Prof. Grzegorz Hryciuk
Prof. Grzegorz Hryciuk. W 2024 r. jego książka „Przesiedleńcy. Wielka epopeja Polaków 1944-1946” została uznana przez Kapitułę Nagrody Pileckiego za najlepszą pozycję na temat polskiego doświadczenia konfrontacji z dwoma totalitaryzmami w XX wieku.
Jakie było podłoże nienawiści narodowościowej z 1943 r. na terenach Wołynia i wschodniej Galicji?
Musimy się cofnąć do XIX wieku. Wołyń był traktowany przez zamieszkujących go Polaków i Ukraińców jako ich mała ojczyzna. Był to teren pogranicza etnicznego. Na przełomie XIX i XX wieku zderzyły się z sobą dwa projekty narodowe, których celem było budowanie własnej państwowości. Powstał konflikt, który miał podłoże polityczne. Trzeba przyznać, że wówczas ukraińska świadomość narodowa rodziła się na tych ziemiach w opozycji do nowoczesnej idei powstania polskiego państwa narodowego. Na to nakładały się konflikty społeczne wynikające z tego, że tereny te zamieszkiwali nie tylko polscy chłopi, ale też ziemianie, którzy byli właścicielami wielkich majątków rolnych. Stanowiły one swoisty obiekt pożądania dla przeludnionej wsi ukraińskiej.
Dla porządku dodam, że gdy mówimy o konflikcie etnicznym przenosimy go na cały Wołyń, tymczasem obejmował on przede wszystkim zachodnią część tego regionu. Wołyń, którego historyczną stolicą jest Żytomierz, zarówno przed, jak i po I wojnie światowej był miejscem, gdzie Polacy i Ukraińcy egzystowali w pewnej harmonii.
Czy paliwem do rozwoju antypolskich nastrojów była przymusowa asymilacja prowadzona przez władze II Rzeczpospolitą przed II wojną światową w tym, na co wskazują ukraińscy historycy, np. z likwidacja niektórych cerkwi grekokatolickich?
Na Wołyniu do 1938 r. starano się realizować specjalny model polityki wobec Ukraińców, który odwoływał się do koncepcji asymilacji państwowej – koncesji w dziedzinie szkolnictwa, kultury czy religii dla społeczności ukraińskiej w zamian za jej pełną lojalność wobec państwowości polskiej. Realizował ją ówczesny wojewoda wołyński, współpracownik Józefa Piłsudskiego, Henryk Józewski. Jednak po śmierci Piłsudskiego, w trakcie postępującej dekompozycji obozu sanacyjnego, w obliczu wzrastającego zagrożenia wojennego ze strony Związku Radzieckiego i III Rzeszy, coraz szybciej od niej odchodzono. Zastąpiła ją koncepcja wewnętrznej konsolidacji forsowana przez polityków z kręgów wojskowych skupionych wokół marszałka Rydza-Śmigłego. To zaś skutkowało podejmowaniem dość radykalnych kroków w polityce narodowościowej. Celem było osłabienie spoistości społeczności ukraińskiej, np. poprzez próby wyszukiwania mniejszych grup regionalnych i wzmacniania poczucia ich odrębności, tu przykładem są Łemkowie czy Hucułowie. To był czas odkrywania „polskich” korzeni potomków szlachty zaściankowej, ale też kreowania grupy prawosławnych Polaków oraz niszczenia tzw. ponadetatowych – niezalegalizowanych przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego – cerkwi na wschodniej Lubelszczyźnie. Miały też miejsce przypadki siłowego „nawracania” prawosławnej ludności ukraińskiej na katolicyzm, które odbywały się w asyście Korpusu Ochrony Pogranicza, a także pomniejszych represji skierowanych wobec Kościoła greckokatolickiego.
Czytaj więcej
Eksperci nie mają wątpliwości, że spór o historię UPA, a także odebranie prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zelenskiemu Orderu Orła Białego ma wpływ...
Na marginesie warto dodać, że ten argument jest do dzisiaj wykorzystywany – w ślad za propagandystami OUN – przez niektórych historyków ukraińskich do uzasadnienia późniejszych zbrodni, ale moim zdaniem nie można stawiać na jednej szali niszczenia miejsca kultu z czystką etniczną. Z zachowanych świadectw wynika jednak, że masowa przymusowa konwersja na rzymski katolicyzm nie skutkowała bliższymi związkami z polskością. Po 1939 r. nastąpił gremialny powrót tych ludzi do prawosławia. Te relacje są natomiast świadectwem gorzkiego doświadczenia, żalu, złych emocji w stosunku do władz polskich i do samych Polaków.
Od początku lat 30. XX wieku OUN traktowała sojusz z Niemcami jako otwarcie drogi do wyzwolenia. Organizacja ta prowadziła działalność terrorystyczną, a także szpiegowską na rzecz Niemiec i Litwy. Jej członkowie przechodzili szkolenie dywersyjne we Włoszech. Z programu OUN wynikało, że wolna Ukraina będzie państwem faszystowskim, a Polacy, Żydzi i Rosjanie zostaną zlikwidowani jako „wrogowie - okupanci”.
Ukraińskie siły polityczne, skrajnie prawicowe, spod znaku nacjonalizmu integralnego, spoglądały z nadzieją na Niemcy, które w tamtych czasach dążyły do destrukcji ładu wersalskiego, którego beneficjentem, jak uważano, była Polska. Trzeba jednak zaznaczyć, że ukraińscy nacjonaliści byli traktowani jako dość podrzędny partner przez niemieckich polityków. Rozmowy toczyły się na poziomie niższych funkcjonariuszy NSDAP oraz przedstawicieli wywiadu. Trudno jest jednoznacznie zakwalifikować ideologię OUN. Nacjonalizm integralny, czerpanie z doktryny faszyzmu, było w tamtych czasach charakterystyczne dla wielu skrajnych ruchów politycznych, tzw. młodych narodów – np. dla ruchu chorwackich ustaszów.
W dyskusjach prowadzonych w latach 30. XX wieku w środowisku ukraińskich nacjonalistów pojawiały się różne koncepcje, jak poradzić sobie z tzw. obcymi społecznościami, czyli Polakami i Żydami. Nie widziano ich w przyszłej ukraińskiej wspólnocie narodowej. Pojawiały się pomysły, aby Polaków i Żydów wypędzić. Ale też, aby w trakcie rewolucji narodowej, która miała doprowadzić do powstania ukraińskiego, zjednoczonego państwa, zniszczyć część wrogich środowisk.
Podstawowa narracja na Ukrainie związana z historią UPA oparta jest na pokazywaniu jej działania od 1944 r. do początku lat 50. XX wieku, gdy walczyła ona z radzieckim okupantem
Czy zatem zbrodnia wołyńska wynikała wprost z tego programu i miała charakter zaplanowanej czystki etnicznej? Ludobójstwa?
Niewątpliwie tak, ale były różne wizje związane z przeprowadzeniem tej czystki etnicznej. Jeszcze w 1942 r. pion wojskowy OUN-B, który tworzył struktury późniejszej Ukraińskiej Powstańczej Armii zakładał, że czystka wyeliminuje tylko elity, osoby aktywne, a resztę Polaków zmusi się do ucieczki. Natomiast w 1943 r.gdy przyszło do realizacji pierwszej fazy tej czystki na Wołyniu, bo tam były wówczas najbardziej sprzyjające warunki do rozwinięcia walki partyzanckiej, miejscowy dowódca Dmytro Klaczkiwski ps. Kłym Sawur zadecydował, aby przyjęła ona postać masowego mordu. Warto dodać, że oddziały zbrojne związane z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów zostały zasilone przez inne mniejsze organizacje oraz chłopów. Wtedy pojawił się w programie OUN postulat przeprowadzenia reformy rolnej, czyli rozdzielenia ziemi pozostawionej przez wymordowanych albo wygnanych Polaków.
Co Bandera wiedział o zbrodniach popełnionych na Wołyniu. Był wtedy internowany w obozie koncentracyjnym w III Rzeszy. Czy faktycznie był jej architektem?
Bandera został uwięziony w obozie koncentracyjnym, ale miał w nim uprzywilejowaną pozycję. Ale wydaje mi się, że nie miał wtedy pełnej wiedzy o tym, co działo na Wołyniu, w jaki sposób była realizowana w praktyce ideologia, której był jednym z twórców. Roman Szuchewycz, późniejszy dowódca UPA, nie brał udziału w podejmowaniu decyzji o przebiegu operacji w 1942 i 1943 r., ale już post factum zaakceptował brutalne, ludobójcze metody zastosowane przez Klaczkiwskiego, a nawet w 1944 r. nakazał ich zastosowanie w niewiele zmienionej postaci na obszarze Galicji Wschodniej, mimo oporu części przywódców OUN. Postawa kilku dowódców nie wynikała jednak z humanitarnych pobudek, ale z faktu, że operacja nie powiodła się w pełni i dodatkowo okryła „ludobójczym cieniem” działanie tej organizacji.
