Reklama
Rozwiń
Reklama

„Father Mother Sister Brother”: Wielkie dramaty nie tworzą życia

Amerykanin Jim Jarmusch ceni sobie niezależność, ale chcą u niego grać za minimalne stawki sławni aktorzy. Tak jak w najnowszym filmie z plejadą gwiazd – „Father Mother Sister Brother”, który można oglądać w naszych kinach.
Jim Jarmusch ze Złotym Lwem, nagrodą główną festiwalu filmowego w Wenecji 2025 dla filmu „Father Mot

Jim Jarmusch ze Złotym Lwem, nagrodą główną festiwalu filmowego w Wenecji 2025 dla filmu „Father Mother Sister Brother”

Foto: IMDB/MAt. Pras.

Taki film mógł zrobić tylko Jim Jarmusch. Artysta, który nie szuka sensacji, wstrząsów, wielkich wydarzeń. Człowiek, dla którego liczy się każdy przeżyty dzień, każdy mijany przechodzień, rozmowa przy kawie, smutek lub nadzieja w czyichś oczach. W „Father Mother Sister Brother” – swojej pierwszej od sześciu lat fabule Amerykanin znów opowiedział o najprostszych relacjach między najbliższymi ludźmi.

Ten film podzielony jest na trzy części. Każda toczy się w innym miejscu świata – w prowincjonalnej Ameryce, w Dublinie, w Paryżu. W pierwszej nowelce brat z siostrą jadą do starego ojca, który mieszka na odludziu. Mają wrażenie, że klepie biedę. Ale czy tak jest naprawdę? W samochodzie rodzeństwo, które od dawna idzie własnymi drogami, nie bardzo ma o czym ze sobą rozmawiać. I wizyta u ojca niczego nie zmieni.

Pozostało jeszcze 95% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama