweniencja w tymże rejestrze ustalona jest wyłącznie wybiórczo, a w historii obiektu występują ogromne luki, których nie sposób wypełnić domniemaniami”.
– Zdarza się, że ujawnione w tym rejestrze rzeczy wcale nie są zagubione, lecz znajdują się w posiadaniu osób, które nie mają podstaw przypuszczać, iż nabyły je w sposób nieuprawniony – mówi nam Maciej Obrębski.
Przypomnijmy, że obecnie istnieje Krajowy Wykaz zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem, który prowadzi Generalny Konserwator Zabytków. Tyle że gromadzi on informacje o kradzieżach zabytków od lat 70. XX wieku. W bazie tej zarejestrowanych jest ponad 12 tys. zabytków, w tym 10 tys. skradzionych. W latach 2018-2025 istniał odrębny Krajowy Rejestr Utraconych Dóbr Kultury (KRUDK), ale nie znalazł się w nim żaden wpis i ma zostać on zlikwidowany.
Maciej D.-D., któremu prokurator postawił zarzuty, mówi „Rzeczpospolitej”, że byłby gotowy iść na kompromis – albo sprzedać buławę do polskiego muzeum, albo przekazać ją w depozyt.