Czytaj więcej
W polskich podręcznikach szkolnych relacje polsko-ukraińskie są prezentowane w sposób zrównoważony. Jest nacisk na wspólne dziedzictwo, ale też tru...
Jakie są wiarygodne szacunki ofiar polskich i ukraińskich oparte na źródłach archiwalnych?
Różnice wynikają z przyjęcia różnych metodologii prowadzonych obliczeń. Polscy historycy starają się liczyć ofiary z imienia i nazwiska, ale ciągle mamy do czynienia z szacunkami. Liczba ofiar mieści się w granicach 70 do 100 tysięcy ofiar z terenu Wołynia, Galicji Wschodniej, Lubelszczyzny i Podkarpacia, gdzie akcje zbrojne także miały miejsce. 40-70 tys. ofiar to zamordowani na terenie Wołynia i 30-35 tys. – według ostatnich obliczeń profesora Damiana Markowskiego – w Galicji Wschodniej. Natomiast wśród ofiar ukraińskich mówimy o kilku, kilkunastu tysiącach. Są to ofiary Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, lokalnych oddziałów samoobrony, ale też istriebitielnych batalionów w służbie radzieckiej, w skład których m.in. wchodzili Polacy, a także niemieckich jednostek policyjnych, w których również służyli Polacy. Oczywiście dochodziło wtedy do licznych aktów zemsty, odwetu, do pacyfikacji, popełniano zbrodnie wojenne. Po wojnie na Lubelszczyźnie i Rzeszowszczyźnie uczestniczyły w nich oddziały tzw. Ludowego Wojska Polskiego, Milicji Obywatelskiej, Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.
Na czym polega fundamentalna różnica między polską a ukraińską interpretacją wydarzeń wołyńskich? Polska uznaje je za ludobójstwo, a Ukraina mówi o „konflikcie” „tragedii”, „wzajemnej walce”?
W tym sporze historycznym, który nie powinien mieć miejsca, mamy niestety wyraźny podział na stanowisko strony polskiej, która wskazuje na zbrodniczy zamiar dokonania mordów ze strony ówczesnego kierownictwa OUN frakcji Stepana Bandery. To moim zdaniem wyczerpuje przyjętą już po wojnie definicję ludobójstwa. Mieliśmy bowiem do czynienia z zamiarem likwidacji członków całego narodu na określonym terytorium. Ale warto też przypomnieć, że niektóre polskie akcje antyukraińskie o charakterze odwetowym, czy prewencyjnym, miały charakter masowych zbrodni wojennych o etnicznym zabarwieniu.
Nie można stawiać na jednej szali niszczenia miejsca kultu z czystką etniczną
Co mogłoby odbudować zaufanie historyków i społeczeństw? Czy możliwe jest wypracowanie wspólnej „kultury pamięci”, która uszanuje prawdę o ofiarach, nie relatywizując zbrodni, a jednocześnie pozwoli na przyszłe pojednanie?
To jest trudne pytanie, ponieważ ten konflikt jest wykorzystywany w bieżących celach politycznych i moim zdaniem naiwnością jest założenie, że nadal nie będzie wykorzystywany do zdobywania dodatkowych głosów wyborczych.
Nie możemy zapominać, że Ukraina prowadzi zaciekłą wojnę obronną z rosyjskim agresorem i próbuje szukać symboli bezwzględnego sprzeciwu, oporu czy walki. Podstawowa narracja na Ukrainie związana z historią UPA oparta jest na pokazywaniu jej działania od 1944 r. do początku lat 50. XX wieku. Wtedy rzeczywiście prowadziła ona desperacką i okrutną wojnę z okupantem radzieckim. Wypowiedzi niektórych ukraińskich historyków wskazują, że strona ukraińska poprzez pryzmat tego momentu historii próbuje tworzyć nową zmitologizowaną ukraińską świadomość historyczną, wypierając, wręcz zaprzeczając twierdzeniom, że działania OUN i jej ramienia zbrojnego UPA w latach 1943-45 miały charakter zbrodniczy. To – nomen omen – okopanie się na pozycjach oficjalnego dyskursu władzy, podobnie jak i niektóre wypowiedzi polskich polityków i publicystów, turbopatriotyczne czy wręcz nacjonalistyczne opinie krążące m.in. w internecie, w najbliższym horyzoncie czasowym dobrze nie wróżą zarówno konstruktywnemu dialogowi naukowców, jak i – co jeszcze bardziej niepokojące – deeskalacji złych emocji społecznych po obu stronach.